Kiedyś łosoś i rostbef, dziś hot dogi i klopsiki. Dlaczego tak bardzo kochamy jedzenie z IKEA?

Większość dzisiejszych 20, 30 i 40-latków nie wyobraża sobie wizyty w IKEA bez zjedzenia choćby jednego hot doga czy talerza klopsików. Jak to się stało, że dania te - jak by nie było, niezbyt wymyślne - zna niemal każdy?

- Tak, jak będąc nad morzem, koniecznie trzeba zjeść rybę, tak w IKEA trzeba zjeść hot doga - to niepisana zasada - żartuje Monika.

Kiedy jednak pytam ją, dlaczego kupuje właśnie hot dogi, trudno jej odpowiedzieć.

- Nie wiem, dlaczego właśnie one, bo przecież nie jest to ani jakieś wyjątkowo wymyślne danie, którego nie mogłabym zrobić samodzielnie w domu, ani jakoś specjalnie ich w rodzinie nie lubimy. Wiem, że podczas wypadu do IKEA trzeba zjeść przynajmniej jednego, obowiązkowo.

Powtórka z geografii - hot dogi z czterech stron świata

IKEA słynie jednak nie tylko z hot dogów. Bardzo znane są również szwedzkie klopsiki, sprzedawane po 10, 15 lub 20 sztuk. Jak wynika z danych, jakimi podzielili się z nami przedstawiciele firmy - każdego roku zjadamy ich naprawdę sporo, bo ok. 7 452 512 sztuk hot dogów i aż 20 258 372 klasycznych klopsików. Nieco mniej popularne są filety z łososia (średnio zjadamy 488 265 rocznie) oraz klopsiki wegetariańskie, których jemy 10 razy mniej niż klopsików mięsnych (2 544 008 rocznie).

Łosoś, krewetki i krwisty rostbef

Restauracja IKEA Kraków 1998Restauracja IKEA Kraków 1998 Fot. materiały prasowe

Okazuje się jednak, że nasze gusta względem dań serwowanych w IKEA zmieniały się w czasie. W latach 90., gdy szwedzki gigant wkroczył do kraju nad Wisłą, flagowym daniem, oprócz nieśmiertelnych klopsików, był również łosoś - wtedy dosyć nowy produkt na polskich talerzach.

- Łosoś podbił serca naszych klientów od początku - wspomina Jarosław Skowronek, Kierownik Gastronomii IKEA Kraków (20 lat temu kucharz w restauracji IKEA Kraków). Serwowaliśmy go w każdej postaci, również na zimno. Ale chyba najlepiej smakowała wszystkim zapiekanka z łososia, którą kucharze przygotowywali samodzielnie od podstaw według szwedzkiej receptury.

W latach 90. popularnością cieszył się również krwisty rostbef. Część klientów reklamowała go jednak, twierdząc, że... jest surowy. Dwadzieścia lat temu z niesmakiem patrzyliśmy również na sałatkę z krewetek, która obecnie zamawiamy bardzo często. Co ciekawe w latach 90. słynny hot dog, którego dziś dostaniecie za złotówkę, był nieco droższy i kosztował dokładnie 1,50 zł.

Restauracja IKEA w Krakowie - 1998 rokRestauracja IKEA w Krakowie - 1998 rok Fot. materiały prasowe

Moi rozmówcy zachwalali jednak nie tylko hot dogi i klopsiki. Oprócz nich sporym powodzeniem cieszył się czekoladowo-karmelowy torcik, cynamonowe bułeczki i chłodnik, a także lody z automatów, które ustawione są zwykle przy wyjściu ze sklepów.

Kupowanie to przyjemność, jedzenie to przyjemność

- Zakupy w IKEA to cała wyprawa - opowiada Hania. - Aby przejść cały sklep i wszystko obejrzeć trzeba poświęcić trochę czasu i kalorii. Po wszystkim jesteśmy zmęczeni i głodni, więc wizyta w ikeowskiej restauracji to dość oczywiste zakończenie. Zazwyczaj kończymy klopsikami, a zanim córka upora się ze swoją porcją, my zdążymy jeszcze wypić kawę - czasem nawet z bonusem w postaci ciastka.

Czy jemy w IKEA tylko dlatego, że po prostu robimy się głodni, spacerując przez dłuższy czas? A może istnieją inne, mniej oczywiste przyczyny tego, że podczas każdej z wizyt chętnie sięgamy po hot doga czy porcję klopsików?

W sklepach IKEA znajduje się nie tylko bar, w którym można zjeść hot-doga czy zapiekankę, ale również restauracja, w której zjemy łososia, chłodnik, albo słynne klopsikiW sklepach IKEA znajduje się nie tylko bar, w którym można zjeść hot-doga czy zapiekankę, ale również restauracja, w której zjemy łososia, chłodnik, albo słynne klopsiki Fot. Shutterstock

- Ponieważ chodzenie po IKEA dostarcza przyjemności, poczucia satysfakcji z dokonań życiowych, bo rzeczy nowe zaspakajają potrzebę komfortu i poczucie wyższości (nawet jeżeli się ich nie kupuje), dobrze jest dodać jeszcze jeden element przyjemności w postaci jedzenia - mówi prof. Henryk Domański - jeden z najwybitniejszych polskich socjologów, profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. - Myślę, że taki mógł być zamysł stojący za połączeniem w IKEA tych dwóch rzeczy. Spożywanie jest ukoronowaniem poczucia sukcesu lub przekonaniem samego siebie, ze sukces miał miejsce. Takim sukcesem może być dla nas samo wejście na ścieżkę bycia potencjalnym nabywcą.

Zdaniem profesora Domańskiego ważne są również pozytywne skutki wynikające z tworzenia się więzi społecznych w trakcie jedzenia.

- Jedzenie ludzi łączy - wyjaśnia socjolog. - Klienci widza się nawzajem, co wywołuje poczucie wspólnoty. Przez wprowadzenie tego elementu IKEA może być postrzegana jako "członek rodziny", a nie tylko anonimowy sprzedawca.

Prawidłowość tę zauważa kolejna z osób, z którą rozmawiam o jedzeniu z IKEA:

- Jedzenie jest dobre i czuję się po nim względnie w porządku - mówi Jarek. - Naprawdę miło "przekupują" ludzi.

Kultowe czy sentymentalne?

Klasyczny hot dog w IKEA kosztuje obecnie 1 zł. Kiedyś był jednak nieco droższyKlasyczny hot dog w IKEA kosztuje obecnie 1 zł. Kiedyś był jednak nieco droższy Fot. Shutterstock

- Moim zdaniem fenomen jedzenia w IKEA to taka trochę "kula śniegowa" - coś, co kiedyś ludzie pokochali, a teraz sami nie pamiętają dobrze dlaczego - twierdzi Karolina.

W IKEA jemy często po prostu z... sentymentu. Wielu moim rozmówcom, na samo wspomnienie ikeowskich hot dogów, przypominały się dawne czasy.

- To chyba właśnie kwestia sentymentu - wyjaśnia Dorota. - Pamiętam, że jak byłam dzieckiem, najważniejszym elementem zakupów w IKEA były dla mnie właśnie te hot dogi. Tylko po to jeździłam tam z rodzicami. I nie tylko ja byłam fanką tego dania. Pamiętam, że moi znajomi z podstawówki często na ten temat rozmawiali i przechwalali, kto ile tych słynnych hot dogów zjadł.

Wraz z naszymi gustami i kulinarnymi modami, zmienia się jednak również menu sieci. Niedawno ogłaszano na przykład, że wejdą do niego wegetariańskie hot dogi, a nawet... burgery z robaków. Czy pokonają klasyki? A może za kolejne 20 lat nadal będziemy zajadać te same hot dogi i mięsne klopsiki z ziemniaczanym puree, z sentymentem wspominając dawne czasy? Zobaczymy.

Komentarze (35)
Kiedyś łosoś i rostbef, dziś hot dogi i klopsiki. Dlaczego tak bardzo kochamy jedzenie z IKEA?
Zaloguj się
  • parapsychopatolog

    Oceniono 29 razy 19

    Kurła. Ze sto razy byłem w Ikeii i nigdy nie zjadłem tego hot doga. Przegrałem życie.

  • Moje konto

    Oceniono 20 razy 16

    Polska - kraj, w którym motorniczy ściga pedofilów, policja pilnuje pomnika, a jeść chodzi się do sklepu meblowego.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 24 razy 14

    Ten sklep wystawia moją cierpliwość na próbę. Jednak wolę spacery w parku.

  • Chita Krk

    Oceniono 12 razy 10

    Z hot-dogiem chodzi też o cenę... 1 zł a zawsze coś wypełni mały głód. Tyle

  • gauecki

    Oceniono 17 razy 9

    Odkryję dla pani Pauliny Zduniak (autorki tekstu) Amerykę - hot dog w IKEI kosztuje ZŁOTÓWKĘ.
    Ale rozumiem, że musi pani o czymś pisać, żeby zarobić na równie tanie klopsiki. Brawo za pomysł.

  • siata2

    Oceniono 5 razy 5

    Przecież to co serwują w Ikea to nie hot dogi a co najwyżej hot puppiesy... Tanie i małe...

  • Paweł Garlik

    Oceniono 8 razy 2

    Upadek tego portalu jest ostateczny. Przy tekstach sponsorowanych nie piszą, że to płatne zlecenia. Za coś takiego Machała z Lisem do dziś nazywani są parówkami. Gazeta powinna się nazywać klopsy, ale ludzi ogłupieni tak bardzo, ze nawet tego nie zauważyli

  • polotubrak

    Oceniono 1 raz 1

    Gąbczaste klopsy z substancji mięsopodobnej - rzeczywiście, jest się na co rzucać. Fuj.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX