Jak śliwka w powidła

Są naturalnie słodkie. pasują do pączków i na kanapkę. Ale najlepiej wyjadać je bezpośrednio ze słoiczka. Powidła śliwkowe to duma gospodarzy ze Strzelec Dolnych
Spokojne wrześniowe popołudnie planowałam spędzić, upajając się widokiem zakola Wisły niedaleko granicy Bydgoszczy. Dojechałam rowerem do Strzelec Dolnych. Na polanie stało kilka stołów, na których piętrzyły się słoiki z powidłami; paliły się ogniska. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o strzeleckich smakołykach, ale zaintrygował mnie obyczaj publicznego smażenia powideł. Był 2001 rok i trwało właśnie pierwsze Święto Śliwki. Zamiłowanie do śliwkowych pyszności kazało mi tam wracać w kolejnych latach. Najbliższa okazja, by wyjechać stąd z plecakiem pełnym przetworów już 4 i 5 września.

Ile śliwek z przydomowego drzewa jesteś w stanie zjeść, dorzucić do drożdżówki, iloma obdzielisz znajomych? A teraz wyobraź sobie, że w twoim sadzie rosną dziesiątki owocowych drzew, kolejne setki - w sadach sąsiadów. Nie ze skąpstwa, a z przezorności warto je więc zachować na czas, kiedy o słodkiej węgierce można pomarzyć. Śliwki rosnące w dolinie Wisły w Strzelcach Dolnych jako pierwsi docenili Niemcy - dawni mieszkańcy tych terenów. To w ich gospodarstwach przerabiano owoce na powidła - dla własnych celów i na sprzedaż. Ze względu na mikroklimat śliwki miały wyjątkowy smak i aromat. Dziś nie ma już w Strzelcach Niemców, ale sady pełne węgierek pozostały. Na zapomnianych strychach gospodarze odnaleźli także stare miedziane kotły, gliniane cedzaki i mieszadła. Mieszkańcy Strzelec Dolnych poszli więc za modą na lokalne produkty i powrócili do tradycji smażenia powideł na sprzedaż. Tyle że, w przeciwieństwie do poprzedników, nie przygotowują przetworów w zaciszu letniej kuchni, ale robią z tego wielkie show!

Tradycję kultywują Anna i Jan Iwanowscy, a razem z nimi mieszkańcy dziesięciu innych gospodarstw. Pan Jan jest jedynym mężczyzną w Kole Gospodyń Wiejskich i choć przyznaje, że w babskim towarzystwie czuje się niezbędny, fartuszka z wyhaftowanymi śliwkami za nic by nie włożył. - Stoję przy garach, to fakt, ale zajmuję się też tymi prawdziwie męskimi zajęciami. Przy samym smażeniu powideł jest masa pracy. Ja tradycyjnie przygotowuję drewno, palenisko, rozpalam ogień. Czasem trzeba coś przenieść, przestawić, przesunąć. Wtedy się sprawdzam. Zresztą synowie podobnie - chętnie pomagają.

Sekret przygotowania powideł to tajemnica poliszynela. - Tu wszystko jest oczywiste! To śliwka i tylko śliwka! - zaznacza pan Iwanowski. - Owoce dojrzewają w połowie września. Przetrzymane trochę dłużej na drzewie, nie opadają i stają się słodsze - dodaje pani Anna. Czasem jednak dosypujemy do nich cukru. Dzieje się tak, gdy koniec lata jest mało słoneczny. Proporcje gospodynie oceniają "na oko", bo najważniejsze jest wyczucie. - My na 80 kg owoców wrzucamy jedynie 1,5 kilo cukru - zaznacza pani Anna.

W Strzelcach są trzy szkoły robienia powideł. Jedni smażą śliwki z pestkami, drudzy drylują, ale wrzucają do kotła odrobinę pestek. Jest też grupa gospodyń, które wykorzystują wyłącznie owoce drylowane. Praca przy powidłach zaczyna się wcześnie rano. Najpierw mężczyźni i chłopcy przygotowują stanowisko. Śliwki smaży się nad ogniskiem pod gołym niebem. W ogromnym kotle mieszane są nawet 6-8 godzin - do momentu, gdy stają się dość ścisłą masą. Wtedy trafiają do słoików.

Powidła strzeleckie to bardzo chodliwy towar. Słoik kosztuje około 7 złotych. Państwo Iwanowcy wyrabiają ich w sezonie 4,5 tysiąca. Poświęcają na to przynajmniej tydzień całodniowych przygotowań. W całych Strzelcach produkuje się 50 tysięcy słoików. Przyjeżdżają po nie ludzie z całej Polski: osoby prywatne, ale także właściciele ekologicznych sklepików z Warszawy, Gdańska czy Nowego Sącza. Powidła pasują do rogalików, pączków, mazurka, a nawet bigosu. Ale zdecydowanie najlepsze są solo!

Rogaliki z powidłami strzeleckimi

(przepis na 60 sztuk)

1/2 l mleka
10 dag drożdży
5 jaj + dodatkowe 1 roztrzepane białko
1 opakowanie (16 g) cukru waniliowego
1/2 kostki masła
1 kg mąki
2 słoiki (200 g każdy) powideł strzeleckich
1 łyżeczka cukru do rozczynu
cukier do posypania

Delikatnie podgrzewamy odrobinę mleka, dodajemy nieco zwykłego cukru i rozkruszone drożdże. Tak powstały rozczyn pozostawiamy do wyrośnięcia. Jajka ubijamy z cukrem waniliowym na puszystą masę. Roztapiamy masło i lekko podgrzewamy resztę mleka. Rozczyn wlewamy do mąki i kolejno dodajemy: ubite jajka, roztopiony (ale już ostygły) tłuszcz oraz mleko. Wyrabiamy, aż ciasto będzie pulchne i zacznie odchodzić od ścianek naczynia. Pozostawiamy je do wyrośnięcia - najlepiej w ciepłym miejscu, w misce przykrytej ściereczką. Następnie dzielimy ciasto na osiem lub więcej części (im mniej, tym większe uzyskamy rogaliki). Każdą z nich wałkujemy. Powstały okrąg dzielimy na osiem trójkątów. Na każdy kładziemy łyżeczkę powideł, zawijamy od szerszej strony do węższej. Smarujemy roztrzepanym białkiem, posypujemy cukrem. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200°C. Pieczemy do zrumienienia przez 15-20 minut.

Na tych stronach prezentujemy zdrowe i smaczne polskie jedzenie produkowane porządnie, uczciwie, bez chemii. Słowem - ekologicznie. To specjały, które nam smakowały, i które z czystym sumieniem chcemy Państwu polecić. Chętnie skorzystamy także z Waszych podpowiedzi - piszcie do nas na adres: kuchnia@agora.pl lub anna.wronska@agora.pl. Niech dobre jedzenie wypiera byle jakie. W końcu jesteśmy tym, co jemy.