Poncz łączy ludzi!

Poncz rozpoczął swą europejską karierę na początku XVII w., a o pierwszeństwo jego importu na Stary Kontynent kłócą się Hiszpanie i Anglicy.

W powieści Lwa Tołstoja "Anna Karenina" jest scena, w której brat tytułowej bohaterki, wysoki ministerialny urzędnik Stiwa Obłoński ma spotkać się z nowym zwierzchnikiem. Zwierzchnik uchodzi za oschłego, nieprzyjemnego służbistę, więc Stiwa boi się tego spotkania. Zjadają razem śniadanie i... mit "straszności" szefa pryska. - To bardzo przyjemny człowiek - mówi potem przyjacielowi Obłoński. - Nauczyłem go robić wino z pomarańczami. Wyobraź sobie, że nie znał tego zupełnie! Obłoński, nie tylko notabl i bawidamek ale też smakosz i bywalec, na pewno był zorientowany w światowych trendach. A przecież czas akcji powieści, czyli lata 70. XIX w. to również czas królowania w arystokratycznych salonach ponczu - w tym i hiszpańskiej sangrii, o którą tu pewnie chodzi.

Poncz narodził się w Indiach, gdzie nazywany był paantsch (w języku hindi "pięć") - a to dlatego, że Hindusi tradycyjnie przyrządzali go z pięciu składników: mocnego alkoholu (przeważnie araku), cukru, cytryn, wody oraz herbaty. Niektórzy mówią też, że nazwa pochodzi z angielszczyzny - a zrodziła się wśród marynarzy, określających swój ulubiony napój skrótowym punch - od puncheon, beczka.

Europejska kariera ponczu zaczęła się na początku XVII w., a o pierwszeństwo jego importu na Stary Kontynent kłócą się Hiszpanie i Anglicy. Spór pewnie pozostanie nierozstrzygnięty, bo obie te nacje mają bogatą przeszłość kolonialną i obie nieźle kiedyś namieszały na Półwyspie Indyjskim oraz w jego najbliższych okolicach. Tak czy owak, i jedni, i drudzy szybko stworzyli własne wersje ponczu: Anglicy zaczęli wlewać do niego piwo, a Hiszpanie zastąpili mocny alkohol czerwonym winem i ochrzcili napój sangrią - od sangre, krew.

Dlaczego poncz tak łatwo przyjął się w Europie, nietrudno zgadnąć. Życie elit skupiało się wówczas w towarzyskich salonach, a każdy salon potrzebuje centrum - kogoś lub czegoś, co skupi wokół siebie gości i pozwoli im w naturalny, niewymuszony sposób nawiązać rozmowę. Ustawiona na honorowym miejscu waza z ponczem nadawała się do tego idealnie. No a poza tym, ponczem można było po prostu zaimponować: szczególnie piękne zdobienia wazy, czy większa niż zwykle skala całego przedsięwzięcia, robiły wrażenie na gościach. Już u samych początków swego europejskiego panowania, poncz został użyty właśnie do tego celu. Dnia 15 października 1694 r. dowódca brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej, admirał Edward Russel, wydał w hiszpańskim Alicante ogrodowe przyjęcie dla 6 tysięcy osób. Główną jego atrakcję stanowiła ogromna marmurowa fontanna zamieniona w wazę i wypełniona ponczem. Zawartość fontanny była chroniona przed parowaniem i deszczem przez specjalny daszek, a po powierzchni ponczowego jeziora żeglowała łódka: siedzący w niej chłopiec usługiwał biesiadnikom i hojnie nalewał im ponczu, podpływając raz po raz do brzegu.

Nieco mniejszą wazę, acz w równie dobrym towarzystwie, opróżniono w Oksfordzie, wiosną 1814 r., w budynku biblioteki naukowej Radcliffe Camera - notabene okrągłym. Okazją do świętowania była kapitulacja napoleońskiej Francji, a w przyjęciu uczestniczyli najwyżsi dostojnicy państw walczących z ekspansją Bonapartego - m.in. car Rosji Aleksander I, król Prus Fryderyk Wilhelm III, brytyjski książę regent Jerzy August Fryderyk oraz szef austro-węgierskiej dyplomacji Klemens von Metternich. Waza nie miała rozmiarów fontanny, ale i do naparstka było jej daleko - mieściła bowiem 45 litrów trunku. Na przyjęcie w bibliotece wypożyczono ją z Jesus College Uniwersytetu Oksfordzkiego, który jest jej właścicielem. Jak głosi tradycja - uczelnia odda naczynie śmiałkowi, który: a) zdoła objąć je ramionami w najszerszym miejscu (1,57 m) i b) sam jeden wypije cały mieszczący się w niej poncz. Mając na uwadze pojemność wazy, nie radzę nikomu podejmować tego wyzwania - nawet jeśli jest Słowianinem i ma genetycznie mocny łeb.

Jak najbardziej radzę natomiast wskrzesić tradycję podawania ponczu. bo poncz łączy ludzi!

Sangria

Butelka lekkiego czerwonego wina (najlepiej ze szczepu tempranillo),

60 ml koniaku,

60 ml soku z pomarańczy,

6 kostek cukru,

1 laska cynamonu,

250 ml wody gazowanej,

10 plasterków limonki,

10 plasterków cytryny,

10 plasterków pomarańczy,

18 kostek lodu

Rozpuszczamy cukier w winie, dodajemy koniak, sok pomarańczowy i cynamon. Odstawiamy do lodówki na co najmniej 12 godzin. Przed podaniem przelewamy sangrię do wazy ponczowej, dodajemy wodę, lód i owoce. Mieszamy.

Gorący poncz piwny

12 kostek cukru,

500 ml gorącej wody,

skórka otarta i sok wyciśnięty z 2 cytryn,

500 ml rumu (najlepiej starego, z Jamajki),

250 ml brandy,

150 ml ciemnego piwa (porter lub stout),

trochę araku (niekoniecznie)

Wszystkie składniki mieszamy, aż cukier dokładnie się rozpuści. Jeśli trunek będzie za mocny, możemy dodać więcej wody.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.