Co pokazać Gorolom? Krótka wycieczka na Śląsk (ze smakiem!)

Nie ukrywam, że cierpię na ciężką odmianę lokalnego patriotyzmu, jestem zakochana w moim regionie - Śląsku. Pochodzę stąd, mówię gwarą (ciągle boleję nad tym, że zbyt rzadko) - o ile byłabym w stanie zmienić kraj zamieszkania, to opuszczenie Śląska byłoby dla mnie bardzo bolesne.

Oczywiście daleka jestem od gloryfikowania stanu regionu - jeszcze dużo jest do zrobienia, ciągle zbyt dużo wyburzamy, bezmyślnie niszcząc nasze dziedzictwo, szczególnie to postindustrialne. Na szczęście część przepięknych obiektów zostaje doceniona i trafia na Szlak Zabytków Techniki, ciągnący się przez całą Europę - kapitalna rzecz!

Jak połączyć zwiedzanie na Śląska z dobrym jedzeniem? Po szybkich konsultacjach z nieocenionymi znajomymi, co szczególnie chcielibyśmy polecić miłym Gorolom (osobom spoza Śląska), wybrałam zestaw - kopalnia Guido oraz restauracja w Szybie Maciej - obydwa obiekty ulokowane w nieodległym od moich rodzinnych Gliwic Zabrzu.

Refleksja nad historią Śląska często jest niewesoła. Trudno nie zauważyć, jak bardzo ucierpiał - kiedyś międzynarodowa konglomeracja, bogata, światowa, z kontaktami handlowymi i towarzyskimi na całym świecie. Piękna, zindustrializowana, a jednocześnie dbająca o kulturę czy zielone miejsca. Jak różna od tej współczesnej - gdy porównuję zdjęcia miejsc sprzed 100 lat do tych aktualnych, czasem aż żal serce ściska, jak bardzo Śląsk został zniszczony. Ale nie będę prowadzić tutaj dywagacji jak świetnie było "za starego piyrwyj", tylko pokażę, dlaczego warto odwiedzić nas teraz!

Śląska fortuna

Wycieczkę zaczynamy od kopalni Guido, mieszczącej się w dzielnicy Zabrza pod tą samą nazwą - pochodzącą od imienia założyciela Kopalni Guido Henckla Donnersmarcka, pochodzącego ze spiskiej rodziny osiadłej na Śląsku. Na początku XX w. był to drugi najbogatszy człowiek Europy, więc wyobraźcie sobie, z jaką fortuną mamy tu do czynienia! W Zabrzu - oprócz kopalni - posiadał także hutę i kilka innych obiektów. Prowadził interesy na całym świecie. Do niego należał słynny pałac w Świerklańcu nazywany "Małym Wersalem". Jak wyglądałby Śląsk, gdyby nie II wojna światowa - lepiej, gorzej? Na pewno inaczej. Przerwała ona brutalnie naturalny bieg rzeczy, obiekty po wojnie przeszły na rzecz państwa, były eksploatowane przez dziesiątki lat na różne sposoby, teraz powoli docenia się ich wartość - także historyczną, co bardzo cieszy. Kopalnia Guido może tu służyć za wzór.

Pod ziemią - zwiedzanie kopalni Guido

Zwiedzanie odbywa się tylko w towarzystwie przewodników, którzy opowiadają szczegółowo i ciekawie o kopalni, widać, że to fachowcy - górnicy znający swój fach. Zjazd na dół należy koniecznie zarezerwować wcześniej, obiekt jest naprawdę oblegany - świadczy o tym najlepiej fakt, że kopalnia ma swój hostel. Zwiedzających, szczególnie letnią porą, jest mnóstwo, także tych zagranicznych - nie ma problemu z przewodnikami władającymi obcymi językami.

Do zwiedzania są dwa poziomy - 170 i 320 metrów. Głębszy jest niedostępny dla dzieci poniżej 6. roku życia, ze względu na przejazd podwieszaną kolejką. Kupujemy bilety, czekamy na wyznaczoną porę i pojawienie się przewodnika, który wyda nam obowiązkowe kaski. Krótki wstęp, a potem zjeżdżamy szolą na dół - komfortowo maksymalnie w osiem osób (górników mieści się w jednej z trzech klatek windy nawet 25). Ze względu na ograniczenie wiekowe, zwiedziłam tylko wyższy poziom - byłam z synem, który ma mniej niż 6 lat. Przez godzinę zwiedzaliśmy starszą część kopalni, przewodnik naprawdę ciekawie opowiadał o wydobyciu węgla, historii kopalni (przyznaję, że nie jestem fanem zwiedzania z oprowadzaniem, ale było naprawdę na poziomie). Najbardziej w pamięci zostały mi stajnie, konie rasy śląskiej (małe, krępe i silne - w kłębie miały ok. 1,5 m), ciągnęły każdorazowo 6 ton węgla! Pracowały tyle, co górnicy, po 12 godzin na dobę. Żyły ok. 5-6 lat tylko dlatego, że Donnermarck - nauczony doświadczeniem z innych kopalń - wprowadził instytucję wozaka - każdy koń był zatrudniany na kopalni wraz z jego właścicielem, który o niego dbał, karmił, oporządzał. W innych kopalniach, gdzie konie należały do kopalni, ich życie trwało ok. 2-3 lat. Konie nigdy nie wyjeżdżały na górę. To wspaniała okazja, by dać dzieciom lekcję empatii. A w domu przeczytać "Łyska z pokładu Idy" Morcinka.

Potem reszta wycieczki zjechała na 320, by zwiedzać nowszą część kopalni, w której pokazany jest także nowoczesny sposób wydobywania węgla (na pewno wybiorę się na zwiedzanie w dorosłym towarzystwie), a my poszliśmy do pubu. Wybór dań nie jest duży, ale można napić się kawy albo piwa, zjeść kawałek szarlotki czy żurek. Na tym poziomie jest też sala, w której odbywają się koncerty i spektakle teatralne - życie kulturalne na Guido jest bardzo ożywione, co rusz odbywa się jakieś wydarzenie, a klimat sali jest naprawdę unikatowy. Naprawdę polecam Guido - obiekt i infrastruktura jest naprawdę na europejskim poziomie, powinniśmy się nim chwalić.

Dokąd na obiad?

Po kawie wyjazd na górę, oddajemy kaski i jedziemy do Szybu Maciej - to kolejny przystanek na szlaku Zabytków Techniki. Szyb mógł zniknąć z powierzchni regionu, gdy KWK "Pstrowski"  zakończyła wydobycie węgla, miał zostać rozebrany. Zamiast tego w 1993 r,. został  przekształcony przez prywatną  firmę w ujęcie wody. Od tamtej pory wydobywa się w nim wodę z triasowych pokładów. Gotują na niej także restauracja i bistro mające tu swe siedziby. Woda jest bardzo smaczna - podano nam ją, gdy przybyliśmy na miejsce.  Restauracja ma dwa poziomy, jest urządzona w stylu  industrialnym, prosto i elegancko.

Na parterze szybu jest bistro, które ma także ogródek. Ma proste, mniej wyszukane menu - serwuje głównie pizzę. Na dworze jest także spory i ładny ogrodzony plac zabaw dla dzieci. Sąsiadująca z bistro restauracja ma menu dla dzieci, świetny pokoik do przewijania i karmienia maluchów. A w trakcie czekania na posiłek dzieci dostają kolorowankę z Maciejem-górnikiem i kredki. Bardzo mi się to podoba, nie udaje się tu, że dzieci nie istnieją, ale wychodzi naprzeciw potrzebom rodziców i ich pociech.

Chciałam zamówić jedno z niewielu wege dań z karty, ale okazało się, że go nie ma. To zawsze niezły test dla danego lokalu, jak wybrnie z takiego problemu. Szyb Maciej ma doskonałą obsługę - nienaganne maniery, znajomość tematu, karty, dbałość o klienta, na nic nie można narzekać. Kelner zareagował dokładnie tak, jak powinien - deklaracją, że dania nie ma, ale szef kuchni na pewno coś zaproponuje. Zjadłam doskonałe pęczotto z karmelizowanymi gruszkami, białymi szparagami z dodatkiem bobu i młodych liści botwiny. Aż się uśmiechałam pod nosem, bo gdy lata temu wymyślaliśmy takie dania na pierwszych forach kulinarnych, w restauracjach próżno było szukać tego typu potraw - teraz są uznawane za kanon. Wszystko pięknie podane na prostej, eleganckiej białej zastawie w towarzystwie srebrnych sztućców.  Na deser zjadłam czekoladowego fondanta w towarzystwie lodów i sosu angielskiego, który stanowił świetne ukoronowanie posiłku, szczególnie w towarzystwie pysznej kawy. Jedynym minusem był długi czas oczekiwania na dania, o którym nie zostaliśmy uprzedzeni - zapewne wynikało to z kilku przyjęć komunijnych, które się akurat odbywały. Ale powiem szczerze, że nie stanowiło to aż tak wielkiej przeszkody, bo był czas, aby spokojnie się rozejrzeć i ponapawać industrialną atmosferą. Po obiedzie pochodziliśmy jeszcze po terenie Szybu, na którym można obejrzeć różne stare maszyny, a także śmieszne stwory zbudowane ze starych części, ku uciesze głównie dzieci. Jest także maszyneria dla dzieci napędzana deszczówką, gdzie można pokręcić różnymi wajchami i ponaciskać guziki.

Jak widać, spędziłam bardzo przyjemny i pouczający dzień, nic nie stoi na przeszkodzie, abyście i Wy spędzili czas tak świetnie na naszym cudnym Śląsku, Hanysy zapraszają!

Konkurs! Do wygrania Volkswagen Golf Sportsvan! Znasz ciekawe miejsca w Polsce? Pochwal się i wygraj!