Jestem nie z tej epoki [Blogerka Tygodnia]

Kiedy miałam dziesięć lat postanowiłam upiec ciasto czekoladowe. Oczywiście nie umiałam tego zrobić. Upiekłam je w mikrofalówce, wyglądało jak wulkan, ciągnęło się jak guma i było trochę słone jak na ciasto czekoladowe. Nikt nie chciał go zjeść, tylko mój tata - zjadł i powiedział, że to najlepsze ciasto, jakiego kiedykolwiek próbował. Wiedziałam, że to nieprawda, ale to i tak było wyjątkowe i sprawiło, że się nie zniechęciłam. Od tej pory wiedziałam, że będę chciała gotować.

- Oglądam program Opowieści z River Cottage. Prowadzi go mężczyzna, który porzucił pracę w wielkim mieście, zamieszkał na wsi, kupił gospodarstwo, ma tam swoją świnkę, swoją kurkę i tak sobie żyje. I ja też bym chciała, żeby moje życie tak wyglądało. To by mi dało szczęście - mówi Patrycja, autorka bloga Gruszki na wierzbie.

- Znam to wszystko, bo pochodzę z małej miejscowości. Dzieciństwo kojarzy mi się z wielką kuchnią, z babcią, która piekła chleb, domem pełnym ludzi. Kiedy - idąc na studia - wyjechałam do miasta, miałam taki przesyt tej wsi - chciałam poznać coś innego, nowe życie. A teraz... Nauczyłam się to doceniać. To chyba przychodzi z czasem, z nowymi doświadczeniami. Wiem, jaką to ma wartość - że człowiek sam wypracował to, co ma, te umiejętności, produkty. To daje frajdę i satysfakcję! Nigdy w życiu nie myślałam, że będę chciała mieć krowę, a nauczyłam się doić jakieś dwa lata temu. Krowa by się przydała - swoje mleko... W sam raz na sery... Ze dwie świnki na własny użytek, żebym mogła widzieć, jak rosną, co jedzą...

Na moje stwierdzenie, że nie jest to zbyt popularne wśród młodych ludzi, Patrycja odpowiada: - Mam wrażenie, że się urodziłam nie w tej epoce, w której powinnam. Jestem żeńskim odpowiednikiem Bogumiła Niechcica z „Noce i dnie” - te plany i marzenia, tak bym chciała, żeby moje życie wyglądało. Piec gliniany do chleba... To chyba by mi dało szczęście.

Patrycja skończyła studia historyczne i pracuje w firmie szkoleniowej, ale trochę żałuje, ze nie zajęła się gotowaniem zawodowo. - Szkoda... Ale życie to nie film, w którym z kuchcika można od razu stać się szefem kuchni.

Tradycyjnie czy nowocześnie?

Na swoim blogu Patrycja pokazuje tartę z płatków owsianych z gruszką i serem pleśniowym oraz pomarańczowy makaron własnej roboty z jarmużem, który został naszym przepisem tygodnia. - Może trochę zaszalałam, ale przepis na sam makaron urzekł mnie i bardzo chciałam go zrobić. Dopiero później zastanawiałam się, z czym go podać. I padło na jarmuż, bo... idealnie wyglądał.

Choć blog nie zdradza tego tak wprost, ulubioną kuchnią autorki jest kuchnia polska. - Mieszkałam w małej wsi, przeprowadziłam się mając 19 lat. Do tego momentu tylko taką kuchnię znałam. Kiedy wyjechałam na studia, dopiero zaczęłam się uczyć czegoś nowego. Zafascynowało mnie to i uczę się tego - uwielbiam włoskie makarony, francuskie pasztety, naleśniki, sery - te ostatnie najbardziej... ale wciąż polska kuchnia jest tą moją ulubioną, z kluskami śląskimi na czele. Jeśli miałabym mieć restaurację, pewnie to byłaby taka wiejska kuchnia z pysznymi pierogami, z prostym jedzeniem.

Wyzwania i eksperymenty

Zapytana o wyzwania Patrycja ma szybką odpowiedź: sery. - Na razie umiem robić tylko twarogowy, ale w planach mam też pleśniowe - krótko i długo dojrzewające. Na razie czytam o tym, przygotowuję się. Mam ulubiony blog, którym się inspiruję - bardzo zazdroszczę autorce umiejętności i wiedzy... Jak zobaczyłam żółciutkie wino z mlecza... brakło mi słów. Do takich bardziej odległych marzeń należy u mnie też wino. Robiłam, ale na razie to jednak nie to... Robiłam też ze znajomymi piwo. Wszystko zgodnie z przepisem - mieszanie w jedną stronę, mieszanie w drugą stronę. Ale był jeden błąd - postawiliśmy je w piwnicy, a powinno stać w temperaturze pokojowej. Zaczęło bardzo mocno „pracować” i teraz stoi tam już drugi rok i wszyscy boją się do niego podejść w obawie, ze wybuchnie!

Dopiero zaczęłam pisać bloga, jakiś miesiąc temu. Zanim to zrobiłam bałam się, jak ja napiszę coś od siebie? Nie bałam się, że przepis jest zły, bo przecież sprawdziłam go kilka razy i wiedziałam, że jest dobry. Ale jak przedstawić siebie? Śledzę blogi kulinarne od dłuższego czasu i widzę różnice w tym, jak autor porozumiewa się z czytelnikami - niektóre są tak bardzo surowe - trudno poznać, że to pisze jedna osoba, a nie kilka różnych. W innych od razu można poznać autora - wstaje rano, włącza komputer i wrzuca zdjęcie swojego kota albo kawy, którą właśnie pije. Wolę coś takiego i tak właśnie bym chciała. Nie boję się krytyki moich przepisów, bo nie każdemu musi smakować lub podobać się to samo. Co do moich zdjęć - dopiero uczę się fotografować, więc też jestem świadoma braków. Bardziej zastanawia mnie, jak ludzie będą mnie przyjmować jako człowieka, kolejną blogerkę kulinarną. Jeśli ktoś ma coś przeciwko, niech nie czyta. To moja przestrzeń, którą się cieszę razem z tymi, których ona interesuje.

Małe wielkie sukcesy

- Największy sukces? To chyba chleb. Za pierwszym razem udał mi się i myślałam, że skoro tak, to musi być proste! Ale za drugim, trzecim razem... Było gorzej. Chleb jest kapryśny, uczy cierpliwości. Jestem dumna z tego, że znajomi kojarzą mnie z dobrą kuchnią. Sukces, który kiedyś bym chciała osiągnąć, traktuję bardziej tak osobiście, nic na wielką skalę Może będę miała ten swój dom z gospodarstwem, piwnicą i ktoś kiedyś będzie chciał kupować ode mnie ser...

 

Chcesz zostać bohaterem cyklu Blogerski Przepis Tygodnia? Dodaj przepis do naszej bazy - szczegóły znajdziesz TUTAJ!