Nienawidzę gotować - ratunku! [Wasze rady]

Na początku nie umiesz nic. Stopniowo opanowujesz zestaw prostych przepisów dla początkujących. Przygotowujesz rodzinie codzienne obiady, które są całkiem jadalne. A kulinarna miłość nadal nie przychodzi... Ba! Cały czas króluje niechęć lub wręcz nienawiść do tych wszystkich rondli i garnków. Jak polubić gotowanie? Czy naprawdę trzeba?

Problem damsko-męski

Na fali popularności gotowania, problem Reny zaskakuje... Użytkowniczka forum Kuchnia pisze: - Od kilkunastu lat nie potrafię polubić tej czynności; czuję ogromną niechęć i znudzenie (...). Co prawda czasami robię obiady, ale bardziej z przymusu niż z przyjemności. Czuję się fatalnie, bo wiem, że to mój obowiązek jako żony i matki (...).

I wtedy się zaczęło! Równie dużą uwagę jak niechęć do gotowania, wzbudził damsko-męski podział obowiązków według Reny. Czy żona i matka jest samotna na kuchennym placu boju? Czy naprawdę jej obowiązkiem jest codzienne przygotowanie obiadu dla rodziny?

Użytkownik forum o nicku 83kimi: Owszem, Twoim obowiązkiem jako matki jest zadbanie o to, aby Twoje dzieci miały, co jeść (jeśli są na tyle małe, że nie są w stanie zadbać same), ale po pierwsze nie oznacza to, że musisz gotować, po drugie - Twój mąż ma taki sam obowiązek. A jako żona nie masz obowiązku gotować. Jeśli naprawdę tego nie lubisz, to może spróbuj tak się podzielić obowiązkami z mężem, że np. on więcej gotuje, a Ty więcej sprzątasz. Jeśli on też nie lubi, zmieniajcie się. Albo wynajmij kogoś, kto raz w tygodniu przyjdzie, nagotuje Ci jedzenia na cały tydzień...

W dobrym towarzystwie

Może warto zrobić raz na jakiś czas imprezę ze wspólnym pichceniem. Użytkownik funny game trafnie zauważa, że gotowanie jest równie modne, jak taniec, więc każdy musi uwielbiać, a tu takie wyznanie. Funny game radzi zebrać raz na jakiś czas koleżanki na babską kolację z jej przygotowaniem włącznie. - Wina sobie nie żałujcie (tylko uważajcie na palce przy krojeniu) i po prostu się bawcie, konsumujcie, gadajcie - dobrze brzmi?

Podobnego zdania jest pasqda - nie zagwarantuje to, że polubisz gotowanie, ale pomoże przetrwać uciążliwą czynność. - Angażuj rodzinę w pomoc. Ale to i tak nie da gwarancji, że polubisz gotowanie, zwłaszcza, że masz poczucie, że musisz je polubić. Na siłę się niczego nie da polubić. Może jest jakaś dziedzina, rodzaj kuchni, który przynajmniej nie jest dla ciebie wyjątkowo obmierzły. Idź więc w tym kierunku. Nie próbuj polubić wszystkiego i od razu.

Chixi do gotowania przekonał partner, z którym... już dawno się rozstała, ale miłość do kuchni  wciąż kwitnie.

Włącz się do dyskusji na forum Kuchnia

Daj komuś zarobić

Nie każdy zgodzi się na takie rozwiązanie - nie wszystkich na to stać, a niektórzy uważają, że nie byłoby właściwe wywiązanie się ze swojej roli, ale można też zapłacić komuś, kto przygotuje obiad dla całej rodziny (z radością i chętnie zarobi).

Pericola zorganizowała to sobie inaczej. - Nienawidzę sprzątać. Nienawidzę wszelkich prac związanych z domem, poza gotowaniem. Wolę wziąć dodatkową pracę i zapłacić komuś, kto mi ogarnie mieszkanie, niż zasuwać z mopem, odkurzaczem i prasować.
Znajdź kogoś, kto coś ugotuje raz na dwa dni i koniec. Wiele osób zrobi to z radością. Nie musisz lubić gotować, nie musisz lubić wyszywać, nie musisz się do niczego zmuszać.
Albo poproś męża o przejęcie sterów w kuchni, nigdzie nie jest powiedziane, że to kobieta ma to robić.

Najtrudniejsza decyzja

Forumowicze sugerują, że Rena nie musi gotować, a czas zaoszczędzony w ten sposób może przeznaczyć na... zarabianie na catering lub jedzenie poza domem. Czy problem tkwi w samym gotowaniu? Okazuje się, że największa trudność tkwi w pytaniu „co na obiad?”...

Użytkowniczka o nicku zadumana uważa, że problem składa się z dwóch dwóch nierozłącznych elementów: gotowania i planowania "co na obiad". Zaskoczyło mnie kiedyś, gdy (we wspólnym gospodarstwie) uwolniłam od gotowania obarczoną wnukiem moją mamę (organizując pomoc domową), po czym byłam pełna zachwytu nad sobą i moim organizacyjnym zmysłem (a dociążona byłam wtedy pracą zawodową nieprzytomnie). Zapytana przypadkiem po kilku miesiącach moja mama "no i jak ci teraz", odpowiedziała: Tak, nie muszę wreszcie gotować, ale mam ciągle na głowie dobijające" co jutro na obiad... Zatkało mnie w pierwszej chwili. Nie ukrywam, że zdecydowanie oczekiwałam w odpowiedzi dziękczynnej owacji. Mama miała niezrównane życiowe poczucie humoru, więc było dużo śmiechu, dramatu nie było, ale nagle zobaczyłam - gdzie jest pies pogrzebany...

Więcej wrażeń!

Nawet ulubione zajęcie w końcu się znudzi, jeśli wkradnie się w nie rutyna. Powtarzalność, nuda podczas monotonnych czynności takich jak obieranie, mycie, siekanie warzyw wystawia na próbę nawet miłośników kulinarnych szaleństw... Trudno zaprzyjaźnić się z tym, jeśli przytłacza codzienny widok nudnej kuchni, niepraktycznych naczyń i sprzętu, otępiająca cisza...

Na te zarzuty odpowiada shiva772. - Nie myśl o tym, że nie lubisz ;). Gotuj tak jak oddychasz, odruchowo. Traktuj to jak zwyczajną czynność typu mycie zębów. Jeść niestety trzeba...Znam nie jedną taką zawodniczkę jak Ty, a pysznie gotują.
1) wymuszaj na swoich domownikach pochwały, bez łaski. Jak im smakują Twoje potrawy, to muszą to artykułować - w ten sposób podładujesz sobie baterie.
2) masz radio w kuchni? Cisza i odcięcie od świata podczas tej nierównej walki... to nie to!
3) kuchnia ma być taka jak lubisz - odpowiednio urządzona, (z gadżetami, jakich tylko potrzebujesz), ładna, zgrabna, odpowiednio wentylowana, ergonomiczna itd. - musisz ją lubić i lubić tam przebywać .
Piszę z własnego doświadczenia ;) W świat gotowania weszłam pełna obaw prosto z piekiełka którym była i jest kuchnia mojej mamy.

Okazuje się, że ten bagaż doświadczeń kulinarnych wyniesiony z rodzinnego domu nie jest bez znaczenia. Obciążające potrafią być zarówno wspomnienia mamy z grymasem na twarzy przygotowującej obiad, jak i rozpromienionej babci realizującej w kuchni swoją miłość i pasję karmienia rodziny.

Gość forum kwaśna śmietana: Moja mama chyba miała podobne podejście. Zawsze uważałam, że dla niej gotowanie to przykry obowiązek, "bo jest kobietą, matką" blablabla. W domu - paradoksalnie - zawsze było sporo jedzenia, o świętach nie wspominając, ale mama zawsze sprawiała wrażenie, że gotowanie sporo ją kosztuje, że się "poświęca". Miała jeszcze poczucie, że musi być zupa, drugie... Dojrzewałam w takim przekonaniu, że gotowanie to wysiłek, pot, zmęczenie, a potem góra garów do zmywania. Czynność rutynowa, nudna i upierdliwa. Kilka lat temu zaczęły mnie interesować programy kulinarne, prowadzone przez fajnych, młodych ludzi, którzy o jedzeniu mówili z pasją. Zaczęłam gotować na własną rękę. Poznawać NOWE składniki, nowe sposoby przyrządzania. I przekonałam się, że jedzenie może być zabawą, nie udręką.

Zakochani w kuchni

Jeśli pasja jest zaraźliwa, warto poprzebywać w towarzystwie kogoś, dla kogo kuchnia jest sposobem na szczęśliwe życie. Poszukaj takich osób w gronie znajomych - nie każdy zna wybitnych szefów kuchni, ale jest wśród nas wielu blogerów i pasjonatów, którzy angażują się w gotowanie zarówno rozumem, jak i sercem.

Jolunia01 proponuje dość oryginalne rozwiązanie, wymagające inwestycji czasu i pieniędzy, ale może warto... - Rena, mnie się wydaje, że powinnaś (nie traktuj tego w kategoriach przymusu, bo to zabija chęć do wszystkiego) znaleźć sobie - najlepiej poza miejscem zamieszkania - jakiś kilkudniowy turnus z kursem gotowania, takim prowadzonym przez prawdziwego kucharza, który nie proponuje pomidorówki z ryżem, ziemniaków ze schabowym i mizerią, tylko np. jakieś przystaweczki, owoce morza, sałatki, carpaccio, ślimaczki.... wiesz, COŚ INNEGO. Potem można wrócić do jarzynowej, ryżu i morszczuka ze świadomością, że potrafisz fajne rzeczy. A wtedy i takie codzienne mogą się okazać mniej frustrujące.

Z własnego doświadczenia

Moja kulinarna pasja rozwinęła się, kiedy zostałam w kuchni sama. Po kilku latach mieszkania ze współlokatorkami, wyprowadziłam się - wreszcie miałam kuchnię tylko dla siebie! Nikt nie zaglądał mi do garnka, nie śledził moich potknięć (z wyjątkiem partnera, który czasem musiał jeść coś umiarkowanie jadalnego), a wszystkowiedząca mama udzielała rad tylko, kiedy dzwoniłam, żeby o coś zapytać;). Kuchnia stała się moim królestwem. Czasem kogoś tu zapraszam, ale to ja dyryguję i dyktuję warunki. Codzienne gotowanie po powrocie z pracy jest dla mnie czasem na pozbieraniem myśli i stworzenie czegoś fajnego. Nie poświęcam na to więcej niż 45 minut (jest jeszcze tyle fajnych rzeczy do zrobienia), a zmywaniem zajmuje się "druga połowa".

Nie chodzi o to, żeby przestać dbać o rodzinę, ale może da się robić tak, żeby nikogo nie kosztowało to tak wiele cierpienia? Nie dajmy się zwariować - każdy jest specjalistą w innej dziedzinie codziennego życia. Gdybyśmy wszyscy świetnie gotowali i uwielbiali to robić, pasja nie byłaby niczym wyjątkowym, a wyśmienita kuchnia nie smakowałaby tak dobrze!

Miłość czy nienawiść - jak to jest u Ciebie? Włącz się do dyskusji na forum Kuchnia