Blog tygodnia: Kuba pichci

Najbardziej lubię kuchnię prostą, opartą na niewielu, uniwersalnych składnikach. Dlatego w mojej spiżarni zawsze znaleźć można pomidory, czosnek, cebulę, makarony i oliwę. To podstawa wielu moich ukochanych potraw, reszta składników to zmienne, które wpływają na ostateczny efekt.
Dlaczego zdecydowałeś się na własny blog kulinarny?

Decyzja o założeniu własnej strony zapadła nagle i niespodziewanie. Z innych blogów kulinarnych korzystałem już od dawna, szukając pomysłów na kolejne obiady lub desery. Pewnego dnia zacząłem fotografować przygotowane dania, a kiedy tych fotografii zebrała się mała kolekcja, postanowiłem podzielić się efektami kulinarnych zmagań z szerszą publicznością. Od początku moją intencją było prowadzenie czegoś w rodzaju kuchennego pamiętnika, osobistej książki kucharskiej. Nie mam cierpliwości, by spisywać domowe przepisy, a te, które chciałbym zachować, często giną wśród licznych segregatorów, pudełek i książek. Dlatego gdy chcę wrócić do jakiejś receptury lub gdy wena zawodzi po prostu zaglądam do swojego bloga.

Jak nauczyłeś się gotować i w jaki sposób doskonalisz swoje umiejętności?

Nie lubię mówić, że "nauczyłem się gotować". Wydaje mi się, że jest to taka umiejętność, której nie można się zgłębić od początku do końca. Można ją poznawać, codziennie zdobywając nowe doświadczenia, odkrywając inne połączenia, ale zawsze pozostanie jakaś tajemnica, nieodsłonięty obszar smaku. Jestem przekonany, że wbrew popularnej opinii, każdy posiada talent kulinarny, tylko nie każdy ma cierpliwość, by go w sobie odnaleźć. Jeśli "przypalasz wodę na herbatę" to zagotuj ją 100 razy, a za 101 się uda. Przypomina mi się scena z filmu "Julie & Julia", w której Julia Child postanawia nauczyć się prawidłowo posługiwać nożem. Co robi w tym celu? Kupuje worek cebuli i sieka ją cały dzień, aż dochodzi do perfekcji. Perfekcji przez dające się znieść cierpienie, znane każdemu, kto choć raz kroił to warzywo. Myślę, że jest to dobra odpowiedź na pytanie o sposób doskonalenia umiejętności - podstawą rozwoju jest praktyka i ciągłe dążenie do określonego, dającego się osiągnąć celu. Warto posiłkować się również wiedzą i doświadczeniem tych, którzy mają odwagę gotować dla innych, a w szczególności dla najbliższych, czytać książki, oglądać programy telewizyjne. Dziś, dzięki Internetowi, mamy możliwość podglądania innych kucharzy w pracy oraz wymienienia swych doświadczeń z olbrzymią społecznością, dla której posiłek jest nie tylko jedzeniem.



Pamiętasz swoją pierwszą, "udaną" potrawę?

Wydaje mi się, że pierwszą poważną, samodzielnie przygotowaną potrawą było leczo - zjedliśmy je i się nie pochorowaliśmy, więc raczej było udane. Ten udany debiut sprawił, iż upiekłem pierwszą pizzę z cebulą i kiełbasą oraz naleśniki. Miałem wtedy około 11 lat. Wcześniej też już coś pichciłem samodzielnie, ale były to jakieś drobnostki, jak jajecznica lub omlet.

O jakim kulinarnym wyzwaniu marzysz?

Chciałbym lepiej poznać bogatą i różnorodną kuchnię orientalną, by móc swobodniej się w niej poruszać. Fascynują mnie smaki tamtejszych dań i aromat przypraw. Drugim wyzwaniem jest kuchnia francuska, w której tradycja łączy się z eksperymentowaniem. Sława kuchni francuskiej już dawno rozbudziła moją ciekawość, jednak, że warto oszaleć na jej punkcie uznałem zaledwie kilka dni temu, gdy zacząłem czytać wspomnienia Julii Child "Moje życie we Francji". Sposób, w jaki autorka opisuje tamtejsze przysmaki i restauracje jest tak sugestywny, że w tej chwili podróż do Normandii czy Prowansji to jedno z moich największych marzeń. Oddałbym wiele, by móc skosztować tam sole a la normande (sola po normandzku) czy boeuf a la bourguignonne (wołowina po burgundzku). Poza tym, olbrzymim wyzwaniem jest gargantuiczna lista przepisów, które sobie zachowuję, by przygotować "innym razem"- problem w tym, że kolekcjonuję je szybciej niż przygotowuję, dlatego ten cel wiecznie się oddala.



Twój największy kulinarny autorytet?

Ważne dla mnie są wskazówki kucharzy znanych z telewizyjnych ekranów takich jak Jamie Oliver czy Wojciech Modest Amaro, jednak najwyżej cenię rady praktyków-amatorów - innych blogerów, którzy opisują własne doświadczenia ze swych nieprofesjonalnych, domowych kuchni. To olbrzymia rzesza doradców, którzy są zawsze chętni wyciągnąć pomocną dłoń. Wspaniałe środowisko! Muszę także uwzględniać opinie "recenzentów", dla których pichcę. Natomiast chyba największy wpływ na mą chęć poznawania nowych smaków miał i ma Robert Makłowicz. Oglądam jego pogramy niemal od samego początku i przyznać muszę, że oczarował mnie tym, jak opowiada o jedzeniu i całej jego kulturowej i geograficznej otoczce.

Czego nigdy nie brakuje w Twojej spiżarni?

Choć nie boję się podejmowania wyzwań, to jednak najbardziej lubię kuchnię prostą, opartą na niewielu, uniwersalnych składnikach. Dlatego właśnie w mojej spiżarni zawsze znaleźć można pomidory, a poza sezonem pulpę pomidorową, czosnek, cebulę, makarony i oliwę. To podstawa wielu moich ukochanych potraw, reszta składników to zmienne, które wpływają na ostateczny efekt.



Wymarzone menu?

Zupełnie nieoczekiwanie przypomniała mi się teraz książka Johna Grishama "Zawodowiec". Nie jest to książka o kuchni, a opisuje perypetie Amerykanina, który trafia do Parmy, stolicy parmezanu. Pierwszego dnia, koledzy zapraszają go na wielogodzinną włoską ucztę złożoną z przeróżnych miejscowych specjałów. I to właśnie moje wymarzone menu - mnóstwo oryginalnych, świeżych antipasti, past, słynnego włoskiego pieczywa, serów i deserów. A to wszystko skomponowane z doskonałym winem .



Przepis Kuby: Faszerowane bakłażany alla puttanesca

Składniki dla 3-4 osób:

- 500 g pomidorów

- dwa duże bakłażany

- duże czerwona cebula

- 4 filety anchois

- 2 ząbki czosnku

- 150 g ugotowanego krótkiego makaronu (może być krótkie penne, muszelki lub kolanka)

- 50 g oliwek

- łyżka kaparów

- 4-5 suszonych pomidorów

- 50 g mozarelli

- 3 łyżki startego parmezanu

- łyżka suszonej bazylii

- łyżka suszonego oregano

- łyżeczka cukru

- szczypta płatków chili

- sól

- pieprz

- oliwa



Pomidory myjemy i kroimy w ćwiartki. Wkładamy do garnka i zalewamy wodą (nieco poniżej pomidorów). Doprawiamy bazylią, oregano i cukrem. Gotujemy na małym ogniu ok. 15 min. Gdy pomidory się rozpadną rozgniatamy je widelcem lub miksujemy nieco blenderem. Mamy uzyskać dość gęstą pulpę, nie rzadką zupę pomidorową, więc nie rozdrabniamy ich zbyt mocno.

Bakłażany przekrawamy na pół i wydrążamy łyżką. Miąższ drobno siekamy i odstawiamy. Wydrążone warzywa nacieramy oliwą. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy, na którą wrzucamy posiekaną drobno cebulę i anchois. Smażymy 5-10 minut często mieszając, a następnie dodajemy rozgnieciony i posiekany czosnek. Po krótkiej chwili dodajemy uzyskaną pulpę pomidorową i miąższ bakłażanów. Doprawiamy do smaku i krótko gotujemy. Dodajemy makaron, oliwki grubo pokrojone i kapary. Mieszamy. Wypełniamy bakłażany farszem, na wierzchu kładąc plastry mozarelli. Posypujemy parmezanem. Układamy na naoliwionej blasze. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 st.C i pieczemy ok. 25 minut. Smacznego!

Chcesz widzieć więcej? Zajrzyj tu: www.kuba-pichci.pl

Znasz ciekawy blog kulinarny lub sam(a) taki prowadzisz? Pisz na adres ugotuj.to@gazeta.pl

Więcej o: