Diabeł w kuchni

Był pierwszym Anglikiem, który otrzymał trzy gwiazdki Michelin i najmłodszym kucharzem na świecie, któremu udał się ten wyczyn. Miał 33 lata, wielką sławę i opinię enfant terrible angielskiej kuchni.
Następnego dnia po przyznaniu mu największego wyróżnienia w kulinarnym świecie, Marco Pierre White zapadł w depresję. Wiele lat życia w stresie, mordercze tempo pracy, wielkie ambicje i trudne przejścia w życiu osobistym, zmieniły go we wrak człowieka. White musiał zapłacić wysoką cenę za sukces, jaki osiągnął.

Początek nie był łatwy. Po ukończeniu liceum wyjechał do Londynu. Miał 16 lat, w kieszeni niecałe 8 funtów, pod pachą pudło z książkami i trochę ubrań. Ale był pewien jednego: chce gotować. Pierwsze szlify zdobył w restauracjach w angielskim Yorkshire. W Londynie trafił pod skrzydła nie byle kogo, bo samych braci Alberta i Miechela Roux. W kuchni słynnej restauracji "Le Gavroche" jako młodszy kucharz zdobywał praktykę i klasyczne umiejętności. Albert, starszy z braci Roux, był zachwycony Marciem. Pieszczotliwie nazywał go "swoim małym króliczkiem". Ale kuchenne realia, to nie był przyjemny świat, zwłaszcza dla 16-letniego chłopaka, który niedawno opuścił dom.

Marco urodził się w Leeds w 1961 roku. Był synem Włoszki, która przyjechała na Wyspy uczyć się angielskiego oraz angielskiego kucharza. Jego starszy brat Clive również został kucharzem. Marco nie wyobrażał sobie więc innej przyszłości.

Szybko wspinał się na szczyt. W wieku 24 lat szefował już londyńskiej restauracji Harveys, której był również współwłaścicielem. Pod jego okiem w Harveys kulinarną praktykę zdobywali m.in. Heston Blumenthal i Gordon Ramsay. Podobno ten ostatni wulgarnego języka i ostrego traktowania swoich pracowników nauczył się właśnie od White'a. Porywczy charakter White'a obrósł już w wiele anegdot. Kiedy jeden z kucharzy pracujący w Harveys narzekał, że w kuchni jest za gorąco, White osobiście rozciął mu tył koszuli i spodni. Kucharzy, którzy nie są w stanie sprostać jego niemiłosiernie wysokim oczekiwaniom, surowo karze. Jednego ze swych współpracowników ukarał, wylewając na niego gorącą zupę.

Biografia Marco "The devil in the kitchen" ("Diabeł w kuchni") napisana przez Jamesa Steena, to obraz człowieka opętanego manią perfekcji. Z książki wyłania się postać pracoholika, który bez względu na to czy ma 16, czy też 36 lat, jest tak samo zdeterminowany, by odnieść sukces. Od początku pracy w kuchni zdawał sobie sprawę, że nie jest to łatwy zawód. By utrzymać się na powierzchni pokornie znosił ciężkie realia kuchennych kuluarów. To, co dziś nazywamy mobbingiem, na tyłach największych londyńskich restauracji, oznaczało codzienność. W takich warunkach dorastał Marco Pierre White. Kuchenna musztra, jaką otrzymywał od 16 roku życia szybko zaprowadziła go na sam szczyt. White przesiąkł brutalnym światem kuchni. Na prawie każdej ze stron jego biografii brakuje soczystego języka. W kuchni nie przebiera w słowach. Bywa również porywczy.

"Jeśli nie zachowujesz się w sposób ekstremalny, ludzie będą cię olewać, bo się ciebie nie boją. A aby osiągnąć i utrzymać najwyższy standard, każdego dnia, w każdym posiłku, w środowisku tak trudnym i chaotycznym jak kuchnia, musisz być ekstremalny" tłumaczy swoje zachowanie kucharz.

Dziś przyznaje, że z czasem trochę zmiękł i spokorniał. W 1999 roku oficjalnie pożegnał się z gotowaniem i zajął się prowadzeniem kilku restauracji, które do niego należą. Pojawia się również w telewizji - był gospodarzem programu "Hell's Kitchen" oraz "Marco Pierre White odkrywa brytyjską kuchnię". Pisze książki, ale przede wszystkim poświęca czas na odpoczynek, którego zawsze mu brakowało.

Jaki jest prywatnie? Mimo, iż ma już 49 lat, nadal jest ulubieńcem kobiet. Wysoki, przystojny, inteligentny i z charyzmą. Fanki przysyłały mu niegdyś swoje majtki. Raz pocałował nawet jedną ze swoich klientek, podczas gdy jej mąż czekał na posiłek. Żonaty trzykrotnie, ma czwórkę dzieci. W wolnym czasie najchętniej łowi ryby i poluje. Był pierwszym szefem kuchni celebrytą, po tym jak ożenił się z angielską supermodelką. Małżeństwo trwało bardzo krótko, jednak uwaga mediów pozostała na dłużej. White nie ma prawa jazdy - wszędzie wozi go jego japoński asystent Mr. Ishii, z którego zwykł sobie robić żarty. Na temat White'a krążyło również wiele nieprzyjemnych plotek. Oskarżano go o nadużywanie narkotyków i alkoholu. Kucharz wygrał proces z "The New York Times" i "The International Herald Tribune", które przeprosiły go za pomówienia. W jednym z wywiadów White wyznał, że bardzo długo nie pił alkoholu przez silne uzależnienie swojego ojca. Dodał również, że nie cierpi się upijać, a po kilku kieliszkach alkohol go nudzi.

I wygląda na to, że "ojciec chrzestny" współczesnej kuchni brytyjskiej udał się na emeryturę, miejsca na kulinarnym piedestale ustępując swoim niemniej znanym uczniom.