Jak podejść do jaka?

Nie trzeba jechać w Himalaje, aby zobaczyć jaka i spróbować potraw z jego mięsa. Wystarczy narciarski wypad do Soldy (Sulden) w Alpach Retyckich.

Szerpowie uważają jaki - nie bez racji - za najbardziej ekonomiczne zwierzęta pod słońcem. Hodują je dla mięsa i mleka, skóry i wełny, wykorzystują rogi i kopyta, z których wyrabiają narzędzia, nie marnują nawet nawozu, który, wysuszony, świetnie nadaje się na opał. Ważące średnio po pół tony zwierzaki są niewybredne, latem zajadają trawę i zioła, zimą mchy i porosty oraz śnieg (zamiast wody). Radzą sobie na dużych wysokościach, gdzie jest problem z tlenem, niestraszne im nawet pięćdziesięciostopniowe mrozy.

Reinhold Messner, znany himalaista, pierwszy człowiek, który zdobył Koronę Himalajów (wszystkie 14 ośmiotysięczników świata), doszedł do wniosku, że tybetańskie zwierzaki bez trudu zaaklimatyzują się w jego rodzinnych Alpach. Od lat 80. ubiegłego wieku u stóp Ortlera (3904 m n.p.m.), najwyższego szczytu Południowego Tyrolu, żyje sobie jacze stadko. Na początku Messner sprowadził trzy samice i dwa samce, dziś stado ma prawie 30 sztuk. Jaki szybko przystosowały się do trochę mniejszej wysokości - tu mieszkają na 2100 m - i łagodniejszego klimatu. I pewnie stado rosłoby sobie w siłę i żyło dostatnio, gdyby nie fakt, że znany himalaista miał wobec sympatycznych włochatych krów konkretne zamiary: mięso miało się stać atrakcją kulinarną w należącej do niego gospodzie Yak und Yeti.

Messner założył tę knajpkę w starej farmie z 1600 roku. Kto lubi wiejskie, skansenowe klimaty, drewniane stare meble, kraciaste firaneczki w oknach, drewniane ławy i deski zamiast talerzy - temu się będzie podobało. W menu potrawy z mięsa jaków plus kuchnia miejscowa, czyli tyrolska, plus trochę smaków mających przypominać tybetańskie.

Jeśli już jesteście w Soldzie, warto tam zajrzeć. Choćby po to, aby spróbować jakowego mięsa i zdecydować: smaczne czy nie. Ma wielu zwolenników, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy tyle się mówi o ekologii i zdrowiu. Pochodzi wszak z naturalnej hodowli, jest chude (3-5 % tłuszczu) i pozbawione cholesterolu, łatwo strawne. Zawiera bardzo dużo białka, soli mineralnych i witamin. Od wołowiny różni je wyczuwalny słodkawy smak i znacznie delikatniejszy aromat. Podczas gotowania (tak się je najczęściej przyrządza, gotuje właśnie, a nie smaży czy piecze) pozostaje soczyste, w przeciwieństwie do wołowiny czy dziczyzny. Mnie smakowało duszone w warzywach oraz - to polecam szczególnie - w pierogach, które nazywają się Momo. Są duże, gotowane na parze, w środku ostry farsz z dobrze przyprawionej "jaczyny", naprawdę fajne. Kucharze twierdzą, że przyrządzają je na sposób tybetański, który ja nazwałabym raczej ogólnozajatyckim.

Fajne jest to, że w gospodzie Messnera można się napić wina sygnowanego jego nazwiskiem. Jest zupełnie niezłe, pochodzi z winnicy założonej w 1992 roku pod należącym do himalaisty zameczkiem Castel Juval w Vischgau Valley. Próbowałam rieslinga i blauburgundera, oba polecam, choć nie przypuszczam, aby sam Messner przykładał rękę do jego produkcji. Raczej rozsądnie pozostawia to fachowcom i tylko daje swoje nazwisko na etykietę, aby wino się lepiej sprzedawało. Zresztą - pod etykietą "Messner" można kupić w Soldzie wiele produktów, między innymi mydła, żele pod prysznic, a nawet perfumy. Co tylko świadczy, że Messner nieźle porusza się w świecie marketingu i reklamy. Zdobywanie ośmiotysięczników swoja drogą, a z czegoś przecież żyć trzeba...

Kontakt:

Yak & Yeti

39020 Sulden/Solda 55

Tel. +39 0473 613 266

Kilkanaście metrów od gospody znajduje się jedno z pięciu muzeów Messnera. Warto wpaść na chwilkę. Poświęcone jest lodowi i lodowcom, pełne zdjęć i obrazów, z fantastycznym symulatorem schodzącej lawiny. Na górze muzeum (jest dwupoziomowe) wystawiono autentyczny ekwipunek Messnera z samotnej wyprawy na Nanga Parbat, tu można także kupić książki himalaisty (w wielu językach, także po polsku). Na dole, w niedużej salce kinowej obejrzycie film poświęcony w części wyprawom Messnera, w części zaś lodowcom.