Blog tygodnia: Kasza prodżekt

Jeśli dobrze poszukać, w każdej narodowej czy etnicznej kuchni znajdzie się wiele dań i składników wegetariańskich. Największe bogactwo przepisów wegetariańskich jest w tradycyjnie bezmięsnych kuchniach południowych Indii.
Co było impulsem do założenia wegetariańskiego bloga?

Najważniejszym impulsem na pewno była chęć pokazania, że można kreatywnie gotować bez mięsa. Poza tym, na polskim rynku wydawniczym do niedawna było niewiele dobrych książek o kuchni wegetariańskiej. Blogi wypełniały tę lukę. Każdy mógł podejrzeć, co gotują inni i poszerzyć swój repertuar bezmięsnych potraw.

Twój blog jest jednym z najbardziej popularnych polskich kulinarnych blogów wegetariańskich. Masz wielu czytelników. Czujesz się jak internetowy autorytet?

Kuchnią interesowałam się od zawsze, od kilkunastu lat codziennie gotuję i piekę. Jednak kuchni wegetariańskiej sama cały czas się uczę. Wciąż dalej i głębiej zapuszczam się w przepisy etniczne i narodowe. Poznaję nowe kombinacje przypraw, kolejne możliwości wykorzystania masła orzechowego czy pulpy z tamaryndowca. W kuchni indyjskiej, arabskiej czy japońskiej, nadal poruszam się trochę po omacku i sama potrzebuję autorytetów. Czytam książki mojej guru od kuchni indyjskiej - Madhur Jaffrey, wyszukuję przepisy na wegańskie nadzienie do pierogów w regionalnej kuchni polskiej, a ostatnio zachwycam się przepisami wegańskiej autorki Robin Robertson. Korzystam też z pomysłów i doświadczenia innych bloggerów i koleżanek wegetarianek - między innymi Wegetarinki z bloga Kuchnia wegetariańska czy Ali z bloga Kuchnia Alicji.



Udało Ci się kogoś "nawrócić" na wegetarianizm?

Dieta czy sposób na życie to kwestia osobistych, czasem trudnych wyborów. Nie mam natury aktywistki. Prowadzę bloga i promuję wegetarianizm wśród rodziny i znajomych. Cieszę się, gdy znajomi zajadają się moimi sałatkami z orkiszem, pastą z fasoli czy proziakami z kapustą. Świadomość, że z niecierpliwością czekają na wegetariańskie jedzenie, nawet jeśli są "mięsożercami", sprawia mi przyjemność, a jeszcze większą fakt, że wychodzą ode mnie zadowoleni, dopytują się o składniki i proszą o przepisy. Udało mi się wpłynąć na zmianę ich sposobu postrzegania jedzenia i bardziej kreatywne podejście do gotowania, a to daje mi dużą satysfakcję.

Jaka kuchnia jest najbardziej przyjazna wegetarianom?

Jeśli dobrze poszukać, w każdej narodowej czy etnicznej kuchni znajdzie się wiele dań i składników wegetariańskich. Kuchnie arabskie, które najczęściej kojarzą się Polakom z kebabem, mają wspaniałe sałatki z bulguru i ciecierzycy, z orzechów włoskich i granatów oraz fantastyczne przepisy na warzywa korzeniowe. Największe bogactwo przepisów wegetariańskich jest w tradycyjnie bezmięsnych kuchniach południowych Indii. Jednak korzystanie z oryginalnych przepisów w polskich warunkach jest bardzo utrudnione ze względu na trudną dostępność składników. Autentyczne potrawy indyjskie są bardzo dobrze skomponowane z punktu widzenia współczesnej dietetyki, dlatego zachęcam każdego do bliższego zapoznania się z tą kuchnią i czerpania z jej bogactwa. Warto także poznać kuchnie wyrosłe z tradycyjnych medycyn Wschodu - bogatą w przyprawy kuchnię ajurwedyjską, doskonale zrównoważoną Kuchnię Pięciu Przemian, czy subtelną kuchnię makrobiotyczną. W żadnej z nich mięso nie odgrywa znaczącej roli i każdą można z powodzeniem przenieść na polski grunt. We wszystkich nacisk kładzie się na naturalne produkty dobrej jakości i odpowiednie proporcje poszczególnych grup pokarmów, co powinno być najważniejszą zasadą każdej kuchni.



Co powinno się znaleźć w lodówce każdego wegetarianina?

Na pewno powinno znaleźć się w niej tofu - roślinne źródło pełnowartościowego białka. Wiem, że nie wszyscy za nim przepadają, należy jednak pamiętać, że samo w sobie nie ma smaku i dopiero poddane pewnym zabiegom zaspokoi wymagania smakoszy. W mojej lodówce szczególne miejsce zarezerwowane jest dla masła orzechowego, ale nie musi to być masło z orzechów ziemnych. Równie dobrze może być to masło migdałowe, tahina czy masło z orzechów laskowych. Można je dodać do porannej kaszy na słodko lub słono, posmarować nim kanapki, obłożyć warzywami i posypać sezamem, czy wymieszać z sosem sojowym i otrzymać pyszny sos do warzyw. Zawsze mam też pod ręką czosnek, imbir i świeże chili. Czosnek i imbir ucieram na pastę, podsmażam na oleju i dodaję warzywa, którymi akurat dysponuję. Wzbogacone o kilka przypraw będą smakowały wybornie. Buraki czy czerwona kapusta przyrządzone w ten sposób zyskują zupełnie nowy wymiar. W żadnej lodówce nie powinno zabraknąć dobrej jakości ciemnego i jasnego sosu sojowego ani miso. Poprawiają smak bulionów warzywnych, są nieodzowne w marynatach i dressingach oraz do potraw z woka. Zawsze mam też ciemną i gęstą jak ulepek melasę z trzciny cukrowej. W lodówce powinny się też znaleźć oleje z pierwszego tłoczenia. Świetnym, aromatycznym i bardzo bogatym w antyoksydanty zamiennikiem octu balsamicznego jest zagęszczony sok z granatów. Doprawiam nim buraki i kapustę, lubię dodawać go do herbaty. Mleko kokosowe nadaje wspaniały aromat sosom i nie sposób wyobrazić sobie bez niego warzywnych curry. Do zakwaszania, oprócz różnych smakowych octów i soku z cytrusów, polecam także pulpę tamaryndowca.. Nieodzowne w każdej lodówce są świeże zioła - nać pietruszki, szczypiorek i koperek - ja pietruszką posypuję dosłownie wszystko, gdyż bardzo ją lubię. W kuchni wegetariańskiej szczególne miejsce zajmują kiełki, zatem w każdej wegetariańskiej lodówce powinien się znaleźć przynajmniej jeden ich rodzaj.

Jakie jest najbardziej egzotyczne danie, które przygotowałaś?

Słowo "egzotyczny" trochę się zdezawuowało. Większość przypraw i produktów, uważanych dawniej za egzotyczne, mamy bowiem w zasięgu ręki. Lubię eksperymentować i nie boję się odważnych połączeń. Kulinarna wyobraźnia nie powinna być skrępowana, a w kuchni wegetariańskiej jedynym tabu są mięso, ryby i produkty odzwierzęce.



Jak przekonałabyś "mięsożercę" do wegetariańskiej diety?

Pytana, dlaczego nie jem mięsa, odpowiadam zawsze: bo mam wybór - jest przecież tyle wspaniałych produktów, którymi można zapełnić talerz. Czasem wymaga to trochę wiedzy i główkowania, szczególnie jeśli chce się także zrezygnować z jajek i nabiału, ale wszystkiego można się nauczyć. Powiecie, że człowiek od zawsze jadł mięso, a pewne szczegóły anatomiczne dowodzą, że jest wszystkożercą? Ale nigdy dotąd zwierzęta nie były traktowane w ten sposób, a człowiek nie miał tylu możliwości, by korzystać z innych niż zwierzęce źródła białka i nie miał tak urozmaiconej diety. Jeśli nie jesteście w stanie całkiem zrezygnować z mięsa, na początek ograniczcie jego spożycie. W Polsce zdecydowana większość mięsa na rynku pochodzi z hodowli przemysłowych. Warunki żyjących w nich zwierząt to hańba współczesnego człowieka. Nikt nie powinien się na to godzić. W równie uwłaczających warunkach trzymane są kury w chowie klatkowym i krowy z wielkich farm, spędzające całe życie w boksach. Dlatego należy unikać jajek i nabiału pochodzących z produkcji przemysłowej. Cztery z pięciu jadalnych gatunków ryb zagrożonych jest wyginięciem, między innymi łosoś bałtycki, dorsz i tak popularna wśród smakoszy sola. Owoce morza pozyskuje się, szorując wielkimi sieciami po dnie morskim, unicestwiając w ten sposób wiele gatunków. Hodowle zwierzęce i fermy rybne są także wielkim obciążeniem i zagrożeniem dla środowiska. Nikt też chyba nie ma złudzeń, że ryby pochodzące z intensywnych hodowli w zanieczyszczonych akwenach, przy użyciu antybiotyków i hormonów mogą być zdrowe.

Za wegetarianizmem przemawiają także względy ekonomiczne w wymiarze globalnym - produkcja zbóż i roślin jest znacznie tańsza od produkcji mięsa. Produktami roślinnymi, które zjada trzoda chlewna i bydło, można by wykarmić wszystkich głodujących ludzi na Ziemi. Tymczasem mięso tych zwierząt trafia tylko na stoły bardziej uprzywilejowanych mieszkańców naszej planety. Z drugiej strony duża część polskich rodzin żyje w ubóstwie i tanie, "fabryczne" mięso jest dla nich zimą znacznie łatwiej dostępne niż drogie warzywa i owoce. Nie znam się na ekonomii i nie wiem, jak rozwiązać ten problem. Proces zmiany świadomości i przeorganizowania zawartości talerza musi być długofalowy i wieloetapowy.

Przepis Marii: Curry z cukinii, pieczarek i nerkowców



2 łyżki oleju

3 cebule - dwie posiekane w kostkę, jedna w półplasterki

kilkucentymetrowy kawałek korzenia imbiru, obranego ze skórki i drobno posiekanego

1 drobno posiekane czerwone chili

3 duże ząbki czosnku

300 g obranych ze skórki, pozbawionych nóżek i pokrojonych w grube plastry pieczarek

1 cukinia ważąca około 350 g, pokrojona w grube ćwierćplasterki

po pół łyżeczki zmielonych przypraw: kurkumy, kozieradki, pieprzu cayenne, czarnego pieprzu i kolendry

po łyżce jasnego i ciemnego sosu sojowego

garść (około 40 g) orzechów nerkowca

natka pietruszki do przybrania

Orzechy nerkowca wraz z pokrojoną w półplasterki cebulą zalać 1 szklanką wody i gotować 5 minut, po czym wyłączyć. Na rozgrzanym na patelni oleju smażyć, mieszając, dwie pokrojone w kostkę cebule, imbir, chili i czosnek przez kilka minut. Dodać pieczarki i cukinię, i smażyć dalszych kilka minut, aż grzyby i cukinia lekko się przyrumienią. Wsypać przyprawy i smażyć jeszcze przez chwilę, następnie wlać oba sosy sojowe.

Do ugotowanych z cebulą orzechów nerkowca wlać pół szklanki zimnej wody (w tym celu, by nie poparzyć się w trakcie miksowania) i dokładnie zmiksować "żyrafą". Na patelnię z cukinią i pieczarkami wlać zmiksowane orzechy i podgrzewać kilka minut. Rozlać do miseczek, posypać natką pietruszki. Podawać można właściwie ze wszystkim - chlebem, ryżem, kaszą, do makaronu także wspaniale pasuje.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj tu: kaszaprodzekt.blogspot.com

Więcej o: