Blog tygodnia: Przy kuchennym stole

19.04.2010 10:53
Są przepisy których należy się trzymać sztywno, by potrawa lub ciasto się udało, a czasem można sobie pozwolić na szczyptę inwencji twórczej. Wtedy możemy w znanym daniu odkryć coś nowego, nieznanego.
Co najczęściej można znaleźć na Twoim kuchennym stole?

Przede wszystkim dania, które da się przygotować z ogólnie dostępnych i prostych składników. Jednak jeśli chodzi o ciasta i desery, to tutaj pozwalam sobie czasem na odrobinę szaleństwa. Tak było na przykład z Matchamisu, czyli tiramisu z herbatą Matcha, czy z jabłecznikiem z kremem budyniowym, który zawierał całą butelkę białego wina.

Jak wyglądały początki Twojego blogowania?

Zanim założyłam blog "Przy kuchennym stole" pierwsze przepisy ze zdjęciami umieszczałam na moim pierwszym blogu o hafcie krzyżykowym. Dopiero później zaczęłam zaglądać na blogi kulinarne i powoli dojrzewała we mnie decyzja, by te dwie moje pasje rozdzielić. Pamiętam też, że kiedy zaczęłam fotografować potrawy zastanawiałam się, jak dziewczyny piszące kulinarne blogi to robią, że wszystko wygląda tak pięknie i apetycznie. Teraz nabrałam już trochę wprawy, ale dalej się uczę, oglądam i próbuję, próbuję, próbuję...

Kiedy poczułaś, ze gotowanie zamienia się w pasję?

Wtedy gdy zaczęłam prawie co wieczór przeglądać segregatory z przepisami, najchętniej z tymi na coś słodkiego i planować, co upiekę w najbliższym czasie i w jakiej kolejności. No i kiedy coraz więcej czasu zaczęłam spędzać przy kuchni lub piekarniku, a każda kolejna udana potrawa lub ciasto sprawiały mi coraz większą radość.

Gdzie najczęściej zaglądasz szukając inspiracji?

Właściwie wszędzie. Inspiracji szukam w gazetach, książkach, Internecie - na forach i blogach kulinarnych. Od dawna zbieram przepisy wycięte lub przepisane z różnych gazet. Zaczęłam je kolekcjonować na długo przed tym, jak zaczęłam sama gotować. Do tej pory uzbierały się cztery pełne segregatory, a wciąż dochodzą nowe kartki, bo jest mnóstwo przepisów które chcę wypróbować i smaków które chcę jeszcze poznać. Kiedyś oglądałam też wszystkie odcinki "Kulinarnych podróży Roberta Makłowicza", nagrywałam je, a potem skrupulatnie spisywałam przepisy które mi się podobały zatrzymując taśmę co chwilę, żeby zdążyć zapisać dokładnie wszystkie składniki. Wspaniałym źródłem inspiracji jest też kuchnia mojej rodziny.

Co jest najważniejsze w gotowaniu?

Ważne są pasja i dokładność, ale z odrobiną szaleństwa. Są przepisy których należy się trzymać sztywno, by potrawa lub ciasto się udało, a czasem można sobie pozwolić na szczyptę inwencji twórczej. Wtedy możemy w znanym daniu odkryć coś nowego, nieznanego. Ale najważniejsza jest przyjemność z gotowania i możliwość dzielenia się efektami z najbliższymi. Największą nagrodą za czas spędzony w kuchni są dla mnie zadowolone miny mojej rodziny, kiedy podaję do stołu, puste talerze po obiedzie odkładane do zlewu i słowa mojego prawie czteroletniego synka: "pyszny obiad ugotowałaś mamusiu". Dla takich słów warto się "pomęczyć" nad jakimś wymyślnym daniem lub deserem.

Smak, który zapamiętasz na całe życie?

Smak kapeluszy grzybów gołąbków posolonych i upieczonych bezpośrednio na blasze starego pieca z fajerkami u mojego wujka. W każde wakacje jeździliśmy z rodzicami do babci i razem z wujkiem, który mieszkał obok chodziliśmy na grzyby do pobliskiego lasu, a potem następowało wspólne rodzinne pieczenie betek - bo tak tam nazywało się te grzyby. Teraz nie ma już ani takich dużych grzybów, ani takich pieców, więc nie będę już miała szansy żeby jeszcze raz takich ich spróbować, ale smak będę pamiętać do końca życia.

Twoje rady dla tych, którzy dopiero zaczynają gotować?

Przede wszystkim chciałabym wszystkich zachęcić do próbowania swoich sił w kuchni. Czy to w gotowaniu, czy pieczeniu. Najlepiej zaczynać od przepisów niewyszukanych, ale prostych i z niewielu składników. No i nie poddawać się, jeśli coś się nie uda, tylko spróbować jeszcze raz. Ja sama zawsze daję jeszcze jedną szansę przepisom na ciasta. Jeśli ciasto mi się nie uda i z piekarnika wyjmę zakalec, zawsze piekę takie ciasto jeszcze raz. Zazwyczaj za tym drugim razem się udaje. Nie należy się więc poddawać.

Przepis Edyty: Jabłecznik

Składniki:

- 250 g margaryny

- 200 g cukru pudru

- 3/4 fiolki aromatu waniliowego

- 4 jajka

- 400 g mąki pszennej

- 50 g mąki ziemniaczanej

- 15 g proszku do pieczenia

- 1 kg jabłek

- 1 łyżeczka cynamonu (dodałam od siebie)

Margarynę stopić, ostudzić i ucierać mikserem z cukrem, dodać aromat i kolejno wbijać jajka. Następnie stopniowo wsypywać mąkę zmieszaną z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Dobrze utrzeć.

Formę o wymiarach 21x25 cm wysmarować masłem i wysypać mąką. Wyłożyć do niej połowę ciasta. Na cieście ułożyć obrane, pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone w plasterki jabłka. Posypać cynamonem (przez sitko). Przykryć pozostałym ciastem, wyrównać wierzch. Wstawić do nagrzanego do 180 st. C piekarnika i piec 50-60 minut.

Chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj na przystole.blox.pl

Znasz ciekawy blog kulinarny lub sam/a taki prowadzisz? Pisz na adres ugtouj.to@gazeta.pl.

Zobacz także
  • Blog tygodnia: Na kruchym spodzie
  • Blog tygodnia: Sweet spoon
  • Blog tygodnia: Pasta i basta
Skomentuj:
Blog tygodnia: Przy kuchennym stole
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX