Zakopane jest nudne? Pogoda nie dopisuje? Nie narzekaj - zwiedzaj, jedz i baw się dobrze! Daleko od Krupówek

"Chyba się przejaśnia, co? Może zaraz przestanie padać" - mówię i znów zastanawiam się, dlaczego zawsze - wyjeżdżając w Polskę - jestem taka przekonana, że pogoda dopisze. Co robić w Zakopanem, kiedy jest zimno i pada?

Półtora dnia na Podhalu mieliśmy spędzić na szlaku, konkretnie Małopolskim Szlaku Oscypkowym. Jedne bacówki znajdują się przy często uczęszczanych trasach, inne głęboko w lesie, w górach. Chcieliśmy odwiedzić te mniej oblegane przez turystów, żeby delektować się serkami i podglądać pracę baców w najpiękniejszych okolicznościach przyrody. Pogoda pozmieniała nam plany, ale na brak wrażeń nie możemy narzekać, a widok gór wyłaniających się zza chmur lub strug deszczu - też niczego sobie.

Pierwszy głód

Nocleg zaplanowaliśmy w Kościelisku - na obrzeżach, tuż przy granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego i szlaku do Doliny Kościeliskiej. Już prawie jesteśmy na miejscu, ale - zachęceni pozytywnymi opiniami znajomych - postanawiamy po drodze zjeść obiad w karczmie Pełna Chata w Witowie. Nie spodziewam się tu wybitnych doznań, ale i nie szukam ich na razie - chcę się posilić gdzieś, gdzie raczej nie spotkają mnie przykre niespodzianki. Zamawiamy placek po zbójnicku i pstrąga z grilla. Jedno i drugie domowe, całkiem smaczne, porcje solidne. Płacimy około 50 złotych za dwa dania i napoje. Nie zgłodniejemy do wieczora - szczególnie, jeśli podczas spaceru, który planujemy, posilimy się oscypkiem.

Docieramy na miejsce, szybka zmiana garderoby i w drogę! Ze względu na dość późną porę postanowiliśmy przełożyć dłuższą wędrówkę po górach na niedzielę. Na pierwszy ogień wybieramy spacer do Doliny Chochołowskiej - około 5 kilometrów w jedną stronę. Cel to Siwa Polana, gdzie ma się znajdować jedna z bacówek szlaku oscypkowego. Jako osoby rzadko chodzące po górach chętnie korzystamy z aplikacji „Szlak oscypkowy”, która zapewnia nam mapy, opis i zdjęcia bacówek, nazwiska baców. Idealnie! Zdjęcie po lewej stronie pochodzi z aplikacji, zdjęcie po prawej zrobiłam w tym samym miejscu. Gdzie jest bacówka? Nie wiadomo! Zniknęła!

Gdzie jest bacówka?Siwa Polana, fot. aplikacja Szlak oscypkowy / Martyna Szydłowska

Dolina powoli się wyludnia, bo zbliża się wieczór - w sam raz, żeby usiąść na chwilę i odpocząć. Oscypki kupujemy - przecież po to tu jesteśmy - u ostatniej sprzedającej je osoby w dolinie. Też dobrze.

Kolacja po góralsku

Droga powrotna zaostrza nam apetyty (choć i bez tego nam dopisują), więc szukamy miejsca, gdzie można zjeść lub kupić coś na kolację. Okazuje się, że ostatni sklep w okolicy zamykają o 21:00 (jest 21:08), karczmy też nie tętnią życiem. Niezbyt zachwyceni wizją nocnej eskapady do Zakopanego, wsiadamy do samochodu i kierujemy się w kierunku Doliny Chochołowskiej, gdzie widzieliśmy samotnie stojącą restaurację przy drodze. Ziębówka (Witów 304 a) z zewnątrz wygląda raczej współcześnie - ot, niezbyt wielka willa. Na parkingu jeden samochód, w środku jedna para, ale obsługa życzliwie zaprasza, więc się nie wahamy.

Do dyspozycji mamy dwa dość krótkie menu - jedno wybitnie tradycyjne, drugie - sezonowe, łączące smaki regionalne z kuchnią europejską. Na dania główne się nie decydujemy - zamawiamy po przystawce i po zupie. Na pierwszy ogień idzie oscypek grillowany z tatrzańską brusznicą (15 złotych) i moskole z masłem czosnkowym (10 złotych) i z miejsca odejmuje nam mowę.

Oscypek z tatrzańską brusznicą w restauracji ZiębówkaGrillowany oscypek z tatrzańską brusznicą, fot. Martyna Szydłowska

Idealny serek z chrupiącą skórką i miękkim środkiem podany z pyszną borówką. Moskole na pierwszy kęs po prostu smaczne, ale kiedy do gry weszło czosnkowo-ziołowe masło... Pysznie.

Moskole z masłem czosnkowo-ziołowym w restauracji ZiębówkaMoskole z masłem czosnkowo-ziołowym, fot. Martyna Szydłowska

Uszczęśliwieni czekamy na dalszy ciąg. Krem z zielonego groszku z czosnkiem niedźwiedzim (12 złotych). Bardzo smaczny - aksamitny, łagodny. Grzecznie zjadam całą dużą porcję. Żurek (12 złotych) okazuje się być jeszcze lepszy. Nie jestem przekonana, czy wzbogacanie go suszonym pomidorem ma sens, ale nie przeszkadza, bo zupa jest znakomita. Mnóstwo apetycznych kąsków mięsnych, bardzo aromatyczny, w sam raz kwaśny. Nie jakaś tam woda z kiełbasą!

Wnętrze restauracji mocno nawiązuje do zakopiańskiej tradycji, w eleganckim wydaniu. Znajdziecie tu rzeźbione drewniane meble, kaflowy piec wzorowany na tym witkacowskiej willi Koliba, mnóstwo kwiatów i pięknie dobrane... perskie obrusy. Jest przytulnie, z klasą, smakiem - dużo dodatków, ale nie przytłaczają. Obsługa przemiła i profesjonalna. Postanawiamy wrócić następnego dnia na obiad i już wiemy, co zamówimy.

Zmiana planów

Rano obudził nas znajomy dźwięk kropel deszczu uderzających o dach. To nie mżawka - leje tak, że nie widać gór, więc raczej nie powędrujemy. Zdjęcie zrobiłam, kiedy akurat trochę się przejaśniło...

Czasami bywa tak...fot. Martyna Szydłowska

Nie poddajemy się jednak i wybieramy bacówkę, do której jest łatwy dostęp - na Gubałówce. Okazuje się, że nie robi się tu serów, tylko je wędzi i sprzedaje. Wchodzimy do środka, dym gryzie w oczy. Okazuje się, że Józef Staszel nie jest starszym mężczyzną, jak sobie wyobrażaliśmy każdego bacę. Ma 30 lat i nie wiadomo, dlaczego tak bardzo chciał zostać bacą - w rodzinie nie ma takich silnych tradycji. Spędził sporo czasu u rodziny w Stanach Zjednoczonych, ale nie podobało mu się, bo - jak mówi jego żona - „tylko owce mu w głowie”!

Oscypki na sprzedażBacówka pod Gubałówką, fot. Martyna Szydłowska

Zakupy zrobione, nie wrócimy do domu bez oscypków, więc ruszamy w miasto. Nie, nie wybieramy się na Krupówki - zainspirowani Ziębówką, postanowiliśmy zajrzeć do Koliby, gdzie mieści się filia Muzeum Tatrzańskiego - to pierwszy dom w stylu zakopiańskim zaprojektowany przez Stanisława Witkiewicza. Oglądamy meble i wyposażenie wnętrz z końca XIX wieku - bardzo klimatycznie, stylowo. Szkoda, że muzeum jest tak małe, bo po 20 minutach wychodzimy. W niedzielę wstęp jest bezpłatny, w pozostałe dni kosztuje 7 złotych. Jeśli będziecie się wybierać, sprawdźcie godziny pracy muzeum - zamykają dość wcześnie, w niedzielę o 15.

KolibaKoliba, fot. Martyna Szydłowska

Obiad na pożegnanie

Zgodnie z planem wróciliśmy do Ziębówki na obiad i zamówiliśmy pierogi z kapustą, grzybami, oscypkiem i pesto bazyliowym (24 złote) oraz smażonego na maśle pstrąga od Sitarza z młodym szpinakiem, pomidorkami koktajlowymi i opiekanymi ziemniakami (36 złotych).

Pierogi z kapustą, grzybami, oscypkiem i pesto bazyliowymPierogi z kapustą, grzybami, oscypkiem i pesto bazyliowym, fot. Martyna Szydłowska

Oscypek w pierogach lekko wyczuwalny, ale pasuje wspaniale. Co dziwne - pesto też. Pstrąg delikatny, apetyczny, dodatki smaczne.

Smażony na maśle pstrąg od Sitarza z młodym szpinakiem, pomidorkami koktajlowymi i opiekanymi ziemniakamiSmażony na maśle pstrąg od Sitarza z młodym szpinakiem, pomidorkami koktajlowymi i opiekanymi ziemniakami, fot. Martyna Szydłowska

Porcje uczciwe - nie tak wielkie jak w karczmach, ale i nie rozczarowująco małe, jak w wielu „eleganckich” restauracjach. Czas na deser. Szkoda, że akurat nie ma sernika, ale maliny pod kruszonką podane z lodami waniliowymi też chętnie zjem. Żałuję, że lody nie są własnej produkcji, nie pochodzą też raczej z małej lodziarni - smakują trochę sztucznie i na pewno nie widać w nich ziarenek wanilii. W menu restauracja powołuje się na slow food, więc liczyłam na to, ale połączenie z gorącymi malinami i chrupiącą kruszonką (jak u mamy) po prostu pyszne. Restauracja i tak mnie urzeka i cieszy podejściem do regionalnego produktu - z szacunkiem, ale i otwartością. Przepiękne wnętrze sprawia, że chciałoby się tu po prostu posiedzieć dłużej.

Tu warto przyjechać na lody

W drodze powrotnej zaplanowaliśmy jeszcze jeden przystanek - deszcz i zimno nie powstrzymają nas przed spróbowaniem słynnych nowotarskich lodów tradycyjnych. Kolejka do okienka przy ulicy Sokoła rozwiewa wszelkie wątpliwości - trafiliśmy do lodziarni Zofii Lubieńskiej. Oprócz niej jeszcze trzy lokale w mieście serwują lody wpisane na listę produktów tradycyjnych (wszystkie w okolicach rynku). Lody sprzedaje się tu w sezonie letnim - od maja do października i mają proste, dobrze znane smaki. Żadnych tam wielkomiejskich wynalazków - poczciwe śmietankowe, czekoladowe, truskawkowe, kawowe... Na początek zaskoczyła nas cena. W Warszawie za jedną porcję dobrych lodów płacimy 4-5 złotych. W Nowym Targu sprzedają je na wagę, więc można dostosować porcję do swojego apetytu. Ta za 4 złote jest całkiem spora i można ją skomponować z dowolnej liczby smaków - to rozumiem! Po nałożeniu do wafelka lody się waży, więc porcje są uczciwe i nie zależą od sprzedawcy i tego, ile mu się tym razem nałożyło. Poza tym są po prostu pyszne - gęste, śmietanowe, o naturalnym smaku. Podobnego zdania są wszystkie ustawione w kolejce rodziny, które najwyraźniej wyszły na niedzielny spacer w deszczu.

 

Tradycyjne lody nowotarskieTradycyjne lody nowotarskie, fot. Martyna Szydłowska

Tatry w deszczu? Żaden problem!

Jeśli planujecie wyjazd do Zakopanego, mam jedną radę - rozluźnijcie się, nie nastawiajcie na idealną pogodę i nie martwcie się, że nie będziecie mieli co robić. Sądzę, że mogłabym spędzić tam i tydzień i nie znudziłabym się. Gdybym miała więcej czasu, na pewno obeszłabym jeszcze kilka klimatycznych zakopiańskich muzeów i wybrałabym się do term. Rozrywek nie brakuje, a kuchnia nie ogranicza się do karczm serwujących jedzenie najwyżej przyzwoite. Pod Tatrami można zjeść ciekawie. Polecam trzymanie się z daleka od Krupówek, bo jest taniej i piękniej - Zakopane pełne jest urokliwych uliczek i wdzięcznej architektury - jest co podziwiać podczas spaceru. Pamiętajcie tylko o pelerynach przeciwdeszczowych i ciepłych bluzach...