Nowa książka Jamiego Olivera. Do gotowania czy tylko do kolekcji?

Trochę mnie rozczarowywały jego ostatnie książki, które trafiały na polski rynek. Kolejna książka z przepisami? Dania w 30 minut czy w 15 minut - mnie i tak wychodziło 45... I choć do ich autora mam słabość, dość szybko odstawiałam książki na półkę...

Obawiałam się tego samego, gdy zobaczyłam, że kolejnym tytułem, który do nas trafi, jest „Superfood na co dzień”. Wybaczcie, ale cała historia wokół superfood kojarzy mi się z potężnym biznesem, który przekonuje nas, że naprawdę bardzo potrzebujemy tych ziaren xyz w naszej diecie i że ta cena (30 złotych za małą paczuszkę) to drobiazg, bo przecież właśnie dzięki niej będziemy zdrowi, zgrabni, piękni i niezmiernie inteligentni. I dziwne, że bez nich do tej pory żyliśmy. Nie mam nic przeciwko nowym produktom, szczególnie jeśli są cenne odżywczo, ale taka nachalna promocja mnie mierzi i irytuje.

Gdy książka wpadła mi w ręce, okazało się, że Jamie poleca jajka, orzechy, soczyste owoce, warzywa, ryby i kawałek mięsa. Owszem, znajdziecie tu i nasiona chia, i komosę ryżową, ale raczej jako urozmaicenie diety. Prawdziwymi gwiazdami są biała fasola, brokuły, pomidory, pęczak, orzechy, pstrąg, a nawet wieprzowina...

Po co w takim razie Jamie opowiada, jak to pracował nad tym wraz ze sztabem dietetyków? Zjeździł pół świata, szukając miejsc, gdzie ludzie są wyjątkowo długowieczni. Rozpoczął też studia dietetyczne. Przecież to nic nowego - używa produktów, których dawno już używał i które znajdziemy w każdej książce o zdrowej i zbilansowanej diecie. Oj, nieładnie! Ostatecznie jednak wybaczam, bo wierzę, że im więcej osób dowie się, że brokuły w tym warzywnym stir fry od Jamiego są pycha, tym lepiej.

Cieszę się, że nie ma tu zakazów i nakazów, terroryzujących czytelnika, pozbawiających przyjemności płynącej z jedzenia i pustoszących portfel. Jeśli w składzie dania jest mleko i można pozwolić sobie na dowolność, znajdziecie dopisek, że może to być i krowie, i orzechowe, jakie kto woli. Cieszy mnie to, bo przyznam, że nie podoba mi się brak tolerancji wobec osób, które nie porzucają glutenu, nabiału, mięsa, czy jakichkolwiek jedzonych do tej pory bez szkody dla zdrowia produktów pod wpływem mody i nacisków otoczenia. Sama wiele zmieniam - rzadko jem mięso i piję mleko, ale dlatego, że czuję, czy mi to służy i smakuje, czy nie. Trendy kulinarne prowadzą do rozwoju świadomości kulinarnej i rozwoju w tym zakresie - to ich niebywała zasługa. Jest jednak i druga strona medalu - często idzie za nimi arogancja i brak szacunku dla tych, którzy za modą ślepo nie podążają.

Średni koszt dań z tej książki Jamie określa na 2,5 funta za porcję. To około 14-15 złotych, ale pamiętajcie, że w Wielkiej Brytanii jedzenie jest droższe. Niektóre z tych dań na pewno będą kosztować więcej (na przykład zupa rybna z krewetkami), inne będą bardziej łaskawe dla budżetu (lasagne z dynią piżmową, szpinakiem, serkiem wiejskim i słonecznikiem albo złoty kurczak z sosem miętowym i zielonymi warzywami).

Nawet jeśli to dzieło sprawnego marketingu, Jamie i jego książka mówią o dobrym i prostym jedzeniu, które pomaga w życiu i dodaje sił. Pozytywnie. A, i jeszcze jedno, Jamie nagrał wideo skierowane do polskich fanów. Następnym razem prosimy o dwa zdania po polsku i przepisy z naszymi produktami - zgłaszam kandydaturę kapusty kiszonej.

Zdjęcie Gotuj sprytnie jak Jamie Zdjęcie Jamie's Italy Zdjęcie Każdy może gotować
Gotuj sprytnie jak Jamie Jamie's Italy Każdy może gotować
źródło: Okazje.info