UOKiK: rolada zamiast oscypka, podmiana ryb na tańsze i inne oszustwa w 80 proc. polskich "turystycznych" miejsc

Inspekcja Handlowa skontrolowała 160 smażalni, barów i restauracji w turystycznych miejscowościach w Polsce. Aż w 80 proc. z nich wykryto nieprawidłowości. Właściciele oszukują na składnikach, nie pilnują higieny i podają mylące cenniki.

"Nie zawsze można wierzyć temu, co napisano w karcie dań". Tymi słowami Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) z okazji majówki przypomina o wynikach ostatniej ogólnopolskiej kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową.

W drugiej połowie 2017 roku inspektorzy sprawdzili w sumie 160 lokali gastronomicznych - od barów i smażalni, przez pizzerie i przydrożne gospody, po restauracje. Większość z nich znajduje się w woj. pomorskim, zachodnio-pomorskim i warmińsko-mazurskim ze względu na to, że wiosną i latem przyjeżdża tu najwięcej turystów. 

CZYTAJ WIĘCEJ >> Masz ochotę na (nie)świeżą rybkę? Zapraszamy nad polskie morze!

Wszystkie są zlokalizowane przy uczęszczanych trasach albo w najpopularniejszych turystycznych miejscowościach, a Inspekcja wybierała je na podstawie skarg klientów, ustaleń z poprzednich kontroli i losowo. 

Na co zwracali uwagę kontrolerzy? Przede wszystkim na jakość potraw i napojów, warunki przechowywania produktów spożywczych, ale także rzetelność obsługi czy informacji - zwłaszcza tych dotyczących cen. 

"Turyści są wręcz oszukiwani"

Jeśli ktoś podejrzewał, że popularne turystyczne "miejscówki" są nastawione na maksymalny zysk kosztem naiwności klientów to wyniki tej kontroli będą dla niego silnym argumentem "za". Aż w 80 proc. skontrolowanych lokali (127 ze 160) inspektorzy wykryli nieprawidłowości.

Jakie? Inwencja właścicieli barów i smażalni jest niemal nieograniczona, ale najwięcej oszustw dotyczy zamiany składników na tańsze, niedoważenia porcji, nierzetelnych cenników czy nieodpowiedniego przechowywania produktów spożywczych i gotowych dań.

- Kontrola wykazała, że jakość potraw i rzetelność obsługi w restauracjach w miejscowościach wypoczynkowych pozostawiają wiele do życzenia. Zdarza się, że turyści są tam wręcz oszukiwani. Dostają tańsze mięso, ryby lub sery niż obiecano im to w menu, a porcje bywają niedoważone – mówi Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Zero procent mięsa i plamiak zamiast dorsza

Inspektorzy odkryli m.in., że droższe mięso często jest bez skrupułów zastępowane tańszym. Dzięki takim praktykom można m.in. dostać kebaba z baraniną bez baraniny, pierogi z farszem jagnięco-wołowym, które mają dokładnie 0 proc. jagnięcego mięsa czy gyros, w którym drób został zastąpiony wieprzowiną.

W restauracjach i smażalniach nastawionych na turystów trudno też o rybę zgodną z oczekiwaniami. Bardzo częstą praktyką jest zastępowanie soli tańszą limandą żółtopłetwą, a dorsza również tańszym plamiakiem. 

Czym pachnie dobra ryba? Morzem lub jeziorem!

"Oscypek", który nie widział mleka owczego

Entuzjaści regionalnych serów, czyli fety i oscypka (oba są chronione przez przepisy unijne i nie można stosować tych nazw w odniesieniu do innych produktów) też muszą mieć się na baczności. W przydrożnych gospodach i nadmorskich barach prędzej dostaną ser sałatkowy "typu feta" i roladę ustrzycką (twardy ser wędzony) zamiast regionalnych specjałów.

Głodni turyści muszą liczyć się również z tym, że nawet, jeśli zamówią dużą porcję (i za taką zapłacą), niekoniecznie ją dostaną. W 17 ze skontrolowanych lokali porcje były mocno niedoważone, np. grillowane mięso z indyka ważyło 106 g zamiast 160 g, wołowiny w placku zbójnickim było 43 g zamiast 120 g, a porcja okonia ważyła 137 g zamiast 200 g.

Słodkie kłamstewka typu instant

Coś na osłodę? Oczywiście. W poddanych kontroli lokalach można dostać na przykład napój typu instant o smaku czekoladowym zamiast prawdziwej gorącej czekolady albo nektary owocowe zamiast soków.

Oprócz tego, w 20 miejscach inspektorzy znaleźli przeterminowane produkty - przyprawy, przetwory mięsne czy sery. Nie wszędzie pracownicy stosują się też do obowiązujących przepisów i zasad bezpieczeństwa. W 10 lokalach obok gotowych dań przechowuje się surowe mięso czy ryby, a podłogi i urządzenia są brudne. Częstym przewinieniem jest też nieinformowanie konsumentów o alergenach czy złe oznakowanie produktów.

Cennik "domyśl się sam"

Sporo barów i restauracji ma na sumieniu również wprowadzanie klienta w błąd w kwestii ceny oferowanych dań i napojów - aż w jednej trzeciej z nich w cennikach zabrakło informacji, ile produktu (np. ml soku) otrzyma za widniejącą w menu kwotę.

(Spożywcza) zbrodnia i (umiarkowana) kara

Mimo że aż 80 proc. skontrolowanych lokali gastronomicznych ma to i owo na sumieniu, ostatecznie Inspekcja Handlowa ukarała 25 nieuczciwych przedsiębiorców za sprzedaż żywności zafałszowanej lub złej jakości na łączną sumę 28,1 tys. zł. To niewiele, bo średnio 1124 zł "na głowę".

Do tego inspektorzy nałożyli jeszcze 45 mandatów, które w sumie wyniosły 8,6 tys. zł. Jak można przeczytać na stronie UOKiK, "dostali je m.in. właściciele lokali, w których panowały złe warunki sanitarne, były przeterminowane produkty czy niezalegalizowane wagi".

Oprócz tego Inspekcja skierowała do sądu 13 wniosków o wymierzenie kar "za nierzetelną obsługę (oszustwo) lub przygotowywanie potraw z przeterminowanych produktów".

Na koniec UOKiK przypomina kilka prostych zasad, którymi powinniśmy się kierować, kiedy chcemy coś zjeść w jakimkolwiek lokalu. Urząd przypomina, że:

  • masz prawo wiedzieć przed złożeniem zamówienia, ile wyniesie rachunek i ile dokładnie potrawy dostaniesz, więc jeśli nie jest to wyraźnie wyszczególnione w cenniku bądź ostrożny.
  • wykaz składników musi być wyszczególniony w menu, zwłaszcza tych, które mogą powodować alergie,
  • jeśli zapach i czystość sali jadalnej wzbudza jakiekolwiek wątpliwości spodziewaj się, że w kuchni prawdopodobnie jest jeszcze gorzej.

Niestety, nie tylko właściciele lokali gastronomicznych oszukują, więc samodzielne gotowanie albo kupowanie gotowych produktów na podróż nie musi być wcale lepszym rozwiązaniem. Wyniki niedawnej kontroli żywności przeprowadzonej przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych są zatrważające.

Okazuje się m.in., że różne nieprawidłowości dotyczą aż 20 proc. dostępnego w sklepach mięsa. 

CZYTAJ WIĘCEJ >> Za mało mięsa w mięsie, a za dużo wody. Odchody gryzoni w przyprawach. Szokujące wyniki kontroli polskiej żywności

Zdarzyło wam się zostać oszukanym w restauracji albo przydrożnym barze? A może macie własne rady na to, jak uniknąć "naciągaczy"? Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Czekamy na wasze listy - ślijcie je na adres kobieta@agora.pl.

Zobacz też:

Więcej o:
Komentarze (72)
UOKiK: rolada zamiast oscypka, podmiana ryb na tańsze i inne oszustwa w 80 proc. polskich "turystycznych" miejsc
Zaloguj się
  • kotylia5

    Oceniono 28 razy 28

    Po raz kolejny ta sama sytuacja. 80% lokali gastronomicznych robi w babmbuko klientów, a nad wyraz litościwa Inspekcja nakłada za to śmiesznie małe kary. Przeciętna kara w wysokości 1124 zł i mandat za 191 zł, na pewno przestraszą tych oszustów.

  • Gajoss X

    Oceniono 23 razy 23

    "Nie zawsze można wierzyć temu, co napisano w karcie dań".
    hahahaha
    "Nie zawsze" zamienić proszę na "Zazwyczaj nie" i dopiero zdanie będzie niosło prawdę :)

  • hefajstos1

    Oceniono 17 razy 17

    Dopóki lista skontrolowanych placówek łącznie z wynikamikontroli nie bedzie upubliczniona , chociażby w internecie, dopóty będziemy oszukiwani.
    Nakladane kary są niewspółmiernie niskie w porownaniu z zyskami z oszustw.

  • ania Sob

    Oceniono 18 razy 14

    Polak nie świnia zeżre wszystko

  • wookiee.chewbacca

    Oceniono 17 razy 13

    Polacy to oszuści, złodzieje, kombinatorzy lub zwykli bandyci, czego dowodem jest polski rząd PiS.

  • puzonik48

    Oceniono 11 razy 11

    Sądząc po karach nic się nie zmieni ,bo te kary trudno uznać uderzeniem po kieszeni :(

  • a.k.traper

    Oceniono 11 razy 11

    Nie jest to proceder nowy, rozwinął się w latach 70 kiedy to każdy mógł zażyc luksusu we wspaniałych ośrodkach zakładowych lub też FWP a dodatkowo być nad morzem i nie zjeść ryby albo gdzieś w górach i bez oscypka? Czarny i włoski salceson były niezrównane i do dzisiaj sa podobnie jak podsmażana mortadela. Dawniej królował dorsz i żółty ser bo były najtańsze a hasło: "Jedzcie dorsze bo g...o gorsze" było znane dosyc szeroko.
    Nie jadam żadnych rybek w smażalniach wakacyjnych, nie jadam żadnych kebapów z ketchupem i majonezem ani też potraw gdzie widzę mikrofalę, to dla straceńców i to bez smaku a cena wcale nie mniejsza niż za dobre jedzenie gdzieś w pobliżu. Ludzie, którzy nie lubią lub nie potrafią przygotować prostych potraw odchudzają sie finansowo ale i tracą na odporności, gdyż takie świństwa jakie podają tylko ludzie bez kubków smakowych są zdolni spożyć lub też ci, którzy juz tak od maleńkości jedzą, ugotowany kartofel z koperkiem i kefirem sa duż, dużo lepsze, kawałek mięsa to można i na grilu upiec a jak kto lubi tłusto to polać smalcem albo boczku napiec na grillu za kilkadziesiąt złotych, gwarantowane obżarstwo dl kilku osób i cieżki sen a gdy dojdzie alkohol to i ranek ciężki bardzo.
    To, że oszukują to jedno i odpowiednie służby po to sąa to, że konsumenci to kupują to drugie, przecież nawet zapach zdradza potrawę. Pytanie: czy oni jedli potrawy swoich przodkó i znają te smaki czy tylko świąteczną pizzę babci i kebab dziadka z Woli Bezsmakowej Średniej?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX