Facet i jego blog (kulinarny)

Wielu mężczyzn to znakomici kucharze, nic więc dziwnego, że panowie pojawiają się i w kulinarnej blogosferze. Należy jednak przyznać, że spotyka się ich tu znacznie rzadziej niż kobiety. Dlaczego tak jest? Czy "męskie gotowanie" różni się od "gotowania kobiecego"? Opowiedzieli nam autorzy czterech blogów kulinarnych.

- Kiedy zamieszkałem z moją przyszłą żoną, bardzo szybko okazało się, że jeśli sam czegoś nie ugotuję, to niczego nie zjem, a przynajmniej nie na ciepło - wspomina założyciel bloga Facet i kuchnia, Szymon Kubicki, z zawodu redaktor muzyczny. - Zainteresowanie gotowaniem pojawiło się więc w dość banalnych okolicznościach.

Inicjatorką założenia bloga była właśnie żona Szymona - Gosia. - Właściwie wszystko potoczyło się bardzo spontanicznie - opowiada bloger. - Kilka razy rozmawialiśmy na ten temat, ale przez dłuższy czas nie podchodziłem do tej kwestii na poważnie. Wreszcie, po kolejnej przyrządzonej przeze mnie potrawie, Gosia wróciła do tematu, a ja - przyparty do muru - powiedziałem: „Ok, spróbujmy”.

- Chociaż najlepszymi szefami kuchni na świecie są przeważnie mężczyźni, jeśli zejdziemy z poziomu zawodowego, choćby na poziom bloga, okazuje się, że męskie gotowanie to nadal dość egzotyczne, zaskakujące zjawisko w naszym kręgu kulturowym - mówi bloger. - Nie da się ukryć, że to bywa atutem, bo łatwiej się wyróżnić, przyciągnąć uwagę. Z drugiej strony, trudno uniknąć traktowania z przymrużeniem oka, żeby nie powiedzieć lekko kpiącego lekceważenia. Trochę na zasadzie, że 'poważne gotowanie' to domena kobiet, a faceci nie powinni się wtrącać.

www.facetikuchnia.com.plSzymon Kubicki z żoną Gosią, www.facetikuchnia.com.pl

Choć - jak mówi - nie lubi odgórnie przypisywać ról, dostrzega pewne różnice pomiędzy "męskim" a "kobiecym" podejściem do gotowania. - Przede wszystkim, odnoszę wrażenie, że faceci w kuchni są, że się tak wyrażę, odważniejsi i zdecydowanie bardziej otwarci - ocenia Szymon. - O ile kobiety częściej trzymają się gotowych i sprawdzonych receptur czy przepisów, tak dla faceta przepis będzie raczej inspiracją, punktem wyjścia. Faceci częściej bywają w kuchni nieokiełznani, nawet bałaganiarscy i dlatego lepiej sprawdzają się w „dziedzinach”, które nie wymagają na przykład precyzyjnego i ścisłego odmierzania składników. Z drugiej strony, nie można zapominać, że wciąż zwykle właśnie na kobietę spada obowiązek wyżywienia rodziny. A tu często okazuje się, że chęć do eksperymentów rozbija się o mur konkretnych oczekiwań czy upodobań domowników.

Swój styl gotowania bloger opisuje jako „kontrolowany chaos”. - Zauważyłem, że wiele osób mimowolnie poddaje się w kuchni niepotrzebnym ograniczeniom, a ja generalnie nie lubię tzw. zasad - przyznaje. - Czasem słyszę, że coś do czegoś nie pasuje, albo że tego nie można połączyć z tamtym. Ale w gruncie rzeczy właściwie: dlaczego nie? Hamowanie kreatywności w imię kiedyś tam wymyślonych, niby-żelaznych reguł nie ma większego sensu, a przede wszystkim stanowi blokadę dla kulinarnego rozwoju.Fot. gotowaniezpasja.plPaweł Łukasik i Grzegorz Targosz, gotowaniezpasja.pl

Paweł Łukasik i Grzegorz Targosz, blog Gotowanie z Pasją

Młody, bo założony w maju tego roku, blog Gotowanie z Pasją tworzy z kolei duet męsko-męski - Paweł Łukasik i Grzegorz Targosz. Blog to - dla dwóch zapracowanych mężczyzn - nie lada wyzwanie organizacyjne. - Ze względu na to, że obaj na co dzień pracujemy, nasze sesje fotograficzne odbywają się w sobotę lub niedzielę - mówi Grzegorz. - W związku z tym chcemy ten czas wykorzystać maksymalnie i cały dzień robimy sesję dla ok. 8-9 potraw. W dniu sesji fotograficznej, ok. 7 rano zaczyna się przygotowanie półproduktów, a sama sesja trwa od 10:00 do czasami nawet 20:00. Bardzo nam zależy, aby nie używać żadnych trików fotograficznych, wiec danie jest tak przygotowane, jakby miało być zjedzone - co się z nim po wykonaniu zdjęć dzieje.

Pasję do gotowania Paweł wyniósł z domu rodzinnego. „Kulinarnego bakcyla” zaszczepiła w nim babcia, którą dziś nazywa „mistrzynią gotowania” i swoim autorytetem. - Był mi tylko potrzebny impuls, żeby wenę twórczą pobudzić do działania. I tak się stało, gdy zostałem dwudziestokilkuletnim szefem w banku. Gotowanie było odskocznią i mnie po prostu relaksowało. Potrafiłem po pracy gotować do późnych godzin nocnych - zresztą dalej tak robię. To daje mi radość.

- „Męskie gotowanie” powoduje więcej bałaganu w kuchni - żartuje Paweł. - A na poważnie - ja nie dostrzegam różnicy pomiędzy „gotowaniem męskim” a „kobiecym”. Uważam, że tak naprawdę decyduje nie płeć gotującego, ale przede wszystkim zmysł estetyki, pomysł oraz talent, aby przygotować pyszne danie.

- Trzeba mieć głowę otwartą na wszystkie produkty i rodzaje kuchni, bo tylko tak można się rozwijać - mówi. - Nikt nie nauczy się smażyć piersi kaczki bez prób. Nie będzie wiedział, jak komponują się różne przyprawy, gdy nie pozna ich smaku. Kuchnia to pewnego rodzaju poligon doświadczalny, gdzie ciągle szuka się nowych smaków i zmiany znanych potraw, aby tworzyć ich nowe, autorskie odsłony.

Fot. kromcio.blogspot.comDaniel Kacprzyk, kromcio.blogspot.com

Daniel Kacprzyk, blog Kromek z masłem

- Praca w gastronomii jest ciężka i pewnie dlatego mężczyźni są na samym szczycie - są twardzi, bardziej wytrzymali. Jednakże nie mówi się "pysznie, jak u taty/dziadka", ale "pysznie, jak u mamy/babci". To kobiety nauczyły mężczyzn gotować, a nie na odwrót To one pozostają naszymi mistrzyniami - mówi Daniel Kacprzyk, zwany Kromciem, założyciel bloga o nazwie Kromek z masłem.

Blog Daniela ma już ponad dwa lata. - Patrząc na moje pierwsze wpisy przypominam sobie jak mało wiedziałem wtedy o blogowaniu, pieczeniu, gotowaniu. Na początku było trudno. Wiele razy dostawałem po głowie od kolegów i koleżanek z blogosfery. Bardzo dużo się nauczyłem przez te kilka lat, jednak wiem, że to dopiero ułamek tego, czego muszę się jeszcze dowiedzieć.

Daniel, jak sam mówi, często spotyka się z bardzo miłą reakcją na swoje wpisy. - Koleżanki blogerki z wielkim entuzjazmem podchodzą do „męskiej strony blogowania” i chcą śledzić moje poczynania - przyznaje. Sam natomiast chętnie śledzi blogi „kolegów po fachu”. - Lubię oglądać, co robią, ale nie chcę niczego „małpować” - podkreśla.

Daniel nie ukrywa swojego zamiłowania do słodkości. - Najbardziej zadowolony jestem z tortów. Uwielbiam je robić, dekorować, jeść. Każdy to dla mnie jednocześnie wyzwanie i ogromna frajda. Oprócz słodkich deserów, lubi również ostre potrawy. - Dania indyjskie, amerykańskie, włoskie - nie mam ulubieńca, jem to, na co mam akurat ochotę. Najlepiej, jeśli potrawy są świeże i proste - takie, po których spokojnie można się zrelaksować, a nie leżeć z obolałym żołądkiem.

Fot. www.facetnatalerzu.plBartosz Chrzanowski, www.facetnatalerzu.pl

Bartosz Chrzanowski, blog Facet na talerzu

Twórca bloga Facet Na Talerzu, Bartosz Chrzanowski, na co dzień też zajmuje się przepisami, ale podatkowymi. Blog początkowo miał być wirtualnym „zeszytem z przepisami”, dostępnym jedynie dla jego założyciela. - Coraz więcej znajomych po skosztowaniu moich potraw prosiło o przepis, więc zacząłem udostępniać mój „notes” konkretnym osobom, aż w końcu postanowiłem zaprezentować moje przepisy wszystkim zainteresowanym.

- Początki były ciężkie - opowiada. - Musiałem wyrobić w sobie nawyk fotografowania przyrządzanych potraw, myślenia nie o jedzeniu, a o blogu, przygotowywania wpisów i prezentacji, a nie śniadania czy obiadu.

Choć Bartosz zna „męskie blogi” i miał okazję poznać osobiście kilku z ich autorów, to z racji przeważającej liczby kobiecych blogów twierdzi: - Jesteśmy niszą, zarówno w Internecie jak i na blogerskich spotkaniach. To ciekawe, bo gdy spojrzeć na sferę kulinarnych celebrytów, autorów programów czy książek przeważają jednak mężczyźni i to ich nazwiska bardziej kojarzymy.

Obecnie, jak sam mówi, jego blogowanie spotyka się wyłącznie z sympatycznymi reakcjami, często wręcz niedowierzaniem. - W naszej kulturze gotowanie zostało przypisane kobietom i gdy mężczyzna spędza czas w kuchni, to jest stawiany na piedestale, a jego partnerka nazywana „szczęściarą” - opowiada. - W sytuacji odwrotnej, powiedzmy „standardowej”, komentarzy nie usłyszy żadna ze stron, bo przecież „tak ma być”. Niesłusznie, moim zdaniem.