Jak to było z jedzeniem [MIELENIE JĘZYKIEM]

Jemy. Żywimy się. Posilamy. Smakujemy i żremy. Konsumujemy i wcinamy. Czasami się objadamy, a czasami podjadamy. Bywa, że się pożywiamy. Można tak wyliczać bardzo długo. Bowiem to, co ważne dla naszego życia, to bez czego nie możemy się obejść, rozrasta się w języku i zajmuje w nim coraz więcej miejsca. Bo język jest taką domeną, która lubi precyzję. Lubi nazywać i charakteryzować. Najchętniej w możliwie pojemnej formie. Stąd im lepiej znamy to, co opisujemy językiem, tym więcej mamy na to określeń.

Eskimosi znają kilkadziesiąt słów na przedstawienie rozmaitych rodzajów śniegu, o których nam się nawet nie śniło, w językach skandynawskich znajdziemy niezliczoną ilość określeń charakteryzujących wodę. Ale we wszystkich grupach językowych podstawowe potrzeby życiowe są opisywane najlepiej. I najdawniej. A to z kolei oznacza, że choć słuchając dzisiejszych brzmień wyrazów w różnych językach, nie widzimy między nimi podobieństw, często wywodzą się one z tego samego źródła. Bo powstały najwcześniej. Kiedy jako wspólne plemiona wędrowaliśmy sobie przez kontynenty odkrywając, co było do odkrycia.
Nie trzeba być językoznawcą, ani etymologiem, żeby żywić (sic!) słuszne podejrzenie, że jedzenie powinno należeć do tej niezbyt obszernej grupy słów, które zagościły w języku, już w pierwotnych jego wersjach. To znaczy zanim postanowiliśmy osiąść gdzieś na stałe, wymyślić granice, struktury państwowe i około 7 tysięcy języków, których obecnie używamy na całej ziemi. Ponieważ jednak rekonstrukcja języka w najstarszych jego formach pozostaje w dużej mierze w sferze hipotez, głównie z powodu braku źródeł (mieliśmy jednak kilka ważniejszych spraw do załatwienia w okolicach epoki neolitu, niż zachowywanie najwcześniejszych odmian pisma dla przyszłych pokoleń), dziś możemy szukać źródła czasownika "jeść" poczynając od form prasłowiańskich.

Tak czy inaczej dosyć dawno, bo w okresie od około 1500 roku przed naszą erą, do mniej więcej VI wieku naszej ery. Czyli w ciągu niemal dwóch tysięcy lat, kiedy prasłowianie eksplorowali Europę i Azję rozważając, gdzie będzie im najwygodniej spędzić resztę życia. I właśnie z tamtego okresu pochodzi niepozorne słowo "*'sti", czyli nasze współczesne "jeść". Dosyć zresztą podobne do polskiej formy współczesnej zarówno w wymowie, jak i w zapisie.

Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie wspólnoty pragermańskie, które wybrały nieco inny kierunek wędrówki i zaczęły konstruować swój własny język, używały czasownika "*etanan", który brzmiał dosyć podobnie do prasłowiańskiego "*'sti". I, rzecz jasna, określał tę samą czynność.  
Stąd można przypuszczać (wielu językoznawców, to właśnie robi), że "jeść" mogło mieć swoją wcześniejszą, wspólną formę. To pierwotne, zrekonstruowane (głównie na podstawie badań porównawczych różnych grup językowych) słowo, osadzono aż w języku praindoeuropejskim i jego zapis wygląda tak oto: "*h1ed-"
Możemy więc przypuszczać - niestety tylko przypuszczać, bo dowodów nie ma na to żadnych, a rekonstrukcje języka praindoeuropejskiego nie do końca są traktowane jak działania w pełni naukowe - że kiedy 3000 lat temu, ktoś zapragnął spożyć smakowity kąsek, posłużył się czasownikiem *h1ed-. Po czym przystąpił do rozglądania się za apetycznym korzonkiem. Względnie do organizacji polowania na pobliskie, nierzadko groźne białko.
A co z posilaniem i żywieniem, zapytacie? O tym, opowiem już w kolejnym felietonie i obiecuję, że będzie ciekawie, bo jednak jeść, to tylko zaspokajać potrzebę. A posilać się i żywić - to wiedzieć, o jaką potrzebę chodzi.

Magdalena Łuczak

Zawodowo marketingowiec, ideowo polonista. Od 39 lat spogląda na świat w ciągłym zadziwieniu, że ten, wciąż oferuje coś nowego do spróbowania. Wytrwała poszukiwaczka smaków i smaczków języka. Obarczona niepohamowaną potrzebą dzielenia się językoznawczymi znaleziskami kulinarnymi.