Zwykła karta dań? Tylko tak się wydaje. Sztuczki restauratorów, byśmy zamówili z menu konkretne pozycje

Myślisz, że menu to zwykła lista potraw dostępnych w restauracji? W wielu przypadkach karta dań jest opracowana tak, by skłonić klienta do bardzo konkretnych wyborów.
szef kuchni szef kuchni MARIANVEJCIK/ istock

Zwykła karta dań? Tylko tak się wydaje. Sztuczki restauratorów, byśmy zamówili z menu konkretne pozycje

Myślisz, że menu to zwykła lista potraw dostępnych w restauracji? W wielu przypadkach karta dań jest opracowana tak, by skłonić klienta do bardzo konkretnych wyborów.

Co widzimy patrząc na menu? Po pierwsze to, że jest podzielne na sekcje. Kiedyś to były zwykle: przystawki ziemne, przystawki ciepłe, zupy, sałatki, dania mięsne, itd? Dziś już wiadomo, że menu nie powinno przypominać epopei, a niewielka ilość kartek i pozycji zwiastują wysoką jakość i świeżość. Dania jednak wciąż wymagają pewnego uporządkowania.
Menu czytamy zwykle tak, jak książkę - zaczynając od tego, co jest na górze na pierwszej kartce. Znajdują się tam zwykle atrakcyjne przystawki (często nie najtańsze), które mają nas zachęcić do kilkudaniowej biesiady. Poniżej mogą się pojawić kolejne kuszące pozycje, które zamówisz jeszcze przed głównym posiłkiem. Co powiesz na deskę serów lub wędlin, małą zupkę albo najlepiej przekąski do podziału

1. Najważniejsza pierwsza strona

Czasy bardzo grubych, podzielonych na tradycyjne sekcje kart dań odchodzą w niepamięć. Współcześni restauratorzy wiedzą, że menu nie powinno być zbyt obszerne - klienci wierzą, że im mniejsza liczba dobrze przemyślanych pozycji, tym większa szansa na jakość i świeżość.

Badania pokazują, że goście i tak zazwyczaj czytają menu, zaczynając od góry pierwszej strony. Dlatego w tym miejscu znajdują się zwykle atrakcyjne przystawki (często nie najtańsze), mające zachęcić do kilkudaniowej biesiady. Pod nimi mogą pojawić się kolejne pozycje, które zamawia się jeszcze przed głównym posiłkiem, np. zupa, sałatka, a czasem także przekąski do podziału.

danie z restauracji danie z restauracji fot. JOH_5835 CC BY-SA 2.0/ Flickr

2. Liczba dań to nie przypadek

Z badań Johna Edwarda z Bournemouth University wynika, że w fast foodach i tańszych lokalach klienci oczekują, że będą mieli do wyboru około sześciu potraw z każdej kategorii, natomiast w luksusowych restauracjach typu fine dining - około siedmiu przystawek i aż dziesięć dań głównych. Jednak tak duża liczba pozycji w karcie niesie za sobą ryzyko, że gość będzie miał trudność z podjęciem decyzji.

W związku z powyższym menu najczęściej jest zaplanowane w taki sposób, żeby było krótkie, a poszczególne działy "uzupełniały się".

Co to oznacza? Na przykład to, że jeśli w karcie znajduje się sycąca przystawka warzywna, to w daniach głównych może już nie pojawić się dodatkowe danie wegetariańskie.

Z badań Johna Edwards?a z Bournemouth University wynika, że w fast foodach i tańszych lokalach klienci oczekują około 6 pozycji z każdej kategorii, a restauracjach typu fine dining około siedmiu przystawek i aż dziesięciu dań głównych.
Ale chwileczkę! Tak duży wybór niesie za sobą ryzyko, że biedny gość nie będzie wiedział, co wybrać. Dlatego najczęściej menu są tak zaplanowane, żeby były krótkie a poszczególne działy uzupełniały się w realizacji zapotrzebowań różnych klientów. Co to znaczy? Dla przykładu: jeśli w karcie znajduje się sycąca przystawka warzywna, to w daniach głównych może nie być dodatkowego wegetariańskiego dania. Albo potrwa, która początkowo miała pojawić się w przystawkach, ostatecznie trafia do dań głównych, ale cięższa o kilka złotych.Z badań Johna Edwards?a z Bournemouth University wynika, że w fast foodach i tańszych lokalach klienci oczekują około 6 pozycji z każdej kategorii, a restauracjach typu fine dining około siedmiu przystawek i aż dziesięciu dań głównych.Ale chwileczkę! Tak duży wybór niesie za sobą ryzyko, że biedny gość nie będzie wiedział, co wybrać. Dlatego najczęściej menu są tak zaplanowane, żeby były krótkie a poszczególne działy uzupełniały się w realizacji zapotrzebowań różnych klientów. Co to znaczy? Dla przykładu: jeśli w karcie znajduje się sycąca przystawka warzywna, to w daniach głównych może nie być dodatkowego wegetariańskiego dania. Albo potrwa, która początkowo miała pojawić się w przystawkach, ostatecznie trafia do dań głównych, ale cięższa o kilka złotych.
stek stek fot. bfdingo CC BY-SA 2.0/ Flickr

3. Nie księgowi menu układają. Czyżby?

Kolejną podchwytliwą kwestią są ceny dań. Po pierwsze, jak udowodniły badania, obok kwoty lepiej nie umieszczać waluty. Gdy widoczne są tylko cyfry, chętniej zamawiamy potrawę niż w sytuacji, gdy po niej pojawi się skrót "zł" lub słowo "złotych".

Po drugie, często ceny potraw są bardzo zróżnicowane. Wynika to z faktu, że gdy wśród przystawek znajduje się tańsza pozycja, całe menu podświadomie wydaje się bardziej przystępne cenowo.

Po trzecie, zdarza się, że w droższych lokalach dostępna jest "nieopłacalna" dla restauracji potrawa. Jest to danie przygotowane z drogich surowców, sprzedawane w stosunkowo niskiej cenie. Okazuje się, że kiedy gość widzi np. tani stek z polędwicy wołowej, wydaje mu się, że inne pozycje również są warte jego pieniędzy.

fine dining fine dining fot. Dale Cruse, CC BY-SA 2.0/ Flickr

4. Jak szaleć - to szaleć, czyli niecodzienne nazwy zwykłych potraw

Diabeł tkwi w szczegółach, a jednym z nich są nazwy potraw. Wiele nazw sformułowanych jest w taki sposób, że danie wydaje się eleganckie i drogie, choć w rzeczywistości składa się z bardzo tanich produktów. Na przykład: dużo wytworniej brzmi terrina z pora, kawior z groszku czy carpaccio z buraka, niż np. sałatka.

Zdarza się też, że zwykłe składniki przyjmują mniej zwyczajne "przydomki". Najczęściej wystarczy po prostu... przetłumaczyć je na język francuski. Chętniej zamówimy danie z beurre blanc niż sosem maślanym czy boeuf bourguignon zamiast wołowiny po burgundzku.

Podobnie wygląda sytuacja z nazwami dań w restauracjach włoskich. Niejednokrotnie w ogóle nie są one tłumaczone na język polski, chociaż zawierają dostępne u nas składniki.

restauracja restauracja fot. Simon Pielow, CC BY-SA 2.0/ Flickr

5. Zanim zamówisz, zjesz oczami

Identyfikacja wizualna restauracji i wygląd menu również mają wpływ na to, co i w jakiej ilości zamówimy. Oddają one charakter miejsca.

Jeśli mamy przed sobą wysmakowaną estetycznie kartę, lepiej odbierzemy wysokie ceny. Będziemy mieć poczucie, że to miejsce jest "na poziomie", w związku z czym za jedzenie musimy zapłacić więcej. W topowych restauracjach często menu degustacyjne jest podpisane odręcznie przez szefa kuchni. Gość może mieć wówczas wrażenie, że kompozycje zostały przygotowane specjalnie z myślą o nim, a kucharz dosłownie "podpisuje się" pod wszystkim, co serwuje lokal.

Menu wydrukowane na zwykłej kartce będzie natomiast sprawiało wrażenie nieco roboczego. Jakby przedstawiało listę dań, które są przygotowywane na bieżąco, specjalnie na ten dzień, ze świeżych składników.

Pamiętajmy także o serwisie. Informacja o tym, że jest on dodawany do rachunku powinna pojawić się w menu (często małym drukiem). Najczęściej koszty obsługi doliczane są z góry, w przypadku większych zamówień np. od 6 osób. Jeśli serwis jest w rachunku, nie musimy zostawiać napiwku. W przeciwnym razie dodajmy do całości kwoty, którą mamy zapłacić, dodatkowe 10-15%.

Komentarze (30)
Zwykła karta dań? Tylko tak się wydaje. Sztuczki restauratorów, byśmy zamówili z menu konkretne pozycje
Zaloguj się
  • wadera3

    Oceniono 68 razy 28

    To ja jestem nienormalna. Nie kupuję/nie zamawiam żadnej rzeczy/potrawy gdzie nie ma wyraźnej ceny za całość, bądź za litr/kilogram/porcję.
    Idąc do restauracji raczej wiem co chcę zjeść i ile powinno to w/g mnie kosztować. Poza tym staram się nie jeść na mieście, głównie z powodu tego, że nie wiem co mi na ten talerz wrzucą. (i nie opowiadajcie, że w dobrych restauracjach...)

  • Harald Wessling

    Oceniono 24 razy 24

    W barze mlecznym "Okęcie" w Warszawie nie było karty dań , tylko rzędy pożółkłych plastikowych literek na tablicy nad bufetem. Potem zjechałem pół świata, ale nigdy i nigdzie nie jadałem tak chętnie jak tam ... ech.

  • waldimekum

    Oceniono 36 razy 22

    Nie rozumiem ludzi, którzy chodzą do restauracji i narzekają, że smakuje inaczej niż w domu ;)

  • metamizol

    Oceniono 31 razy 17

    A mnie w karcie dań najbardziej denerwuje, gdy wybiorę sobie już jakieś danie i zaakceptuję cenę, a na koniec dowiaduję się, że tzw. dodatek skrobiowy jest płatny dodatkowo 5 - 7 PLN. Traktuję to jak próbę oszustwa/wyłudzenia.

  • aia7

    Oceniono 18 razy 16

    To, że przekąski znajdują się na pierwszej stronie, od góry zupełnie nie decyduje o tym, że nagle zasiądę przy wielodaniowej biesiadzie. No ludzie! Znam swój żołądek, swój apetyt i jem to co chcę, a nie wszystko co wyczytam w menu!

  • kryssttyna_011

    Oceniono 20 razy 12

    I znowu o tym obowiązkowym 10-15 % napiwku - nie daję tyle, daję 5-10 zł, o ile w ogóle jestem zadowolona z obsługi i o ile mam taką kwotę, bo zdarza się, że nie mam i nie robię sobie z tego problemu. Napiwek nie jest obowiązkowy, to przywilej klienta dać albo nie dać i w wysokości, jaką uzna za stosowne i na ile go stać. Nie ma w tym względzie żadnych przepisów i reguł, więc proszę nie wywierać presji, że to musi właśnie tyle być.

  • horatio_valor

    Oceniono 14 razy 10

    I tak w Polsce nie jest najgorzej pod względem uczciwości cen w restauracjach. Cena dania w karcie równa się kasa, którą zapłacimy i tak jest praktycznie zawsze (przynajmniej mnie nie spotkało jeszcze żadne niemiłe zaskoczenie). A w innych krajach, choćby Zachodu, już niekoniecznie tak jest. A to na przykład obowiązkowe zamówienie napoju, a to przystaweczka, którą kelner bez słowa stawia nam na stole, a która potem magicznie pojawia się w rachunku, a to dodatek za to czy tamto, podatek czy opłata stała (czasem istotnie jest to szczegół opisany drobnym druczkiem na dole menu). Jeszcze inny trik to zdjęcia w karcie dań - fotka przedstawia miskę obficie wypełnioną smakołykami, ale kiedy miska zawędruje nam na stół, okazuje się, że ma rozmiary szkolnego zeszytu. Albo inna cena na stojaku pod restauracją, a wyższa w menu.

    Zresztą z moich doświadczeń z knajpami wyłania się taki obraz, że najciekawsze są restauracje na średnim poziomie. Te najtańsze miewają kuchnię podłą, początkujących kucharzy i żarcie ostro cięte kosztowo. Z kolei te droższe dość często cenę pobierają za wystrój i świetne mniemanie o sobie, bo nieraz miałem okazję jeść dania, które sam uznałbym za kompromitację, gdybym sam był ich autorem.

  • joankb

    Oceniono 34 razy 10

    Chodzę rzadko, a im rzadziej chodzę, tym rzadziej idę.
    Nie znam się, obcojęzyczne czy wyszukane nazwy niewiele mi mówią, obsługa zwykle nie jest pomocna, nie mam ochoty na stres w restauracji.

  • dublet

    Oceniono 10 razy 4

    Nie pasowały wam ośmiorniczki po 28 zł porcja? No to macie to samo za 40 zł!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX