Blog tygodnia: My best food

Istnieje powiedzenie, że przy stole się nie starzeje i Włosi bardzo wzięli sobie te słowa do serca. Na początku drażniło mnie to, ale z czasem nauczyłam się tej 'powolności' i nie potrafię już inaczej.
W pierwszym wpisie na blogu piszesz: "Jestem pewnie ostatnią osobą, która nadaje się do prowadzenia bloga. Ale jednak spróbuje. Chciałabym mięć w jednym miejscu moje ulubione przepisy, żeby było je łatwiej znaleźć. Pożyjemy, zobaczymy". Minęły już trzy lata. Czego nauczyłaś się w tym czasie?

Jak widać miałam rację pisząc te słowa. Moja niepewność brała się z tego, że mam mnóstwo zainteresowań i po kolei oddaję się każdemu całym sercem. Wtedy wszystko inne schodzi na dalszy plan. Blog przeszedł okresy, kiedy posty pojawiały się co drugi dzień, niestety zamiera latem, bo to czas gdy mam najwięcej pracy. Początki pisania bloga były bardzo stresujące. Nie ukrywam, że aspekt który najbardziej mnie interesował to fotografia, a ja wcześniej aparatu nie brałam nawet do ręki. Wiec jeśli w ogóle można powiedzieć, że czegoś się nauczyłam, to będzie to jedynie robienie w miarę przyzwoitych zdjęć. Bo samo gotowanie dla mnie nie jest umiejętnością, każdy potrafi zamieszać kilka składników, a efekt zależy jedynie od tego ile serca zostanie włożone w tę czynność oraz oczywiście od doświadczenia.

Mieszkasz we Włoszech. Czego nauczyło Cię tamtejsze podejście do gotowania?

To trudne pytanie, bo podejście do gotowania zależy raczej od osoby, niż z jakiego kraju pochodzi. Włoska mama, która myśli tylko o tym jak nakarmić swoje dzieci, to chyba już tylko mit. Większość osób, które znam w domu stara się jeść zdrowo i przede wszystkim szybko. Nowych i bardziej skomplikowanych dań próbuje się w restauracjach, które są nieodłączną częścią tutejszego życia towarzyskiego. Gdy znajdzie się już te ulubione, nikogo nie dziwi jechanie godziny w głąb toskańskich wzgórz na idealną Fiorentine, czy umówienie się ze znajomymi w Mantui, gdzie serwują najlepsze dyniowe tortelli.



Które z kulinarnych zwyczajów Włochów przeniosłabyś do Polski?

Na pewno stałe pory posiłków oraz ich codzienne celebrowanie. Istnieje powiedzenie, że przy stole się nie starzeje i Włosi bardzo wzięli sobie te słowa do serca. Na początku drażniło mnie to, ale z czasem nauczyłam się tej 'powolności' i nie potrafię już inaczej. Chciałabym także, by w Polsce zaczęto bardziej doceniać regionalne produkty. Często złoszczę się gdy nie mogę znaleźć w sklepach zagranicznych składników, ale rozumiem też, że dzięki temu włoski produkt jest wręcz gloryfikowany i nie ma szans, że pójdzie w zapomnienie.

Które smaki są Ci najbliższe?

Zdecydowanie smaki mojego dzieciństwa. Mogłabym o każdej porze jeść gotowane ziemniaki z dobrą kwaśną śmietaną lub świeży chleb z masłem i solą. Niestety i śmietana i masło we Włoszech to dla mnie temat drażliwy, choć na pewno korzystnie odbija się to na moim zdrowiu. Za to gdy jestem sama, zimą na 100% na kolacje zjem gęstą kaszę mannę z sokiem wiśniowym, a latem przygotuję zupę owocową.



O jakim wyzwaniu kulinarnym marzysz?

Teraz nie przychodzi mi nic takiego do głowy. Kiedyś wyzwaniem było przygotowanie specjalnego wieczoru dla dużej grupy osób, ale mam już to za sobą. Dzięki temu odkryłam, że uwielbiam układać menu i wymyślać nowe dania, ale już gotowanie kompleksowych posiłków jest nie dla mnie. To bardzo ciężka i odpowiedzialna, wręcz fizyczna praca. W osobie takiej jak ja może zabić całą radość gotowania. Wcale mnie nie dziwi, że kucharzami i szefami kuchni są przede wszystkim mężczyźni. A na pytanie co jest najważniejsze w kuchni teraz zawsze odpowiadam, że wygodne i dobre dla kręgosłupa buty.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Są to przede wszystkim osoby, które spotykam na mojej drodze. Babcia i rodzice to taka podstawa, ale już o włoskiej kuchni najwięcej nauczyłam się w kolejce u mojego fruttivendolo. Starsze osoby chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami, a rozmowy o jedzeniu to taki standard, jak rozmowy o pogodzie. Nie ma też chyba nic bardziej inspirującego, niż restauracyjne menu, które od razu świetnie przedstawia tradycyjne kuchnie miejsc, które odwiedzam.



Kiedy gotowanie zamieniło się w pasję?

W moim domu zawsze gotowaliśmy i piekliśmy ciasta na niedzielę. Wspólnie. Dla mnie jest więc to czynność naturalna. Gdy przyjechałam do Florencji na studia i dzieliłam mieszkania z rówieśnikami z różnych zakątków świata całe nasze towarzyskie życie toczyło się w kuchni. Poznałam wtedy w bardzo krótkim czasie taką ilość nowych smaków, że musiałam je sobie w pewien sposób poukładać i w głowie, i na podniebieniu. A stąd to już tylko krok do złapania prawdziwego kulinarnego bakcyla.

Co jest dla Ciebie ważniejsze: samo gotowanie czy delektowanie się przyrządzonym daniem?

Zdecydowanie gotowanie, ale tylko wtedy kiedy mam na nie prawdziwą ochotę. Chociaż jestem już pewna tego co robię i mam szereg tzw. pewniaków, to mimo wszystko dalej czuję tę odrobinę tremy, czy aby na pewno wszystkim smakuje, dlatego skupiam się raczej na minach biesiadników, niż na smaku. Za to z wielką ochotą delektuje się wszystkim tym co nie wychodzi spod moich rąk.

Przepis Eli: Matchamisu czyli Tiramisu z zieloną herbatą Matcha

- 3 żółtka

- 3 łyżki cukru pudru

- 500g mascarpone

- 500ml smietanki 36%

- 1 łyżka ekstraktu z wanilii

- 1 płaska łyżeczka do herbaty Matcha zaparzonej w 250ml niewrzącej wody

- łyżeczka herbaty Matcha do dekoracji

- biszkopt lub podłużne biszkopty

- 100g rozpuszczonej w kąpieli wodnej bialej czekolady (wtedy zmniejszyć ilość cukru do jednej płaskiej łyżki)



Zaparzyć herbatę Matcha i ostudzić. Żółtka ubić z cukrem na puszysty krem (najlepiej na parze). Następnie wmiksować mascarpone. Jeśli jest używana dodać białą czekoladę i krótko zmiksować. W osobnej misce ubić śmietanę i delikatnie wmieszać ją w masę z żółtek i sera. W szklaneczkach lub dużym naczyniu układać namoczone w herbacie ciastka na zmianę z kremem. Schłodzić przez kilka godzin. Przed podaniem wierzch udekorować przesianą herbatą Matcha.

mybestfood.blogspot.com

Znasz ciekawy blog kulinarny lub sam(a) taki prowadzisz? Pisz na adres ugotuj.to@gazeta.pl

Więcej o: