Polska wersja caldo verde z jarmużem

10 lat to szmat czasu. Nabiera się wtedy różnych nawyków, w tym również i tych kulinarnych. Ja już od pięciu lat mieszkam z powrotem w Polsce, jednak mój pobyt w Portugalii odcisnął duże piętno na moich kulinarnych upodobaniach.

Podobnie jak będąc w Portugalii, tęskniłem np. za śledziem, koperkiem, czy chrzanem, tak i teraz mam różnego rodzaju kulinarne saudades, czyli tęsknoty. Jedną z nich jest kapusta galicyjska, nie występująca niestety na polskich straganach a niezbędna do wykonania arcyportugalskiej zupy caldo verde. Jest to co prawda zupa raczej na zimniejsze dni, jednak nasze polskie lato obfituje w różnego rodzaju niespodzianki. Jednego dnia mamy 35 stopni, aby następnego dnia mieć ich jedynie 15... Wtedy można byłoby sobie zrobić właśnie caldo verde. Można by, pod warunkiem że miałoby się galicyjską kapustę! Jednak konia z rzędem temu, kto ją znajdzie w Polsce! Od czego jednak inwencja twórcza... Wzorem innych spragnionych smaku typowej portugalskiej zupy, zdecydowałem się (z niejakim jednak bólem serca), przyrządzić tę zupę z naszym jarmużem.

Produkt finalny okazał się całkiem udanym, aczkolwiek w smaku innym aniżeli portugalski pierwowzór. Proponuję więc, abyście i Wy spróbowali przyrządzić to caldo de jarmuż ;)


kilka gałązek jarmużu
2-3 ząbki czosnku
mała marchewka
4-5 sporych ziemniaków
sól, pieprz
kilka plasterków aromatycznej kiełbasy (np. krakowskiej lub myśliwskiej)
oliwa
1-1,5 l wody
liść laurowy
ziele angielskie

Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę, zalewamy wodą, solimy, dodajemy ziele angielskie, liść laurowy i gotujemy aż ziemniaki będą miękkie. Wyjmujemy liść i ziele angielskie i blendujemy ziemniaki. Jarmuż kroimy najdrobniej jak to tylko możliwe. Marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Do gotujących się, zblendowanych ziemniaków które będą stanowić podstawę naszej zupy, dodajemy jarmuż i marchew, starty czosnek i pokrojoną kiełbasę. Solimy, pieprzymy i wlewamy kilka łyżek oliwy. Gotujemy przez 10-15 min, tak aby jarmuż się ugotował.

Przed podaniem jeszcze raz kosztujemy i ewentualnie doprawiamy solą i pieprzem/dolewamy oliwy. Ja zawsze wlewam do mojego talerza kilka kropel ostrej portugalskiej przyprawy piri-piri.

Janusz Andrasz

Wychowany zostałem na kresowej kuchni mojej babci. Od zawsze umiałem zrobić w kuchni "coś z niczego". Umiejętność ta wielokrotnie się przydawała w czasie mojej nauki w szkole średniej i na studiach. Przypadł on na szaro-smutne czasy, jakie nastały w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego, kiedy dostanie nawet najprostszych artykułów spożywczych wymagało stania w długich kolejkach a żywienie w internatowej stołówce monotonne i bezbarwne. Po 10 latach pracy w jednej z korporacji, wziąłem nogi za pas i uciekłem od niej na drugi kraniec Europy - do Portugalii. Spędziłem tam prawie że 10 lat, smakując, degustując i oczywiście również gotując.

Będąc jeszcze jedną nogą w Portugalii, rozpocząłem pracę nad pierwszym polskim przewodnikiem po Lizbonie, który ukazał się w roku 2010. Wtedy też zacząłem prowadzić bloga Luzomania. Od jakiegoś czasu staram się łączyć na blogu andrasz-kulinarnie polską kresową kuchnię z pochodzącą z pogranicza Europy z podobnie wielokulturową jak ta kresowa, kuchnią portugalską. Propaguję ją również, prowadząc warsztaty kulinarne.

Więcej o: