Blog tygodnia: Gotowy prawie na wszystko

Zaczęło się po 30-stce... Oglądałem dużo Makłowicza, byłem parę razy we Francji, gdzie dane mi było odwiedzić parę znakomitych restauracji, dostałem parę lekcji jak ważna jest jakość produktów używanych do gotowania i podjąłem kilka udanych prób przygotowania czegoś bardziej wyszukanego.
Niewielu jest facetów w licznym gronie kulinarnych blogerów. Czujesz się jak rodzynek w cieście?

Jestem tu, jak na razie, jedyny jak rodzynek. A serio, to znam kilku facetów lubiących gotować. Nie jest to chyba nic niezwykłego. No, może jeszcze nie prowadzą bloga

Uważasz, że mężczyźni i kobiety mają inne podejście do gotowania?

To nie jest kwestia płci, tylko indywidualnych predyspozycji. Tak jak z prowadzeniem samochodu. Zwyczajnie, jak coś lubisz robić i sprawia Ci frajdę, to robisz to dobrze.

Dlaczego zdecydowałeś się na własny blog?

Jestem fotografem, od pewnego czasu często fotografuję dania, produkty spożywcze, warzywa i owoce. Lubię gotowanie i są tacy, którzy lubią jego efekty i czasem pytali o przepis To wszystko razem, plus gorąca zachęta pewnej koleżanki "oblatanej w necie" (Aśka dzięki), złożyło się na bloga nie miałem po prostu innego wyjścia.



Kiedy poczułeś, że gotowanie zamienia się w pasję?

Zaczęło się po 30-stce Oglądałem dużo Makłowicza, byłem parę razy we Francji, gdzie dane mi było odwiedzić parę znakomitych restauracji, dostałem parę lekcji jak ważna jest jakość produktów używanych do gotowania i podjąłem kilka udanych prób przygotowania czegoś bardziej wyszukanego. Mamy wielu przyjaciół, którzy w tamtym czasie często nas odwiedzali i zazwyczaj byli głodni. Na nich więc trenowałem nowe smaki i zachęcony ich pochwałami odważniej poczynałem sobie w kuchni. Dostałem też kilka fajnych książek kucharskich, które były pierwszym źródłem inspiracji. Przy tej okazji chciałbym się przyznać, że zazwyczaj modyfikuję podane przepisy, ulepszam i dodaję im coś od siebie. Przeważnie czosnku i pieprzu. Myślę, też że czytanie książek kucharskich wymaga pewnej otwartości i nie należy brać wszystkiego co napisane dosłownie (moi kumple czasem pytają: co to do diabła znaczy "zeszklić cebulę" czy "zredukować sos" i skąd Ty to wiesz?). Po pierwsze zdarzają się błędy, a poza tym zmienianie podanych przepisów daje większy fun. A dla mnie samo gotowanie to jest duży fun - nawet większy niż samo jedzenie.

Kogo uważasz za swój największy kulinarny autorytet?

Na pewno moją babcię - gotowała zwyczajnie, bez wyszukanych potraw i super eleganckich stylizacji, ale jak zrobiła barszcz z uszkami albo pyzy Niestety, wtedy gdy żyła nie myślałem o tym, że kiedyś Ona przestanie gotować, a ja będę musiał zacząć Całą masę różnych ciekawostek zabrała ze sobą.



Skąd czerpiesz inspiracje?

Skąd się tylko da! Bardzo lubiłem Roberta Makłowicza i jego dawne "Podróże kulinarne", które namiętnie nagrywałem na kasety, a potem w czasie gotowania biegałem pomiędzy kuchnią a telewizorem. Później był Pascal Brodnicki, ale on szybko stał się twarzą jednej marki. Ostatnio bardzo lubię Jimiego Oliviera. Mam kilka ulubionych książek z których korzystam najczęściej, ale w ogóle mam ich łącznie około 80, i do wszystkich zaglądam. Namiętnie oglądam też Kuchnię.tv. Czasem inspiracją są po prostu znajomi lub inne blogi.

Ale najwięcej możliwości jest na wakacjach, jak w zeszłym roku w Chorwacji - blisko targ rybny i warzywny, grill, białe wino.. i nie trzeba nic więcej.

Twoje popisowe danie...

Hm! To nie jest proste pytanie. Myślę, że przynajmniej kilka musiałbym wymienić ale jest jedno, które szczególnie lubię, bo jest z tych bardziej pracochłonnych (przynajmniej w mojej wersji) i bardziej smakowitych, no i należy do klasyki kuchni francuskiej: Boeuf Bourguignon. A jestem też szczególnie z niego dumny, gdyż został pochwalony przez mojego francuskiego przyjaciela Pascala, którego babcia mieszkająca w Perpignan "robiła najlepszą na świece" wołowinę po burgundzku. To jak gwiazdka Michelin.



Czy jest coś, czego nigdy nie ugotujesz?

O nie! Wręcz przeciwnie! Chciałbym spróbować wszystkiego! Może ktoś ma jakiś dobry przepis na dżdżownice w pomidorach, albo szarańczę w cieście francuskim? Tylko skąd ja wezmę szarańczę

Przepis Roberta: Pasztet wiejski z porami (Pate de Porc aux Poireaux)



Średniego pora po dokładnym myciu pokroić na plasterki i zeszklić na maśle. Po chwili dodać dwa ząbki czosnku w plasterkach i jeszcze chwilkę smażyć na patelni. Potem wszystko musi przestygnąć. 1/2 kg łopatki wieprzowej trzeba zmielić lub zmalakserować. Wymieszać z porami, dodać: 3/4 łyżeczki tymianku, odrobinę tartej gałki, cynamonu (tyci), jeden zmielony goździk, trochę mielonego kminku (trochę w tym przypadku to ok. 1/8 łyżeczki), odrobinę soli (odrobina to jakaś 1/4 łyżeczki) i jeszcze odrobina grubo mielonego pieprzu. Wymieszać. Potrzebne jest jeszcze 10 plastrów surowego wędzonego boczku. Kilkoma z nich wyłożyć dno i boki foremki (mała keksówka ok.1 litrowa ), resztę posiekać i wymieszać z mięsem. Nie trzeba mieszać dokładnie...

Masę przełożyć do foremki, kilkakrotnie rzucając nią o blat (bez przesady!), żeby "doszło w rogi". Wkleić na wierzchu trzy listki laurowe, zawinąć w folię aluminiową , wstawić do brytfanki z wodą i do piekarnika nagrzanego do 160 st. C. Piec 1 i 1/4 godz. Później pate musi zostać w piekarniku przyciśnięte czymś z wierzchu (np. deską do krojenia), aż ostygnie. Jak już przestygnie trzeba wstawić do lodówki dla dobrego schłodzenia. Jeść najlepiej jutro... z musztardą albo chrzanem, korniszonami, świeżym chlebkiem, czerwonym winem....

Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj na gutki.blogspot.com

Cykl "Blog Tygodnia" ma prezentować niezależną kuchnię polską - blogerów i ich pomysły na gotowanie. Jeśli znasz ciekawy blog lub sam/a taki prowadzisz i chcesz zaprezentować się czytelnikom ugotuj.to pisz na adres: ugotuj.to@gazeta.pl

Więcej o: