Blog tygodnia: Brulion z przepisami

Kiedy ma się dobry humor wszystko wydaje się prostsze i w kuchni można wyczarować naprawdę oryginalną potrawę. Ja jednak lubię spędzać tu czas również wtedy, kiedy nie mam humoru. Czasem mikser potrafi zagłuszyć niejeden problem tkwiący głęboko w myślach.
Dlaczego zdecydowałaś się na kulinarny blog?

Początek był naprawdę śmieszny. Niepewna siebie narzeczona, która lada moment zostanie żoną, pragnie pojąć technikę gotowania... Jak mówi stare porzekadło: "przez żołądek do serca"... hahahaha... Surowym sędzią był narzeczony, obecnie już mąż, pod którego okiem robiłam większe lub mniejsze postępy... Niespodziewanie gotowanie pod publikę zaczęło mi sprawiać wielką frajdę! Dziś, kiedy ktoś mnie pyta o poradę, jak coś przyrządzić, czuję się jak kuchenne guru, choć wcale nim nie jestem. Na szczęście, bo nie widzą wtedy jak się czerwienię, najczęściej pytają mnie jednak ludzie z blogosfery, gdyż w realu niewiele osób wie kim jest blogowa Cudawianki...Prowadzenie bloga kulinarnego jest dla mnie czymś niezwykłym, choć prowadzę nadzwyczaj zwykłą kuchnię i nie upiększam jej na potrzeby bloga. Tym bardziej jest mi miło, gdy znajduję tutaj osoby, które chcą to czytać...

Nie raz przerywałam już pisanie, a to ze względu na ślub, na ciążę... mimo to zawsze wracałam. A może właśnie dlatego, że ci, którzy są po drugiej stronie byli ze mną w wielu ważnych momentach mojego życia...

Czym jest dla Ciebie gotowanie?

Hmmm... w mojej kuchni wiele zależy od dnia. Bywają gorsze i lepsze. Uwielbiam gotować, ale lubię też dobrze zjeść na mieście. Nie dorabiam do gotowania jakiejś filozofii, nie staram się na siłę. Owszem, kiedy ma się dobry humor wszystko wydaje się prostsze i w kuchni można wyczarować naprawdę oryginalną potrawę. Ja jednak lubię spędzać tu czas również wtedy, kiedy nie mam humoru. Czasem mikser potrafi zagłuszyć niejeden problem tkwiący głęboko w myślach.



Mieszkasz w Irlandii. Co lubisz w tamtejszej kuchni?

Pamiętam czasy, kiedy tu dotarliśmy. Brak wielu składników, które potrzebne były do gotowania polskich potraw doskwierał bardzo. Jeszcze bardziej tęskniło się do dobrego polskiego jedzenia, jak u mamy. Dziś wszystko się zmieniło. Jest mnóstwo polskich sklepów, gdzie można kupić prawie wszystko! A co lepsze ja wcale nie tego potrzebuję... Moja kuchnia, choć w połowie wciąż polska, reszta to zabawa kuchnią z różnych stron świata. No i oczywiście jest też miejsce na tutejsze dania! Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go maluja, jak często przekornie nazywam irlandzką kuchnię. Kiedy przypomnę sobie moją minę na widok typowego British Breakfast pochłanianego tak chętnie przez tutejszych, głośno się śmieje. Dziś mój mąż robi najlepsze angielskie jajka sadzone na bekonie na niedzielne śniadanie i wcale się z tego powodu nie śmieję! Ba! Zjadam je szybciej niż on... Poza tym odkryłam mnóstwo takich potraw, jak wszelkie chicken pie, shepherd's pie, crumble... W moim brulionie można znaleźć wiele inspiracji stąd.

A czego najbardziej brakuje Ci w kuchni Irlandczyków?

Trudno powiedzieć czego brakuje mi w tutejszej kuchni, gdyż nie rządzi ona moją własną! Na pewno brakuje mi wielu sezonowych owoców i warzyw, które tak lubiłam w Polsce.



Twoje popisowe danie?

Moja siostra, która jest wielką fanką tej potrawy, szepnęłaby mi teraz do ucha: lasagne z mięsem wołowym. I to prawda! Katowałam ten przepis do upadłego, aż powstał taki, który nieskromnie mówiąc nigdy nie pozostaje bez echa. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś z gości nie zapytał o przepis. Muszę jednak wymyśleć coś nowego, bo w trakcie rodzinnych spędów, ta lasagne pojawiła się już wyjątkowo za często!

Największe kulinarne wyzwanie jakiego się podjęłaś?

Chyba nie ma takiego, no może oprócz wszelkich wypieków z drożdżami, do których nie mam cierpliwości. W kuchni staram się stosować zasadę: smacznie-szybko-prosto. Często po przeczytaniu jakiegoś przepisu zachwycam się zdjęciami i tyle. Wcale nie mam zamiaru iść do kuchni i go zrobić. Wydaje mi się, że już samo szukanie składników zajęłoby znacznie więcej czasu, niż bym chciała. A to już wbrew wspomnianej zasadzie.



Gdzie szukasz kulinarnych inspiracji?

Właściwie wszędzie. Muszę jednak przyznać, że lubię często dodać coś od siebie. Być może niektórych drażni fakt tylu modyfikacji... Cóż, lepiej zmienić i to obwieścić, niż udawać, że samemu się coś takiego wymyśliło od a do z. Niestety, z tego co widzę, wiele osób przywłaszcza sobie przepisy, co mnie dziwi i niestety boli. W kulinarnej blogosferze jestem prawie od samego początku i nigdy nie było mi bardziej smutno. Jest nas znacznie więcej, co powinno cieszyć, bo chyba właśnie o to chodzilo, żeby w tę całą zabawę wciągnąć innych. Z drugiej strony tak wiele osób zachowuje się nie fair. Ludzie szukają popularności za wszelką cenę, ale oszukując nie zdają sobie sprawy, jak cienka jest to linia i jak łatwo z niej spaść.

Smak, który zapamiętasz na całe życie?

Nie umiem wymienić tylko jednego. Na pewno większość z nich to smaki z dzieciństwa. Cokolwiek spróbowałabym teraz i nad czymkolwiek bym sie zachwycała to i tak zawsze wracam myślami do smaków z dzieciństwa.

Przepis Sylwii: Lasagne ze szpinakiem (forma 25 x 20 cm)

250g świeżego szpinaku

500g serka ricotta

2 puszki pokrojonych pomidorów

4 ząbki czosnku

sól, pieprz, słodka papryka, gałka muszkatołowa, bazylia

odrobina soku z cytryny

500ml mleka

3 łyżki mąki

3 łyżki masła

garść startego na tarce żółtego sera (używam Edam)

płaty makaronu lasagne (u mnie 18 sztuk)

ponadto:

odrobina oliwy do smażenia

1 łyżka masła do smażenia



Szpinak opłukać, zalać wrzątkiem na 3 minuty (zblanszować), następnie odcedzić i drobno poszatkować. Na 1 łyżce masła podsmażyć 2 ząbki czosnku bardzo drobno pokrojone, wrzucić tam szpinak i smażyć chwilę razem. Serek ricotta rozgnieść widelcem w misce. Dodać zawartość patelni oraz sól, pieprz, gałkę muszkatołową i wymieszać. Kolejne 2 ząbki czosnku drobno pokroić. na patelni rozgrzać odrobinę oliwy. Wrzucić czosnek, chwilę smażyć, następnie dodać pomidory z puszki. Dusić na małym ogniu, aż sok nieco odparuje, ale nie całkowicie. doprawić solą (ostrożnie), pieprzem, słodką papryką i bazylią. W formie na dnie rozsmarować 1/2 sosu pomidorowego. Położyć pierwsze płaty lasagne (tak, żeby pokryły całe dno, mogą lekko nachodzić na siebie). Następnie farsz z ricotty i szpinaku. Posypać 1/3 startego żółtego sera. następnie rozłożyć kolejne płaty makaronu lasagne. Polać resztą sosu pomidorowego. na to wyłożyć farsz z ricotty i szpinaku. posypać żółtym serem. A na koniec położyć ostatnie płaty lasagne i posypać resztą żółtego sera. Zrobić sos beszamel: w rondlu roztopić masło. Dodać mąkę i energicznie mieszając zrobić zasmażkę. Wlać trochę mleka. dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. wlać resztę mleka i gotować na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu, aż sos zgęstnieje. doprawić Odrobiną soku z cytryny, gałką muszkatołową i pieprzem. Beszamel rozlać na wierzchu lasagne. Piec przez 45 minut w 180 stopniach.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj tu: brulionzprzepisami.blox.pl

Znasz ciekawy blog lub sam/a taki prowadzisz? Jeśli tak, to pisz na adres ugotuj.to@gazeta.pl