Blog Tygodnia: Addio Pomidory

Gotując dla mojej własnej małej rodziny zrozumiałam, że zaspokojenie głodu to absolutne minimum, którego osiągnięcie jest zaledwie początkiem i który interesuje mnie o tyle, o ile służy również czemuś więcej: radości tego, który w kuchni się napracował i tych, którzy owoce tej pracy spożywali.
Co wyróżnia "Addio Pomidory" od innych blogów kulinarnych? 

Ocenę tego pozostawiam moim czytelnikom. Poświęcam gotowaniu, robieniu zdjęć i pisaniu tekstów wiele emocji i radości, choć być może mógłby powiedzieć to o sobie każdy twórca bloga. Dla mnie tworzenie bloga jest kreacją w czystej postaci, na każdym poziomie. Począwszy od wyszukania/wymyślenia przepisu, przygotowania dania na jego podstawie, podania go, prezentacji w formie zdjęć, aż po prezentację na blogu. Staram się zawsze, aby wszystko co można było przeczytać i zobaczyć na moich stronach przedstawiało moje prywatne, indywidualne spojrzenie na dany temat, bez chęci udawania kogoś innego, a więc zawsze uczciwie, szczerze i z pasją. Jestem amatorem kulinarnym. Gotować nauczyłam się od mamy. Lubię myśleć o swoim blogu, że jest twórczy, bo zrodził się z wielkiej potrzeby tworzenia i być może to właśnie może stanowić w sposób szczególny o jego charakterze.

Kiedy poczułaś, że gotowanie, to coś więcej niż obowiązek? 

Na początku rzeczywiście był to tylko obowiązek, ale podejmowałam się go zawsze z radością. W liceum, do moich obowiązków po przyjściu ze szkoły należało właśnie przygotowanie obiadu dla całej rodziny. Ale już wieczorami i w weekendy piekłam ciasta dla własnej przyjemności, a gdy było mi źle gotowałam kisiel wiśniowy. Prawdziwe gotowanie rozpoczęło się w momencie, gdy miałam już swoją własną kuchnię, na Zielonym Wzgórzu. Gotowałam i przecierałam zupki dla mojej córeczki, a nam przygotowywałam sałatki, które tak lubimy. W weekend piekłam ciasta, choć szerokim łukiem obchodziłam wypieki drożdżowe po kilku smutnych porażkach w tej dziedzinie. Gotując dla mojej własnej małej rodziny zrozumiałam, że zaspokojenie głodu to absolutne minimum, którego osiągnięcie jest zaledwie początkiem i który interesuje mnie o tyle o ile służy również czemuś więcej: radości tego, który w kuchni się napracował i tych, którzy owoce tej pracy spożywali.



Co sprawia Ci najwięcej przyjemności w gotowaniu?

Możliwość twórczego podejścia do tematu. Nawet jeśli jakiś przepis wymaga użycia konkretnych składników ode mnie zależy na przykład sposób przyprawienia, dzięki czemu mimo, że wciąż gotuję pomidorową, którą uwielbiają moje dzieci, nigdy nie smakuje ona tak samo. Wewnętrzny przymus kreatywności nawet w codziennym gotowaniu, które może wydać się monotonne i nudne, pozwala mi nie stracić radości i przyjemności z gotowania. Tak wiele można zmienić, tak wiele od siebie dodać, czasami też zepsuć, ale i to bywa ciekawe, jako kolejne nowe i pouczające doświadczenie. Ogromną satysfakcję czuję również wówczas, gdy przygotowuję dania, o których wcześniej tylko czytałam, a teraz sama nauczyłam się jak je przyrządzać i oczywiście także wówczas, gdy uda mi się wymyślić ciekawy przepis, zrealizować jakiś pomysł.

Największe wyzwanie kulinarne z jakim się zmierzyłaś? 

Wyhodowanie własnego zakwasu i upieczenie z niego pierwszego chleba. Ci którzy to doświadczenie mają już za sobą potwierdzą, że to satysfakcja której nie sposób opisać. Bo z jednej strony to po prostu chleb, nasza codzienność, trochę też zwyczajność, i jednocześnie magia, tajemnica, której poznanie staje się i naszym udziałem. Okazało się również, że moje osiągnięcia w tej dziedzinie zachęciły moją mamę do pieczenia chleba na zakwasie, co bardzo mnie ucieszyło. Wyzwania stawiam sobie nadal, najbliższe to homar i małże Św.Jakuba.



Kto przekazał Ci najwięcej kulinarnej wiedzy? 

Mama i obie babcie. To była wiedza, której nie przekazuje się w książkach kulinarnych i przepisy, które nigdy jeszcze na ich stronach nie zagościły, ponieważ są częścią naszej rodzinnej tradycji, naszych upodobań. Były to podstawowe zasady ugotowania rosołu, przygotowania sosu ale też smaki, które do dziś są częścią moich najpiękniejszych wspomnień, jak truskawki ze śmietaną, placki z grzybami, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem.

Twoje popisowe danie? 

Wciąż się zmienia. Jeśli chodzi o ciasta to z pewnością torcik z ajerkoniakiem i musem z czarnej porzeczki, który już wkrótce pojawi się na stronach mojego bloga. Ostatnio także zielona zupa z rukoli i młodego szpinaku, którą zachwycili się nasi belgijscy sąsiedzi. Oboje z mężem uwielbiamy kuchnię grecką, stąd często wracamy do smaku oliwek podawanych na gorąco, zapiekanej fety, ryżu zapiekanego z oregano i wołowiny po grecku.



Największy kulinarny autorytet? 

Na początku mojej kulinarnej drogi była nim Marta Gessler, której artykuły z Wysokich Obcasów mam do dziś, wiele się z nich nauczyłam. Obecnie trudno mi jednak wskazać jedną postać. Mogę mówić raczej o książkach, które kupuję i czytam ze względu na ich autorów, bo darzę ich estymą i sympatią. O autorach, których przepis przeczytam zawsze z uwagą, bo wiem, że to co robią oni jest również bliskie i mnie. Mogę więc wymienić: Michel Roux, Jamie Oliver; Rick Stein, Nagel Slater, Delia Smith, Nigella Lawson, Thomas Keller, Mario Batali i wielu innych, lista jest długa.

Czego nigdy nie brakuje w Twojej lodówce? Serów, ciasta francuskiego, masła, jajek, konfitur, warzyw na zupę, mleka, wina i zakwasu chlebowego. Nie brakuje ich nigdy bo są podstawą naszych codziennych ulubionych dań: naleśników, pancakesów, tostów, tart wytrawnych, słodkich i zup wszelakich.

Bułeczki pszenno-żytnie

Składniki:

220 g mąki pszennej chlebowej

50 g mąki żytniej chlebowej

125 ml mleka

22 g świeżych drożdży

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

3 łyżki oliwy z oliwek



Przygotowanie:

1. Przygotowujemy rozczyn z drożdży: podgrzewamy lekko mleko, rozcieramy drożdże z cukrem i 1 łyżeczką mąki, zalewamy ciepłym mlekiem. Mieszamy dokładnie. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 10-15 minut do wyrośnięcia.

2. W tym czasie do miski wsypujemy mąki, dodajemy sól i oliwę.

3. Wlewamy rozczyn i zagniatamy ciasto. Można je troszeczkę podsypać mąką, ale minimalnie. Ciasto wyrabiamy do momentu, aż będzie gładkie i elastyczne i nie będzie się już kleić do rąk, zajmie to minimum 10 minut.

4. Miskę spryskujemy oliwą z oliwek, wkładamy do niej kulę uformowaną z ciasta i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, mniej więcej na 1 godzinę.

5. Wyrośnięte ciasto, wyrabiamy króciutko jeszcze raz i formujemy bułeczki. Z podanych ilości wychodzi 10 sztuk. Układamy na blasze wyłożonej pergaminem, odstawiamy do wyrośnięcia na 1/2 godziny.

6. Nagrzewamy piekarnik do 200° bez termoobiegu.

7. Bułeczki smarujemy roztrzepanym jajkiem. Pieczemy 15 minut. Studzimy na kratce. Ich smak jest neutralny, możemy podawać je na słodko lub wytrawnie.

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj tu: addiopomidory.blogspot.com

Więcej o: