Paweł Loroch: Po co te biurowce, skoro ja tu z kuchni nadaję?

Mam wielki szacunek do ludzi, którzy zawsze na bardzo wysokim poziomie tworzyli radio w Polsce, ale myślę sobie teraz: po co te biurowce, tabuny ludzi, stosy papierów, sprzętu?! Wystarczy, że wynurzę się z sypialni i założę słuchawki. Rozmowa z Pawłem Lorochem, dziennikarzem kulinarnym i twórcą JemRadia - pierwszego radia kulinarnego.

Martyna Szydłowska-Adamiuk: Myślał Pan o założeniu radia wcześniej, zanim okazało się, że audycji Gastrofaza już nie będzie?

Paweł Loroch: JemRadio przyszło mi do głowy jakieś trzy lata temu, ale jako lojalny pracownik Antyradia wiedziałem, że co najmniej nie wypada mi tego robić. Pierwszy raz w życiu wszedłem do radia w 2005 roku, kiedy zaproszono mnie na rozmowę w sprawie pracy na stanowisku szefa działu promocji ówczesnego Radia 94. Żelik na włosach, teczka, marynarka... A tu trach! Rock i dziary! Bardzo szybko tę marynarkę zdejmowałem! Zaskoczyło mnie to i zafascynowało, że radio to nie tylko studio, ale całe piętra pełne ludzi, sprzętu...

Dostałem swoje miejsce, dział i dwie asystentki, które mnie skrupulatnie pilnowały - jedna z prawej, druga z lewej. Kampanie bilboardowe Antyradia składałem po godzinach na swoim domowym komputerze. Podczas mojego szefowania promocji, nie korzystaliśmy z usług żadnej agencji reklamowej. Zaraz potem zaczęła się Gastrofaza. Zrobiłem ponad tysiąc audycji, w weekendy, święta i wakacje. Pierwszy urlop dostałem w tym roku i nie wiedziałem, że zwiastował moje rozstanie z firmą. Pod koniec września świeżo zatrudniony kolejny dyrektor Antyradia zaprosił mnie na pierwsze ze sobą spotkanie i obwieścił, że formuła Gastrofazy się wyczerpała. Spojrzałem wtedy na efektowne przeszycia jego modnej marynarki i pomyślałem, że właśnie rodzi się JemRadio.

I od razu przeszedł Pan do działania?

- Drugą myślą po JemRadiu było: lecę na Kubę. Prawie prosto z radia pojechałem na lotnisko i kupiłem bilet. Cztery dni przed wylotem. Spędziłem na wyspie kilka tygodni, przejechałem 2200 km, zobaczyłem kilkanaście miast i wiosek. Odsapnąłem, zdystansowałem się. Kuchnia jest na Kubie biedna, ale mądra i często szczerze urocza. Żałuję, że nie miałem mikrofonu JemRadia ze sobą, bo ciągle było co grać. Wróciłem i dostałem od szefostwa trzy miesiące na rozkręcenie radia. Od szefostwa, czyli od siebie!

Zamierzałem startować z emisją 1 stycznia, ale to jednak skomplikowany projekt i ostatecznie ustawiłem deadline na 1 lutego. Chciałem to zrobić programowo porządnie, nie wspominając o czasie niezbędnym dla zaplanowania ogromu pracy informatyków. Inwestycja w JemRadio jest dla mnie duża - największa w moim życiu. Ale na szczęście mam dwóch inwestorów - są nimi mój ojciec i brat. Dostaję teraz trochę maili w tonie: „Ty draniu! Dlaczego nic nie powiedziałeś? Przecież byśmy wsparli!”. A ja chciałem zrobić niespodziankę.

Montuje pan audycje, nagrywa je, koordynuje ramówkę, która wciąż kwitnie, zajmuje się promocją Jem Radia... Sporo jak na jedną osobę.

- Mam wielki szacunek do ludzi, którzy zawsze na bardzo wysokim poziomie tworzyli radio w Polsce, ale podsumowując moje dziesięć lat pracy w radiu, myślę sobie teraz: po co te biurowce?! Po co te tabuny ludzi, stosy papierów, kabli, sprzętu? Po co im to, skoro ja tu z kuchni nadaję! Jestem potwornie zmęczony, ale wcześniej też byłem. Przynajmniej męczę się w swojej stacji. A jeszcze niedawno mój były szef wydzwaniał do mnie kiedy stałem w korku o 9:01 sycząc, że od minuty powinienem już być w firmie. Dziś korków w drodze do pracy nie mam. Wystarczy, że wynurzę się z sypialni i założę słuchawki.

Na całym świecie nie było do tej pory całodobowej kulinarnej stacji radiowej. Wprawdzie natknąłem się podczas researchu na podobny projekt francuski, jednak gdy usiłowałem tę stację uruchomić - usłyszałem jedynie ciszę. Inne tego typu produkcje dźwiękowe w tematyce kulinarnej to podcasty - zjawisko ogromnie popularne choćby w USA. Mnóstwo moich znajomych ściąga je lub raczej ściągało, bo mam nadzieję, że już się przerzucili na bieżące nadawanie JemRadia. Uważam, że radio jest lepsze od podcastu, bo cechuje go nieprzewidywalność - nie wiemy, co nam za chwilę zagra. I o to chodzi!

Za nami pierwszy tydzień nadawania - co się wydarzyło w tym czasie?

- Czuję się, jakbym się przeprowadził, jakby życie mi się całkowicie zmieniło. Rozdzwoniły się telefony - odzywają się osoby, których nie słyszałem od dawna i nie sądziłem, że jeszcze usłyszę. Posypały się świetne propozycje - o wielu jeszcze za wcześnie mówić.

W marcu wyruszam z ramienia JemRadia w podróż po Wielkiej Brytanii, wprost do źródeł ich kulinarnej dumy. Bo kuchnia brytyjska to przecież nie tylko ciężkie śniadanie z fasolą i bekonem. Ta podróż to - mam nadzieję - dobry początek współpracy  JemRadia z Ambasadą Wielkiej Brytanii. Dostaję sporo CV, próbnych nagrań mp3 i innych propozycji współpracy. Słucham wszystkiego z dużym zaciekawieniem, wręcz często zachwytem, że się ludziom chce!

Sam zaczynałem na antenie od zera, więc wierzę w ludzi z pasją i cieszę się, że nagle po raz pierwszy to ja mogę wybierać. Liczę też na wspaniałych szefów kuchni - za chwilę mamy siadać do stołu ze wybitnymi postaciami warszawskiej gastronomii i przekładać te spotkania na dźwięki. Już wkrótce na antenie JemRadia spotkamy się choćby z miłościwie panującym Modestem Amaro z Atelier Amaro, Aleksandrem Baronem z Solec 44, czy też Kubą Korczakiem z Normy. Staram się mieć zawsze sporo pokory, ale uszami wyobraźni już zdarza mi się słyszeć w moim radiu Gordona Ramseya. W oryginale.

Kto w tej chwili jest w zespole?

- Całość programowo, promocyjnie i handlowo koordynuję ja. Bazę muzyczną stworzył i playlistą zarządza Piotr Bolonek, ekspert który przez ostatnią dekadę zawodowo zajmował się wyborem i zakupem fonografii do największych sklepów muzycznych. Podstawowe kryterium doboru muzyki w JemRadiu to apetyczność: muzyka ma konsumpcji sprzyjać, a nie przeszkadzać czy odbierać apetyt. Ma sprawiać, że dłużej rozkoszujemy się smakiem. A JemRadio... nadaje się do jedzenia! Czas więc dobrze skomponować te zmysły - smaku i dźwięku. Wierzę, że świadome jedzenie przy dobrej muzyce może zadziałać lepiej niż zaawansowana psychoterapia.

Zespołem informatyków koordynuje Patryk Bukowiecki, z którym przeszliśmy trudne godziny podczas startu radia, kiedy to zaczęli nas słuchać różni słuchacze, z różnych systemów, różnych przeglądarek. Ale daliśmy radę, na szczęście facet również kocha jedzenie.

Do zespołu JemRadia dołączył też Janek Paszkowski - najmłodszy uczestnik polskiego MasterChefa. Nie znaliśmy się wcześniej, ale oczywiście kojarzyłem go. Radio rozpoczęło nadawanie w sobotę o północy, a już w niedzielę dostałem od niego wiadomość, że mu się podoba moja inicjatywa i chętnie by się do projektu przyłączył. Napisałem: Bardzo proszę, czekam na mp3. Po 10 minutach je dostałem. Było świeże, zgrabne, rytmiczne, wszystko tak, jak trzeba. Oddzwoniłem do niego (było po 22:00) i zaproponowałem, żeby poprowadził „Śniadanie na trawie", zaplanowane w ramówce od najbliższego poniedziałku, od godziny 9:00. Nawet się chwili nie zastanawiał, tylko od razu się zgodził. 64 minuty później przysłał swoje premierowe dźwięki, które wyemitowaliśmy następnego dnia.

Na pokładzie JemRadia jest także Marcin Piotrowski - najbardziej butny, arogancki, bezczelny i nieprzewidywalny uczestnik polskiego Top Chefa. Dla mnie to talent, wiedza, doświadczenie i osobowość. Marcin jest ekologicznym rolnikiem, szefem firmy cateringowej i nauczycielem w Technikum Gastronomicznym. Niech więc kształci i przez radio: nie dalej jak w poniedziałek wyemitowaliśmy premierowy odcinek jego audycji „Gastronomik Piotrowskiego".

Mamy Malkę Kafkę z erotyzującymi i figlarnymi felietonami kulinarnymi. Jest sensualna i niebanalna. Fruniemy przez alfabet i niepokoi mnie, że jest taki krótki.

Jest również Adrianna Ewa Stawska - autorka kryminałów i książek kulinarnych. Bardzo pięknie mówi - jest mądra, wykształcona, ma ogromną wiedzę kulinarną w jednym palcu. Ćwierczakiewiczowa XXI wieku. Aktualnie prowadzi serię „Czas na przepis".

Maryla Musidłowska docina ostatnie dźwięki „Podwieczorku przy mikrofonie". Również ma fantastyczną wiedzę kulinarną i wyrazistą osobowość - pracowaliśmy już razem w telewizji i cieszę się, że robi z nami JemRadio.

No i niesamowity Wojtek Lewandowski, który właśnie nadaje serię korespondencji kulinarnych z Indii. Unikalną cechą radiową Wojtka jest jego „r”. A właściwie „y” zamiast „r”. „Ogyomny toyt” albo „dyożdżowe z yabaybayową kyuszonką”. Ludziom miękną nogi, kiedy on mówi o jedzeniu.

Kilka dni temu dostałem też zgodę autorów na emisję specjalnej serii audycji Roberta Makłowicza i Piotra Bikonta. Panowie - co zupełnie niesłychane - również zgodzili się udostępnić swoje audycje bezpłatnie! Na razie prawie wszyscy w JemRadiu pracują bez wynagrodzenia, ale ufam, że to nie potrwa długo.

Oprawę mówioną JemRadia nagrała Beata Kawka - wybitna aktorka teatralna i filmowa, a jingle śpiewane wykonali panowie z zespołu Audiofeels. Pieszczą uszy!

Ludzie chyba tęsknią za radiem, które nie jest zakładnikiem bloków reklamowych i playlisty

- Prawda, że przyjemnie się słucha, kiedy nie ma reklam co kwadrans? Nikt nam tu środkami na wzdęcia nie przeszkadza. JemRadio ma być bezustannie apetyczne. Będę się starał najdłużej jak to możliwe unikać typowych bloków reklamowych. Zakładam inne, nowatorskie formy współpracy reklamowo-promocyjnej - już coś się dzieje, ale nie chcę zapeszać.

A playlista, czyli podstawowa baza muzyczna stacji oczywiście jest, ale i tak ciągle eksperymentujemy dźwiękowo. Gramy, co nam się podoba, ale jesteśmy otwarci na słuchaczy. Obserwuję wykresy słuchalności, kiedy emitujemy konkretne piosenki. Na przykład podczas „Vicarious” Toola ciężko było patrzeć na to, co się dzieje... Zastanawiamy się teraz jak to rozwiązać i kiedy prezentować poszczególne gatunki - Tool o piątej nad ranem? Albo może trzeba będzie pasmo heavy zrobić, coby babcie zawałów nie podostawały.

Na Waszej stronie jest zachęta, żeby przesyłać korespondencję dla JemRadia Jak ma wyglądać ta rola słuchaczy?

Można przysyłać, co się chce - felietony, przepisy, wszelkie kulinarne  pomysły dozwolone. Chcę mieć genderową równowagę, więc zależy mi, by na antenie obecne były parytety i różne style. Czerpanie z różnorodności ma być naszym znakiem. Jeden zamiast „r” mówi „y”, a inny może się nawet jąkać. Jeszcze się żaden jąkający nie zgłosił, więc zapraszam na kontakt@jemradio.pl.

JemRadia można słuchać na www.jemradio.pl i przez darmowe aplikacje na iOS i Android.