Tajska pasta curry

Kulinarny recykling z pastą curry to radość tworzenia i bezstresowe gotowanie. Zaprzyjaźnić się z nią jest naprawdę łatwo
Najlepszym przyjacielem kobiety są brylanty, a tuż za nimi, przynajmniej jeśli chodzi o kobiety gotujące, znajdują się takie kulinarne produkty, które ratują w sytuacjach awaryjnych. Czekają w spiżarni gotowe pomóc, gdy nie ma czasu ani na zakupy, ani na wymyślne gotowanie, a sytuacja wymaga, by podać coś ciekawszego niż kanapka. Na mojej liście niezawodnych jest tajska pasta curry. Złożona, bogata przyprawa, która daje pewność, że szybko, łatwo i z tego, co akurat jest pod ręką, powstanie ciekawe danie. W Tajlandii namawiałabym do samodzielnego jej przygotowania, ale u nas, nawet w nieźle zaopatrzonej Warszawie, trudno zdobyć wszystkie potrzebne składniki. Poza tym chodzi o czas. Wybieram zatem gotowca i czytam z uwagą etykietę, decydując się na wersję bez glutaminianu, benzoesanu sodu i sztucznych barwników.

Pasta występuje w trzech wersjach: mojej ulubionej czerwonej, której podstawą są czerwone, świeże i suszone papryki, ostrzejszej zielonej, w której dominuje zielona papryka i liście kolendry, oraz żółtej - z dodatkiem kurkumy. Poza tym w skład wchodzi galgant (galangal) - kuzyn imbiru z cytrusowym posmakiem, liście i skórka dzikiej limety (kaffiru), trawa cytrynowa, pasta krewetkowa, korzeń i nasiona kolendry, czosnek, szalotka. Wszystko utarte i wymieszane, bardzo wyraźne, aromatyczne, a za sprawą papryki pikantne. By to zrównoważyć, w najprostszym daniu curry - sosie z dodatkiem, ryby, krewetek, mięsa albo warzyw - smak łagodzi się mleczkiem kokosowym. Na oleju rozgrzewamy trochę pasty, dodajemy mleczko, mieszamy i uzupełniamy tym, czym akurat dysponujemy. Pociętą w paski piersią kurczaka, przegrzebkami wyjętymi z zamrażarki, tofu, ciecierzycą z puszki lub liśćmi szpinaku. Odwrotna kolejność działań też nie zagrozi całości. Na patelni podsmażamy plasterki marchwi, różyczki kalafiora i rybę, dodajemy pastę, po chwili smażenia - mleczko kokosowe, i po zagotowaniu danie jest gotowe.

Najlepiej, gdy dodatków jest kilka, wtedy sos prezentuje się wielowymiarowo. Improwizacje rządzą. Dopełnieniem dania powinny być świeże zioła, tajska bazylia, kolendra, mięta. Możemy podkręcać smak, dodając więcej kuminu, podsmażając na początku trochę cebuli i czosnku, skrapiając całość sosem rybnym. Ale nie ma musu. I to pozwala gotować bezstresowo.

Kulinarny recykling z pastą curry to radość tworzenia. Gdy pieczeń wołowa z poprzedniego dnia już nie ekscytuje, kroimy ją w kostkę i wrzucamy do orientalnego sosu. Gdy po ugotowaniu bulionu zostały skrzydełka, smarujemy je pastą curry wymieszaną z masłem i brązowym cukrem i zapiekamy w piekarniku. Mrożone pulpeciki z Ikei, zbyt codzienne na kolację ze znajomymi, w tajskim sosie prezentują się odkrywczo. W domu zawsze jest jakiś ziemniak, pomidor, mrożony bób albo groszek, ziarno soczewicy czy puszka fasoli. Gdy blisko są także tajska pasta curry i mleczko kokosowe, mamy luz.

Bezpiecznie jest nawet bez mleczka, bo sos curry można rozrzedzać rosołem lub wodą i złagodzić jogurtem. Zupy jesienno-zimowe wyrywają się, by spróbować tajskiego masażu. Marchewkowa, soczewicowa, pomidorowa mogą się sporo nowego nauczyć. Krem z dyni z dodatkiem mango i ostrej egzotyki zaskoczy i rozgrzeje.

Zaprzyjaźnić się z pastą curry jest naprawdę łatwo, a jeśli ten związek umocni się i przetrwa przez lata, to może się zdarzyć, że wzorem Tajów umieścicie ulubiony przepis na danie z tą przyprawą w pamiątkowej książeczce. Jest w Tajlandii zwyczaj spisywania swoich ukochanych dań, okraszania ich wspomnieniami, wydawania, często w ozdobnej formie, i wręczania żałobnikom jako prezent na pogrzebie autora przepisów. Taki dar karmi bliskich, a rodzinne receptury żyją i przechodzą z pokolenia na pokolenie. Z taką książeczką wybór menu na jutrzejszy obiad byłby oczywisty.

Czerwone curry z warzywami

4 łyżki oleju

1/2 cebuli pokrojonej w piórka

2 posiekane ząbki czosnku

1 marchew pokrojona w plastry

1/2 kalafiora podzielonego na różyczki

1,5 szklanki ciecierzycy gotowanej lub z puszki

2 garście liści szpinaku

2 łyżki pasty red curry

1,5 szklanki (puszka) mleka kokosowego

nać kolendry

Rozgrzać olej, zeszklić cebulę i czosnek, dodać marchew i kalafiora. Smażyć, mieszając, aż zaczną mięknąć. Dodać czerwoną pastę curry, dobrze wymieszać, można dolać trochę wody. Wlać mleko kokosowe, zagotować. Dodać ciecierzycę i szpinak, uzupełnić przyprawy. Pogotować chwilę, aby sos zgęstniał. Można dodatkowo zagęścić masłem z orzeszków ziemnych. Gotowe danie posypać nacią kolendry, podawać z białym ryżem.