Przepisy kulinarne

PARTNER SERWISU: Kuchnia

Moskwa kota Behamota

Tekst i zdjęcia: Ewa Krawiecka
2003-02-16, ostatnia aktualizacja 2003-07-29 15:28

Siedząc na ławce nad stawem na Patriarszych Prudach, po raz kolejny przeglądam "Mistrza i Małgorzatę". Wprawdzie Bułhakow już w pierwszym rozdziale przestrzega, by w Moskwie nigdy nie rozmawiać z nieznajomymi, ja jednak mam cichą nadzieję, że dosiądzie się do mnie tajemniczy cudzoziemiec o szatańskim wyglądzie.

Prawosławna katedra
Chrystusa Zbawiciela
przy moskiewskim
bulwarze
Fot. Misha Japaridze / AP
Prawosławna katedra Chrystusa Zbawiciela przy moskiewskim bulwarze
ZOBACZ TAKŻE
W lipcu ubiegłego roku, w trakcie pracy nad książką o "Mistrzu i Małgorzacie", pojechałam do Moskwy. Skorzystałam z zaproszenia Fundacji Bułhakowa, którą kieruje niezwykła i barwna postać, profesor Marietta Omarowna Czudakowa, wraz z innymi pracownikami Fundacji walcząca o przetrwanie słynnego przeklętego mieszkania na Sadowej 302 bis (naprawdę Wielka Sadowa 10), gdzie Bułhakow zakwaterował Wolanda ze świtą. Dziś znajduje się tam siedziba Fundacji.

Kilka dni przeznaczyłam na wędrówkę po miejscach opisanych w arcypowieści Michaiła Bułhakowa. Namawiam do pielgrzymki śladami Wolanda, kota Behemota, Mistrza i Małgorzaty, oczywiście z tekstem powieści pod pachą... Szukając tych magicznych miejsc, sprawdźmy, czy można jeszcze w Moskwie zjeść wspaniałe marynowane borowiki pod lodowatą wódkę, którą tak chętnie raczył się szatan i jego świta, i uniknąć spróbowania słynnego "jesiotra drugiej świeżości" czy pozieleniałej bryndzy, wyszydzonych przez Wolanda.

Tam, gdzie objawił się szatan

Patriarsze Prudy - tu wszystko się zaczęło... Spokojne i ciche miejsce w samym środku miasta wygląda trochę nierealnie. Okolony drzewami i stylowymi latarniami nieduży staw, w dość czystej wodzie przeglądają się lipy - te same, pod którymi objawił się szatan. Na końcu alejki stoi jak niegdyś budka z piwem, do której udali się Berlioz i Iwan Bezdomny.

Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać, natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem "Piwo i napoje chłodzące". (...)

- Butelkę narzanu - poprosił Berlioz.

- Narzanu nie ma - odpowiedziała kobieta z budki i z niejasnych powodów obraziła się.

I dziś na pytanie o narzan słyszę odpowiedź przeczącą. A swoją drogą narzan jest jedną z najlepszych wód mineralnych, jakie piłam: lekko szczypie w gardle, trochę słonawa, zimna i krystalicznie czysta niczym kaukaskie źródła, skąd jest czerpana. Obok jest uliczka Mała Bronna i ulica Jermołajewska, z której w powieści Bułhakowa nadjechał tramwaj, by przejechać niedowiarka Berlioza: I tramwaj natychmiast nadleciał, skręcając w nową trasę z Jermołajewskiej na Bronną. W rzeczywistości tramwaje nigdy tędy nie jeździły, ale cóż, w powieści wszystko jest możliwe...

Lot nagiej Małgorzaty

Na Małej Bronnej 28 można zjeść lunch w modnej i drogiej, jak na moskiewskie realia, knajpce "Café Margarita", do której prowadzą fantazyjnie pomalowane drzwi, a w środku, wśród regałów z tomikami poezji, wisi tryptyk przedstawiający lot nagiej Małgorzaty. Zamawiam sałatkę owocową z kleksem śmietany, a moja tłumaczka sałatkę moskiewską. Moja, podana w kamionkowej miseczce, bardzo mi smakowała, zapewne sprawił to dodatek śmietany, która w Moskwie ma wyjątkowy, słodko-winny smak i niezwykłą gęstość.

Zaułek dalej znajduje się bar "Kot Biegiemot" (Spiridoniewskij Pierieułok 10a), niestety, ku mojej rozpaczy, w generalnym remoncie. Ruszam więc w stronę słynnego Domu Gribojedowa, gdzie w powieści mieścił się Massolit, a dziś znajduje się Instytut Literacki imienia Gorkiego. Tu smakołyki pochłaniała "elita" - wybrańcy obdarzeni talentem poetyckim i... mający dobre układy z władzą: Eh, ho-ho! Stare dzieje! Pamiętają znakomitego Gribojedowa co starsi mieszkańcy Moskwy! Co tam sandacz au naturel z wody?! Sandacz to jeszcze nic (...)! A sterlet, sterlet w srebrzystym naczynku, filet sterleta z szyjkami rakowymi i ze świeżym kawiorem? A jajka de cocotte w pieczarkowym sosie w kokilce? A może mielibyście coś przeciwko filecikom z drozdów? Z truflami? Albo przeciwko przepiórce po genueńsku?

W Instytucie Literackim nie ma i nigdy nie było restauracji, tak barwnie opisanej przez Bułhakowa, ale zachował się placyk, gdzie znajdował się przesławny letni ogródek.

Mansurowski Zaułek 4 jest jak dawniej cichutki i słoneczny. Tutaj mieścił się domek Mistrza - drewniany i ubogi, a kilka domów dalej - śliczna willa z gotyckim oknem, przez które wyleciała Małgorzata, ukochana Mistrza, na skutek nieszczęść przemieniona w wiedźmę. Małgorzata zajmowała z mężem całe piętro pięknej willi stojącej w ogrodzie przy jednej z uliczek Arbatu. Uroczy zakątek! Każdy może się o tym sam przekonać, jeśli tylko zechce się udać do owego ogrodu. Niechże się zwróci do mnie, ja mu podam adres, wskażę drogę, willa stoi do dziś. Teraz ma tu swoją siedzibę ambasada Syrii.

Pobliski Arbat rozczarowuje - może za dużo tu budek z pamiątkami? Ale to nad nim leciała naga wiedźma, niewidzialna i wolna!

Niszczycielska rola prymusa

Siadam w ogródku jednej z wielu knajpek i zamawiam sok świeżo wyciśnięty z grejpfrutów. Jest aromatyczny i gęsty, ale jego cena (5 $) przyprawia przeciętnych moskwian o przyspieszone bicie serca. Na rogu Arbatu i dawnego rynku Smoleńskiego stał opisany zjadliwie przez Bułhakowa Torgsin, gdzie wybrańcy losu za obcą walutę kupowali towary i żywność, niedostępne zwykłym obywatelom. (...) przed lustrzanymi drzwiami Torgsinu na rynku Smoleńskim zjawił się wysoki obywatel w kraciastym garniturze w towarzystwie ogromnego czarnego kocura.

To właśnie tu Behemot żarłocznie pochłaniał mandarynki ze skórką i czekolady, nawet ich nie odpakowując: Behemot, pożarłszy trzecią mandarynkę, wsunął łapę w przemyślną konstrukcję wzniesioną z tabliczek czekolady, wyciągnął jedną tabliczkę ze spodu, wskutek czego, oczywiście, wszystko runęło, po czym połknął czekoladę wraz ze złotą cynfolią.

Ten sklep - symbol nierówności społecznej - spalił kot Behemot, posługując się... prymusem. Dziś mieszczą się tu eleganckie delikatesy "Siódmy Kontynent", gdzie wstępują tylko klienci o zasobnym portfelu, by kupić na przykład wspaniały kawior astrachański albo z ikry bieługi. Na miano luksusowego sklepu zasługuje także Jelisijewskij Magazin (ulica Twerskaja 14). Rewelacyjna jest biełużaja (ikra białego jesiotra) w 113-gramowym słoiczku z niebieską zakrętką po 25 $ i nieco tańsza - po 16 $ - asietrowaja, w słoiczku z czerwoną zakrętką. Niebo w gębie! Do tego kieliszeczek zmrożonej wódki, np. Stolicznej, i można się poczuć, jakby się było zaproszonym przez Wolanda na słynny wiosenny bal przy pełni księżyca.

Nieopodal parku Aleksandrowskiego stoi imponujący dom Paszkowa, z tarasu którego Woland obserwował panoramę miasta i dyskutował z Mateuszem Lewitą o świetle i ciemności. Naprzeciwko cieniste i zatłoczone ogrody Aleksandrowskie, gdzie warto przysiąść na ławeczce plecami do kremlowskiego muru, jak to czyniła Małgorzata. Na ulicy Sadowej trzeba koniecznie zajrzeć do ponurego budynku Teatru Satyry - wszak to tu odbył się słynny seans czarnej magii i owej magii całkowite zdemaskowanie.

Obok w letnim ogródku dwie szemrzące fontanny oraz błękitny (zupełnie jak w powieści) szalet. W nim odbyła się sławetna lekcja prawdy, której Warionusze udzielił kot Behemot i Azazello. Pani obsługująca szalet nie kryje zdziwienia, widząc, że fotografuję to miejsce. W pobliżu kolejna modna i droga restauracja serwująca hamburgery, coca-colę i inne podobne "rewelacje".

Źródło: Kuchnia