Sielskie anielskie

...powinno być dzieciństwo, przynajmniej wedle słów wieszcza Adama. I słodkie, dodajmy, z ciastkami i lemoniadą. Do tego bratki, bławatki i inne kwiatki. Oraz pewna śmieszna historia
Przepis na zabawne opowiadanie

Składniki:
mój syn Kacper:
ja - jako nierozgarnięty ojciec:
fotografie dziewczynek udających anioły:
przypalone ciasto:
wspomnienia ze szkoły:
kilka zasłyszanych gdzieś opowieści:
garść dowcipów mego wujka:
radosna atmosfera Dnia Dziecka

Wszystko należy ze sobą wymieszać, pamiętając jednak o proporcjach! Najważniejszym składnikiem jest Kacper, i to on powinien dominować w opowiadniu. Wyobraźmy sobie, że przyszedł właśnie ze szkoły. Zadyszany, spocony, lekko przybrudzony, czyli normalka - Kacper w majowe popołudnie. Na pytanie: "Co było w szkole?", odpowiada: "Nic". Gdy pytam, czy ma coś zadane na jutro, zapewnia, że nie. Innymi słowy - dzień jak co dzień. Pamiętając o proporcjach, usuwam się w cień. Siadam przy komputerze i próbuję napisać opowiadanie dla miesięcznika "Kuchnia". Kacper w tym czasie je obiad. Obiad nie jest najlepszy, bo to moje dzieło, ale Kacper nie narzeka - po pierwsze, na niewiele by to się zdało, a po drugie, głód odbiera mu poczucie smaku. Zerkając na Kacpra znad komputera, przypominam sobie dowcipy mego wujka. Na przykład: - Tak jesz, aż ci się uszy trzęsą! Albo: - Tylko nie połknij talerza! Wygłaszawszy je, wujek ryczał ze śmiechu. Nie znosiłem go! Powstrzymuję się więc od przytaczania dowcipów i wracam do pracy.

Kacper kończy obiad. Potem idzie do pokoju. Jeszcze potem idzie do łazienki. Po chwili wraca do kuchni. Później próbuje usiąść przed telewizorem. Gdy odbieram mu pilota, Kacper przypomina sobie, że coś mi musi pokazać. W internecie.
- Teraz? - pytam poirytowany.
- Teraz - potwierdza mój synek. - To ważne.
- Ważna to jest szkoła - odpowiadam tak drętwo, jakbym zamienił się we własnego wujka. Zawstydzony pozwalam Kacprowi usiąść przed komputerem. Po chwili na ekranie monitora widać anielskie twarze dwóch dziewczynek.
- Nie wydają się wredne, prawda? - stwierdza Kacper.
- Nie wydają się...
- A są! - słyszę w odpowiedzi.
Patrzę na Kacpra w zdumieniu.
- Wymyśliły, że w Dniu Dziecka - tłumaczy Kacper - każdy przyniesie do szkoły coś słodkiego. Coś, co sam zrobił!
- I dlatego są wredne? - nie mogę powstrzymać śmiechu.
- A nie?! - sapie oburzony Kacper.

Rechocę przez kilkanaście sekund, a potem w oczy wpada mi kalendarz. Milknę. Pewnie wyglądam dość komicznie z rozdziawioną buzią.
- Przecież... - odzywam się wreszcie - Dzień Dziecka jest jutro!
- No widzisz - kiwa głową Kacper. - Mówiłem, że wredne.
Następne trzy godziny spędzamy w kuchni. Co jakiś czas oskarżam Kacpra, że mnie oszukał - bo mówił, że na jutro nic mu nie zadano! Kacper broni się - co innego odrabianie lekcji, a co innego pieczenie ciasta. Krzyczę, że praca domowa to praca domowa, i już! Kłótnia trwa bardzo długo - a potem przerywa ją dymiący piekarnik.
- No i co teraz? - Kacper patrzy na zwęglone ciasto. - Co ja powiem w szkole?
Odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, nie jest zbytnio mądra.
- Powiesz, że...
- Że...?
- Że tata pomylił Dzień Dziecka z Barbórką! A potem rozglądam się przestraszony, czy tego pomysłu nie podsunął mi aby duch wujka.

Owoce z kruszonką

1 kostka miękkiego masła
200 g cukru
400 g mąki
1 kg dowolnych owoców

Masło, cukier i mąkę dokładnie rozcieramy na kruszonkę. Owoce myjemy, obieramy, szypułkujemy lub drylujemy i układamy w naczyniu żaroodpornym. Wierzch posypujemy kruszonką, rozcierając grudki palcami. Pieczemy w temperaturze 180°C do chwili, aż kruszonka nabierze złocistego koloru.

Waniliowe mufinki
(na 12 sztuk)

1/2 kostki masła
3 łyżki cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
1 jajko
1 szklanka mleka
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Polewa: 1 białko
1,5 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka soku z cytryny

Ucieramy masło z cukrem i esencją waniliową na puszystą masę. Dodajemy jajko i mleko, wciąż ucierając. Wsypujemy mąkę i proszek do pieczenia. Mieszamy, ale niezbyt dokładnie - masa powinna mieć grudki. Wypełniamy ciastem foremki (najlepiej papierowe, wstawione do metalowej formy na babeczki). Pieczemy w temp. 200°C przez 15-20 min, aż zrobią się złotobrązowe. W tym czasie przygotowujemy polewę. Białko z cukrem pudrem ubijamy (najlepiej mikserem na średniej prędkości) na błyszczącą masę. Dodajemy sok i ubijamy jeszcze kilka minut. Polewa powinna mieć konsystencję gęstej śmietany. Możemy ją pokolorować barwnikami spożywczymi w proszku (do kupienia np. na www.tortownia.pl). Dekorujemy ostudzone mufinki polewą.

Śniegowe kuleczki Kubusia Puchatka

1 kostka miękkiego masła
1/3 szklanki cukru
1 łyżeczka esencji waniliowej
2 żółtka
skórka otarta z 2 pomarańczy
1/4 szklanki soku z pomarańczy
2,5 szklanki mąki
10 dag mielonych migdałów
cukier puder do posypania

Ucieramy masło z cukrem na puszystą masę. Ciągle ucierając, dodajemy kolejno esencję waniliową, żółtka, skórkę, sok z pomarańczy, mąkę i migdały. Gotowe ciasto zawijamy w folię spożywczą i wstawiamy do lodówki na godzinę. Ze schłodzonego ciasta formujemy na stolnicy kuleczki o średnicy 2,5 cm. Pieczemy przez 8-10 minut w temperaturze 180°C. Jeszcze ciepłe ciasteczka obtaczamy w cukrze pudrze. Powtarzamy tę czynność, kiedy kuleczki już ostygną.

Angielska lemoniada

1 l wody mineralnej
1 szklanka brązowego cukru
1 szklanka soku i skórka otarta z 1 cytryny
1 cytryna pokrojona w plasterki
listki mięty
kostki lodu

Odmierzamy szklankę wody, zagotowujemy ją i rozpuszczamy w niej cukier, mieszając drewnianą łyżką. Kiedy całkiem się rozpuści, schładzamy. Dodajemy sok, skórkę z cytryny i resztę wody, wstawiamy na kilka godzin do lodówki.