Gotujemy z Lidlem. Pascal czy Okrasa? [SPRAWDZAMY SAMI]

Poprzedni artykuł, w którym gotowałam według przepisów z Lidla i Biedronki, okazał się sporym sukcesem. Dziś drugi odcinek gotowania z dyskontami. Postanowiłam wraz z Martyną, koleżanką z redakcji Ugotuj.to sprawdzić, czy da się daniami z Lidla ugościć i wujostwo na rodzinnym obiedzie, i znajomych na eleganckiej kolacji.

Wybrałyśmy "swoich" kucharzy, których dania przygotowałyśmy. Ja (Anna Gidyńska kobieta.gazeta.pl) zdecydowałam się na Karola Okrasę, Martynie pozostawiając Pascala Brodnickiego. Obie ugotowałyśmy po jednym daniu światowym i jednym swojskim.

 

Gotuje Ania


Jako danie swojskie wybrałam duszoną karkówkę z cynamonem i musem z pieczonych jabłek, a jako światowe - kaczkę po azjatycku z makaronem chow mein. W piątkowy poranek wybrałam się na zakupy do Lidla. Wybrałam zioła, warzywa, ale kiedy doszłam do chłodni z mięsem, spotkała mnie niemiła niespodzianka. Kaczek nie ma i, jeśli wierzyć jednej z pracownic sklepu, nie będzie. Oczywiście, mogłabym zmienić zasady naszego małego eksperymentu i ograniczyć się do jednego dania, ale co, gdybym rzeczywiście zaplanowała wizytę gości na ten wieczór? Na szczęście mogłam podeprzeć się wiedzą ze strony kuchnialidla.pl i szybko wybrałam marynowany schab z mozzarellą i grillowaną cukinią jako danie światowe. Po zakupach, uboższa o jakieś 80 zł, wróciłam do domu i wzięłam się za gotowanie.

Karkówka po swojsku


Postanowiłam oba dania przygotować jednocześnie, wykorzystując czas, kiedy mięso się marynuje, na przygotowanie warzyw. Gdybym planowała podejmować najpierw rodzinę, a potem znajomych, pewnie zrobiłabym podobnie - wtedy kuchnię sprzątam raz i nie wracam do gotowania. Na dobry początek okazało się, że brakuje mi moździerza, w którym mogłabym utrzeć ziarna kolendry do karkówki. Posłużyłam się tłuczkiem do mięsa, którym roztarłam w miarę możliwości ziarna, zawinięte w folię, a następnie całość przesypałam do miski i wymieszałam z pozostałymi składnikami. Nie byłam przekonana, czy cynamon to taki dobry dodatek do karkówki, ale uznałam, że nawet ceniący klasykę gość na obiedzie raz na jakiś czas może poeksperymentować ze smakami. Z mięsem uporałam się szybko, więc czas na warzywa. Obrałam marchew i pietruszkę, pokroiłam w kawałki... i natknęłam się w przepisie na wzmiankę o selerze, którego nie miałam na liście zakupów. No trudno, może i bez tego danie wyjdzie OK. Warzywa trzeba było poddusić na patelni, ale zdumiało mnie, ile trzeba wlać oleju. Mam wrażenie, że potrawa na tym nie zyska. A już na pewno nie będzie to dobre dla zdrowia jedzących. Podduszone warzywa zalałam winem, wymieszałam i przełożyłam do żaroodpornego naczynia. Postanowiłam dać trochę czasu karkówce na nabranie smaku marynaty, więc w tym czasie zajęłam się drugim daniem.

 

Schab wytwornie

 

Schab z tymiankiem, mozzarellą i sosem z suszonych pomidorów brzmi jak pewniak na elegancką kolację, więc do pracy wzięłam się z zapałem. Tłuczkiem rozpłaszczyłam kotlety schabowe, zalałam mięso mieszanką czosnku, tymianku i oleju, odstawiłam, po czym pokroiłam i zgrillowałam cukinię. Potem z dużą niechęcią zabrałam się za obieranie pomidorów ze skóry. Ułożyłam ładnie warzywa, na przemian, jak kazano w przepisie. Przyznam, że nie użyłam tylu pomidorów, ile było na liście zakupów - jeśli mam na przemian ułożyć plastry cukinii i pomidora, to powinno być ich tyle samo, a tutaj cukinii jest prawie czterokrotnie mniej. Sos ze zmiksowanych, suszonych pomidorów powstał w minutę i był bardzo smaczny, chociaż ciągle się rozwarstwiał - myślę, że gdybym nie dolewała na siłę oleju ze słoika oraz oleju rzepakowego, jak w przepisie, wyszłoby z korzyścią dla dania.

fot. Anna Gidyńska

Czas na mięso - wrzuciłam je na patelnię grillową, szybko zrumieniłam. Do środka każdego plastra wrzuciłam mozzarellę i suszone pomidory, lekko zwinęłam i podgrzewałam jeszcze chwilę. Nie gotowałam kaszy wspomnianej w przepisie - uznałam, że to nie wpłynie znacząco na smak całego dania. Gotowe elementy dania spakowałam w pojemniki - moje zdanie to za mało, więc ocenią je koleżanki i koledzy z redakcji. Wróciłam do karkówki. Do rozgrzanego piekarnika wstawiłam naczynie żaroodporne z warzywami i karkówką oraz ustawiłam licznik czasu na półtorej godziny. W tym czasie zajęłam się przygotowaniem musu z jabłek. Tutaj znów poszło szybko, chociaż nie wiem, po co dodatkowo przecierać zmiksowane jabłka przez sito - blender doskonale radzi sobie z poszatkowaniem miąższu na masę. Pomysł z musem jabłkowym zmieszanym z chrzanem bardzo mi się podoba - zapisałam go sobie na przyszłość. Po półtorej godzinie wyjmuję z piekarnika podpieczoną karkówkę i lekko zwęglone warzywa. Tylko te, które zostały pod mięsem, nie nabrały odcienia głębokiej czerni. Próbuję ich - są miękkie, ale nie uznaję ich za szczególnie smaczne. Za to te zwęglone może i nie wyglądają dobrze, ale w smaku są nawet ciekawe, jak nietypowe chipsy. Pakuję się i jadę do biura. Ciekawe, co powiedzą testerzy?

 

 

fot. Anna Gidyńska

Gotuje Martyna


W kuchni Lidla warzywa obierają krasnoludki, a zegarki chyba nie działają. Żadnego z przepisów Pascala nie udało mi się ugotować w określonym przez niego czasie. Sądzę, że nie jest to tylko wina mojej niezdarności kulinarnej. To nie jedyne zarzuty pod adresem znanego kucharza, ale obiecuję, że będą też pochwały. Jako miłośniczka tart wszelkiego rodzaju, na pierwszy ogień wzięłam quiche z wędzonym łososiem, pomidorami i mozzarellą. Pascal zapowiedział to danie jako francuską tartę w wersji włoskiej, ale... w Lidlu zabrakło bazylii, więc moja tarta straciła na swojej "włoskości". Mogłam oczywiście poszukać ostatnich listków, które zostały na krzaczkach na moim balkonie, ale postanowiłam nie ułatwiać autorowi zadania. Za składniki zapłaciłam trzydzieści dwa złote.

                               fot. Anna Gidyńska

Proporcje dobre, czasu za mało


Oczywiście niektóre składniki zostały (100 ml śmietany 30 %, 50 g łososia, jajo, pomidor, szczypiorek - upolowałam ostatni pęczek!), ale przecież nie da się kupić pół opakowania czy pęczka. Filmik instruktażowy Pascala jest dosyć pomocny podczas przygotowywania tarty, ale naprawdę nie byłam w stanie w takim samym tempie usunąć skórki i pestki z pomidora i pokroić go w kosteczkę. To wyjaśnia, dlaczego obiecane przez Pascala 15 minut rozrosło się u mnie do mocnych 25. Postanowiłam nie schładzać dodatkowo ciasta, bo czas i tak uciekał jak szalony. Kiedy już wszystko pokroiłam - zgodnie ze wskazówkami mistrza, a nie według mojego widzimisię (jak to mam w zwyczaju robić), przyszedł czas, aby to poukładać. I tu punkt dla Pascala - wszystko proste, proporcje w sam raz, niczego nie zabrakło, nie zostało, masa jajeczno-śmietanowa ładnie przykryła dodatki, ale nie zbyt grubą warstwą - wszystko się zgadzało. 20 minut pieczenia w 180 stopniach Celsjusza to jednak za mało na tę tartę. Od razu postanowiłam nie zaglądać do niej przez 25 minut, ale okazało się, że mogłam spokojnie iść na półgodzinny spacer. Zamiast tego jednak udało mi się doprowadzić do porządku kuchnię. Trochę się nabrudziło, ale nie tak bardzo. Potrzebne były: garnek i miska do hartowania pomidorów, nóż, deska do krojenia, miska do roztrzepania śmietany z jajkiem, widelec lub trzepaczka, oczywiście forma do tarty. Zapewne można było zrobić to w bardziej uporządkowany sposób, ale byłam tak zaaferowana trzymaniem się przepisu, że nie było miejsca na improwizację.

No dobrze - pozmywane, gazetka z Lidla przejrzana, tartę można wyjąć z piekarnika. Wyjmuję, żeby wilgoć trochę odparowała, zanim pojadę z tym do redakcji, muszę przyrządzić jeszcze drugie danie.

 

Drożej niż w przepisie

 

Nie umiem kroić cebuli jak mistrzowie kuchni, a warzywa obieram sama. Prawdopodobnie to te różnice między mną i Pascalem sprawiły, że zamiast 85-100 minut, przygotowanie podudzi z kurczaka z porami i pomidorami zajęło mi dobre dwie godziny. Tym razem wszystkie składniki udało mi się kupić, ale wyszło jeszcze drożej, bo 37 złotych z groszami. Dlaczego? Nie mogłam przecież kupić 150 g suszonych pomidorów, bo słoiki są po 285 g. Cebula - tylko w kilogramowych woreczkach, a ja potrzebuję 390 g, czosnek pakowany po cztery sztuki, w przepisie potrzebne... 2 ząbki. Olej rzepakowy - potrzebne 80 ml, ale i tak kupuję przecież półlitrową butelkę. Podobnie z masłem i porami... Wiadomo, że to wszystko się nie zmarnuje, ale jednak trzeba jednorazowo wydać większą kwotę.

                               fot. Anna Gidyńska

Ale dosyć tego marudzenia - zabieramy się do gotowania! Nie miałam garnka, w którym można zapiekać, więc wzięłam patelnię. 80 ml oleju i 20 g masła na smażenie ośmiu podudzi. W moim odczuciu - strasznie dużo. Mięso trochę pływa w tłuszczu, ale nie interweniuję - skoro mistrz tak każe... Kurczak na patelni, a ja zabieram się za krojenie cebuli i czosnku. Trochę to trwa, więc odpuszczam sobie siekanie i rozcieranie czosnku z solą i sięgam po wyciskarkę. Zrumieniony kurczak na talerz, odlewam pozostały tłuszcz, wrzucam kawałek masła i cebula z czosnkiem trafia na patelnię. Duszę, dodaję pory, dalej duszę, przyprawiam bazylią i solą, wrzucam pomidory - wszystko pod kontrolą.

                               fot. Anna Gidyńska

Na zdjęciu z Lidla danie wygląda bardziej apetycznie


Wkładam z powrotem kurczaka i czas na gwóźdź programu - piwo. Pół litra to naprawdę dużo płynu. Wlewam niecałą butelkę, bo moja patelnia więcej nie zmieści. Przekładam do formy do pieczenia - użyłam zwykłej metalowej, bo ceramiczna okazała się za mała. Przykryłam folią aluminiową i wstawiłam danie do gorącego piekarnika. Tym razem sprzątania było znacznie więcej - miski, miseczki, patelnia, łyżki, widelce, noże, talerzyki... No cóż. Przez 45 minut pieczenia oczywiście zdążyłam pozmywać. Wyjmuję mięso, sprawdzam... Dla bezpieczeństwa wstawiam jeszcze na kwadrans, ale zdejmuję już folię, żeby płyn trochę odparował, bo wciąż jest go dużo. W całym mieszkaniu pachnie pieczonym kurczakiem i... piwem. Taki skutek uboczny. Ostateczny efekt? Poprawny. Choć danie nie wygląda tak pięknie jak na zdjęciu (duszony i pieczony por nie ma szans pozostać tak zielony), nie jest źle. Niestety dość tłuste (podudzia smażyły się pływając w oleju i maśle, cebula dostała swoją porcję, a i pomidory dołożyły oliwę z zalewy) i to zasadniczy mankament. Nie lubię tłustego jedzenia, a nawet gdybym lubiła - to się po prostu da zrobić bez tej ilości tłuszczu. Ale... Staram się być obiektywna, rozważam wszelkie za i przeciw i próbując całości stwierdzam, że to całkiem smaczna odsłona tradycyjnych podudzi z kurczaka. Warzywa dają dużo aromatu, mięso jest soczyste i pełne smaku. Posmak piwa jest przyjemny i na pewno pomoże zjednać serce wujka-tradycjonalisty podczas niedzielnego obiadku w gronie rodziny. Ufff... Dwie godziny nie poszły na marne.

 

1:0 dla Pascala

 

Opinie moich współpracowników - zróżnicowane, zależnie, od tego, co kto lubi. Zgodni byli tylko w tym, że wszystkim na pierwszy rzut oka spodobała się tarta. Jednak po spróbowaniu... Równie zgodnie orzekli, że jest nieco rozczarowująca - mało smaku, mdła... Zdaniem Pascala jest to danie dla czterech osób. Na pewno nie na obiad. Owszem, jest sycące - głównie za sprawą masy jajecznej na wierzchu (w końcu to pięć jaj i 100 ml tłustej śmietany!) - ale nie aż tak. Myślę, że trzy osoby o umiarkowanych apetytach i poziomie głodu lub dwie naprawdę głodne mogłyby być zadowolone.

 

Anna Gidyńska

Paweł stwierdził, że jest w porządku, ale jako takie lekkie danie na śniadanie. Kiedy go uświadomiłam, ile tam jaj i śmietany (nie mówiąc już o tłustym cieście francuskim), trochę zwątpił, czy chce to jeść o poranku... Podudzia mu smakowały: jestem zaskoczony, że taki słodkawy kurczak może być taki smaczny. Niestety znów poinformowałam go, ile tłuszczu wchłonęło mięso....

Paweł - najbardziej ze wszystkiego smakuje mi karkówka, mimo że ja karkówki raczej nie lubię i rzadko jadam. Świetny mus. To danie ze schabem w ogóle poza stawką, nie ma kompletnie smaku, chyba że je polać sosem z suszonych pomidorów.

Beata - dla mnie też danie ze schabem jest bez smaku, karkówka za mało wyrazista. Uwielbiam łososia wędzonego, ale ten mnie nie zachwyca, ma za mało smaku. Ogólnie jako przekąska może być, ale trzeba by to doprawić.

Kasia, pokazując na schab i cukinię - to nie ma smaku! Lepiej byłoby zrobić zawijaski z cukinii z tym wszystkim, dobrze doprawić, wtedy byłoby lepsze. Tarta mało wyrazista, a kurczak... Nie lubię słodkich rzeczy, a to jest zdecydowanie za słodkie!

Ania - do tarty dodałabym jakiś mocniejszy smak - może czarne oliwki? Podudzia są w porządku (wielkie oczy na wiadomość o 80 ml oleju i 10 g masła do smażenia mięsa), ale można by to zrobić w lżejszej wersji - przecież to nie chudy filet, więc wystarczyłaby odrobina tłuszczu. Ja o moim daniu "światowym" mam taką samą opinię co reszta. Nic tu nie ma smaku poza sosem, marynowanie mięsa nic mu nie dało, bo jest twarde jak podeszwa, a ser i pomidory w środku - niewyczuwalne. Co do karkówki, to podobnie jak Paweł, jestem przyjemnie zaskoczona. Mięso jest smaczne, miękkie, a połączenie jabłek i chrzanu w musie bardzo dobrze komponuje się ze słodkawym posmakiem mięsa. Szkoda, że warzywa wyszły, jak wyszły - oczywiście, nie miałam złudzeń, że półtorej godziny w piekarniku zrobi im dobrze, ale zrobiłam założenie, że nie dyskutuję z przepisem.

 

Anna Gidyńska

Martyna - Ostateczny wynik - Pascal chyba wygrywa z Okrasą. Trzeba przyznać, że dania tego pierwszego lepiej się komponują, składniki się przenikają i tworzą całość, która jest "jakaś"! A o daniach Okrasy trudno coś powiedzieć - jedząc schab z suszonymi pomidorami i mozzarellą mam wrażenie, że jem wszystko osobno - kawałek przeciętnego schabu, suszony pomidor, ser. Chyba nie o to chodzi w gotowaniu?


Egzamin zdany?


Muszę się do czegoś przyznać. Tę tartę właściwie robiłam dwa razy. Dzień przed naszą redakcyjną próbą zrobiłam ją w domu. Przyznaję, że jedzona tuż po wyjęcia z piekarnika jest znacznie lepsza - smaki są całkiem intensywne, proporcje odpowiednie - nie trzeba było rozpaczliwie szukać łososia w masie jajecznej, mozzarella smacznie roztopiona, pomidory - rzeczywiście lepsze niż z pestkami, szczypiorek przyjemnie zaostrza smak. Ciasto? Normalnie, jak ciasto francuskie ze sklepu, czyli nie poczujesz różnicy, dopóki nie zrobisz go samodzielnie.. Mój narzeczony wcinał bardzo zadowolony. I pewnie dzięki temu podwójnemu testowi przepis jeszcze wykorzystam - po prostu mocniej doprawię, obowiązkowo dodam świeże zioła i zmniejszę liczbę jaj do 2-3, a śmietanę dodam chudszą. Co do podudzi - to nie do końca w moim guście, ale ten przepis podsunął mi kilka pomysłów i pokazał, jak dobrze do tego typu dania pasuje piwo. Ogólnie Pascal zdał egzamin (było dość smacznie i z pomysłem), ale tylko na słabą czwórkę (ta ilość tłuszczu jest niewybaczalna!). Ale i tak go uwielbiam.

Ania - Z dań Martyny smakują mi oba - chociaż kiedy dowiaduję się, ile tłuszczu w dowolnej formie trafiło do kurczaka w porach, dziwię się bardzo. Przecież kurze udka, w odróżnieniu od np. piersi, są na tyle tłuste, że nie ma potrzeby dodawać do nich i oleju, i masła. Tarta z łososiem, chociaż wygląda niewinnie, też nie jest lekkim daniem - porcja ciasta francuskiego, kilka jajek i porcja kremówki to bomba kaloryczna, w dodatku ciężkostrawna. Przyznaję jednak, że przepisy Pascala wychodzą lepiej - a może bardziej trafiają w polskie podniebienia? Jeśli potraktować je z pewną dozą dowolności i samodzielnie pozmieniać ilości tych najtłustszych dodatków na mniejsze, można przyjemnie zaskoczyć rodzinę i znajomych. Pomysły Okrasy to bardziej wskazówka niż przepis - i tak będę je traktować.