Blog tygodnia: Kalejdoskop kulinarny

Do dziś pamiętam te emocje, niepewność, oczekiwanie i zachwyt, kiedy wyjęłam z piekarnika świeżo upieczony bochenek i jeszcze gorący ukroiłam (nie mogłam się powstrzymać). Od tamtej pory chleb piekłam już wielokrotnie.
Ile potraw znalazło się już w Twoim "Kalejdoskopie kulinarnym "?

Do tej pory w moim "Kalejdoskopie kulinarnym " znalazło się około 120 potraw. Wiele wciąż czeka na publikacje, były też takie, które po prostu z rożnych względów na blog nie. Blog prowadzę dopiero od roku. Przepisy, które na nim zamieszczam są z reguły nowe również dla mnie, dopiero je testuje na własnym podniebieniu. Zawsze publikuje tylko przepisy na potrawy, które naprawdę mi smakowały. Oczywiście gusta są rożne, ale jak do tej pory dostawałam (od osób, które wypróbowały podane przeze mnie przepisy) same pozytywne informacje zwrotne.

Która potrawa okazała się największym wyzwaniem?

Największym wyzwaniem było dla mnie upieczenie chleba. Przyznaje, że kiedy trafiłam do kulinarnej blogosfery miałam niewielkie pojecie o wypieku pieczywa. Zdecydowałam się spróbować swoich sił w tym kierunku. Rozpoczęłam od pieczenia bułek i zachęcona sukcesem postanowiłam wypłynąć na głębokie wody i upiec również chleb. Zaopatrzyłam się wcześniej we wszystkie akcesoria potrzebne do wypieku chleba, takie jak kamień, łopata czy koszyki do wyrastania ciasta chlebowego i tak uzbrojona ruszyłam zgłębiać tajniki wypieku domowego pieczywa. Do dnia dzisiejszego pamiętam te emocje, niepewność, oczekiwanie i zachwyt, kiedy wyjęłam z piekarnika świeżo upieczony bochenek i jeszcze gorący ukroiłam (nie mogłam się powstrzymać). Od tamtej pory chleb piekłam już wielokrotnie, z lepszym lub gorszym rezultatem. Kilka dni temu zrobiłam swój pierwszy zakwas. Pełna entuzjazmu i samozaparcia piekę chleb za chlebem. Nie zrażam się niepowodzeniami, nieudanymi wypiekami, próbuje kolejny raz i kolejny, do skutku, aż chleb wyjdzie w moim odczuciu idealny. Nie tylko pod względem smakowym, ale również wizualnym. W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć słowa Jamiego Olivera: "Pieczenie chleba jest takie ekscytujące. Kiedy ja i mój kumpel Bernie, który jest znakomitym piekarzem, próbowaliśmy udoskonalić recepturę zaczynu na ciasto chlebowe, mieliśmy niezłą zabawę, bo zachowywaliśmy się jak kobiety w ciąży, które dzwonią do siebie codziennie i komentują proces "wyrastania". Ale właśnie tak chleb wpływa na człowieka. Jego pieczenie daje tyle satysfakcji i jest tak "terapeutycznym" doświadczeniem, że wprost pękasz z dumy, kiedy ci się uda".



Mieszkasz w Niemczech. Lubisz tamtejszą kuchnię?

Kuchnia niemiecka nie należy do moich faworytów (zdecydowanie prym wiedzie tu kuchnia włoska czy śródziemnomorska). Mimo, że ja preferuje zdecydowanie inne smaki, zdarza mi się zjeść lub przygotować od czasu do czasu jakąś potrawę z tutejszej kuchni. W regionie, w którym mieszkam, godna polecenia jest np. pieczeń wołowa na kwaśno (rheinischer Sauabraten), marynowana w zalewie z czerwonego wytrawnego wina, octu winnego i korzennych przypraw. Robiłam ją już kilkakrotnie i smakuje naprawdę wyśmienicie, szczególnie z dodatkiem knedli ziemniaczanych i czerwonej kapusty. Nie potrafię poza tym przejść obojętnie obok placków ziemniaczanych (Reibekuchen) z musem jabłkowym sprzedawanych na tutejszych jarmarkach, czy obok kawałka tortu szwardzwaldzkiego (Schwarzwälder Kirchtorte) lub śmietankowego sernika (Käsesahne) z dodatkiem owoców, który wprost rozpływa się w ustach.

Czy masz jakieś niezawodne przepisy, połączenia smaków, które zawsze się sprawdzają?

Są pewne połączenia smaków, które nigdy mi się nie znudzą, świetnie ze sobą współgrają, jak np. biała czekolada i maliny, ciemna czekolada i pomarańcze, ser pleśniowy i orzechy, brokuły i orzechy czy bardziej "ekstrawaganckie" jak truskawki i balsamico lub ser pleśniowy (głownie kozi) i maliny. Myślę, że każdy z nas ma jakieś sprawdzone przepisy (nabyte na drodze doświadczenia czy wyniesione z rodzinnego domu) lub przynajmniej triki, które sprawiają, że potrawy mają w sobie to "cos", zyskują ten niepowtarzalny smak. Czasami wystarczy dodać np. do gotującego się rosołu gałązkę lubczyku, aby przekonać się jak aromatyczny wtedy się stanie. Niby nic wielkiego, a efekt końcowy, smak i zapach doskonały.



Który z kulinarnych autorytetów zaprosiłabyś do swojej kuchni?

Z przyjemnością gościłabym u siebie Nigellę Lawson, której programy kulinarne zawsze chętnie oglądam. Podoba mi się lekkość z jaką gotuje i mówi o jedzeniu. W pierwszym rzędzie jednak zaprosiłabym Jamiego Olivera. Do niedawna jeszcze zastanawiałam się, co jest w nim tak wyjątkowego, że ma tak wielu fanów w kulinarnej blogosferze. Przeglądałam w księgarniach jego książki i za każdym razem odkładałam z powrotem na półkę, nie mogąc zrozumieć jego fenomenu. Aż pewnego dnia kupiłam jedną z nich (była to "Włoska wyprawa Jamiego") i... wpadłam po uszy. Stwierdziłam, że Jamie jest genialny, a jego potrawy idealnie trafiają w mój smak. Dziś mam w swojej kulinarnej biblioteczce prawie wszystkie jego książki. Wielką przyjemność sprawia mi ich przeglądanie i odkrywanie kolejnych przepisów. Ostatnio przeżywam również fascynację Donną Hay, Australijką, która podbiła świat swoją łatwą i szybką, a zarazem pyszną kuchnią.

Czym jest dla Ciebie gotowanie?

Gotowanie to moje hobby. Pamiętam moje początki w kuchni. Potrafiłam przygotować zaledwie kilka podstawowych potraw, a moim popisowym ciastem była wtedy babka marmurkowa. Piekłam ja przy każdej nadążającej się okazji. Po pewny czasie wszyscy domownicy mieli jej już dosyć. Później zaczęłam eksperymentować i przygotowywać potrawy przede wszystkim z gazet o tematyce kulinarnej, które namiętnie kupowałam i zbierałam (uzbierało się tego kilka opasłych segregatorów). Dziś nabrałam już większego doświadczenia kulinarnego i z przyjemnością gotuje dla swoich bliskich, rodziny i przyjaciół. Lubię ten cały proces tworzenia rozpoczynający się od wyszukiwania, wybierania, wymyślania, a później przygotowywania, krojenia czy doprawiania potrawy. Sa takie dni, że mogłabym z kuchni nie wychodzić. Na co dzień przygotowuje proste dania obiadowe, gotuje tradycyjne zupy, pozwalając sobie od czasu do czasu na odrobinę szaleństwa. Wtedy też przygotowuję nowości, które publikuję na moim blogu.



Pamiętasz kiedy gotowanie zmieniło się w pasję?

Myślę, że stało się to w chwili, kiedy założyłam swój blog, zaczęłam piec i gotować nałogowo, a liczba książek o tematyce kulinarnej w mojej biblioteczce zaczęła rosnąc w zastraszającym tempie.

Twoje rady dla tych, którzy dopiero zaczynają gotować:

Myślę, że z gotowaniem jest jak ze śpiewaniem: "gotować każdy może". Może nie tak do końca, bo śpiewać nie każdy się nauczy (wiem to na własnym przykładzie), ale gotować na pewno tak. Gotowanie nie jest trudne. Najważniejsze, aby nie zrażać się ewentualnymi trudnościami, podejść do gotowania z entuzjazmem i zaczynać od rzeczy prostych, łatwych i przyjemnych. I próbować wciąż od nowa, jeśli coś nam nie wychodzi, kolejnym razem na pewno się uda, a satysfakcja z samodzielnie przygotowanej potrawy będzie wielka.

Przepis na ten placek jest w mojej rodzinie od bardzo dawna. To jeden z tych niezawodnych przepisów, który zawsze się udaje. Piekła go moja babcia, teraz piecze go moja mama, zawsze z podwójnej porcji, ponieważ jest naprawdę pyszny i bardzo szybko znika

Placek drożdżowy

Składniki na 2 podłużne blaszki (o wymiarach 15x29cm):

1 kg maki pszennej

50 g drożdży

1 i 1/2 szkl. mleka

1/2 kostki margaryny lub masła

1/2 szkl. kwaśnej śmietany

4 żółtka + 1 jajko

3/4 szkl. cukru

cukier waniliowy

kilka kropli olejku waniliowego



Z drożdży zrobić zaczyn: wkruszyć drożdże do garnuszka, zasypać 1 łyżką cukru, dodać 1 łyżkę maki i 2-3 łyżki letniego mleka, wymieszać. Odstawić na 15 min., aby drożdże podrosły. Margarynę (lub masło) rozpuścić w rondelku na ogniu, wlać do niej mleko (aby się ociepliło). Żółtka i jajko utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym, dodać olejek waniliowy. Cały czas ucierając dosypywać mąkę, na zmianę dolewając mleko z masłem i śmietanę. Na koniec dodać zaczyn drożdżowy. Wyrabiać ciasto tak długo, aż zacznie odchodzić od ręki (ew. dodać trochę maki gdyby było za rzadkie). Odstawić do wyrośnięcia na 30-60 min. Wyrośnięte ciasto przełożyć do foremek, odstawić w cieple miejsce, aby podwoiło objętość. Przed pieczeniem posmarować wierzch ciasta białkiem. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temp. 180°C i piec przez 45 min. (do zbrązowienia). Smacznego!

kalejdoskopkulinarny.blogspot.com

Znasz ciekawy blog kulinarny lub sam/a taki prowadzisz? Pisz na adres ugtouj.to@gazeta.pl.

Więcej o: