Matka Boska z tostera, czyli jak zjeść popkulturę

Pierniczki w kształcie bohaterów Gwiezdnych Wojen i stempel na tosty z podobizną Matki Boskiej. Oto najlepsze przykłady pop-art'u, który można zjeść. Jest zabawny, kolorowy, łatwy do przygotowania i dostępny dla mas. Popatrz i skonsumuj.
Zaczęło się od rewolucji przemysłowej. Potem powstał pierwszy sklep samoobsługowy. Odtąd towar musiał opowiadać o sobie sam. Wymyślono, więc opakowanie i markę. Ser, przestał być nabiałem, stał się produktem żywnościowym od danego producenta. Na półce pojawiła się konkurencja, a więc potrzebna była reklama. Kiedy zachwalanie jakości, a potem korzystnej ceny przestało wystarczać, marketing sięgnął po emocje, psychologię koloru, design, sztukę, aż w końcu i po kulturę. Przyszedł też czas na ekspansję środków masowego przekazu i otwarcie rynków, a produkty najsilniej promowane, stały się popularne, międzykulturowe i masowe. W końcu zyskały nową funkcję. Stały się symbolami. Co było potem?

Od Warhola do Banksy'ego

Niebieski muffin jak ciasteczkowy potwór z "Ulicy Sezamkowej", pierniczki w kształcie mistrza Yody, tęczowe ciasta albo samodzielnie skomponowana herbata z "bąbelkami" do żucia. To tylko niektóre dowody na to, że popkultura zdążyła już całkowicie wchłonąć kulinaria. Jednak o ile czekoladowy tort z M&M's w jakiś sposób porównać można do pop-artowych dzieł Warhola, to "cudowne" tosty z podobizną Matki Boskiej to chyba wariacja w stylu Banksy'ego. Jedyna różnica pomiędzy artystami, a miłośnikami gotowania jest taka, że o ile artyści kulinarne przedmioty-ikony z otaczającego ich życia codziennego (znana puszka zupy pomidorowej Campbell) eksponują przede wszystkim w duchu ironii, kuchenni zapaleńcy robią to z zamiłowania do jedzenia lub (bądźmy szczerzy) z niepohamowanego łakomstwa.

Oto popkultura, którą chcemy jeść

Czas, więc na wciąż umacniający się trend - popkulturową i interkulturalną filozofię jedzenia XXI wieku. Musi być ładnie, kolorowo, zabawnie i do skonsumowania. Dosłownie i w przenośni. Wymagający konsument, nawet w czasach kryzysu chce zapłacić za produkt, który zje wszystkimi zmysłami: nacieszy oko, nasyci się smakiem i poczuje, że jest częścią subkultury. Nie wystarczają nam już produkty-symbole jak Coca-cola, Nutella, czy burger z McDonald's. Potrzebne nam "post-przepisy", czyli zabawa z kultowymi wspomnieniami. Stąd McFlurry, czyli lody sprzedawane we wspomnianej sieci fast foodów z posypką z pokruszonych M&M's, ciasteczek Oreo itp. Ponoć to marketing najlepiej pokazuje zmiany zachodzące w społeczeństwie. Czyż w branży kulinarnej nie widać tej zależności jak na talerzu?

Dania "pop" - gdzie ich szukać?

Po pierwsze w modnych miejscach na kulinarnej mapie dużych miast. Kultowego hamburgera nowej jakości zjesz w LoveKrove & Radar Gallery w Krakowie, amerykańskie pankejki znajdziesz w warszawskim Mr. Pancake, kolorowe csupcake (na zamówienie z dekoracją jaką tylko chcesz) można znaleźć w mnożących się ciastkarniach oferujących wylansowane i kultowe wręcz babeczki w wersji wytrawnej i przede wszystkim na słodko, a od dziś w Warszawie na ulicy Chmielnej 26 za sprawą laboratorium Bubbleollogy można już wypić idealny popkulturowy produkt o ulubionym smaku. Mowa o bubble tea, czyli napoju, przygotowanym na bazie wybranej herbaty z dodatkiem aromatu owocowego albo mleka. Wszystko podawane jest w jednorazowym plastikowym kubku, który otrzymujemy zamknięty tak, że przed jego otwarciem, nawet jadąc na rowerze nie uleje się ani kropla. Na dnie kubka pływają przypominające bąbelki - przezroczyste kulki tapioki lub żelki. Wsysanie "bąbelków" (do żucia lub połykania) przez specjalną, grubszą rurkę uzależnia. Masz wszystko: kreujesz, pijesz i jesz jednocześnie, a w dodatku świetnie się bawisz, bo po lokalu przypominającym laboratorium krzątają się pracownicy w białych kitlach. Jeden z właścicieli lokalu przyznaje, że jest miłośnikiem bubble tea, ale przede wszystkim bardzo zależało mu na tym, by jego lokal był czymś o wiele więcej niż małym barkiem z białą ladą (bo tak wyglądają punkty sprzedaży herbaty z tapioką w swej kulturowej ojczyźnie - Azji).

Celebryci vs. gospodynie domowe

Popkulturowy przemysł kulinarny to również kucharze-celebryci. To oni kreują międzynarodowe trendy w dziedzinie gotowania, by później kierować je do mas. Swoje desery ze słodyczy ze sklepowych półek (np. baton mars) przygotowują, więc angielskie gwiazdy telewizji kulinarnej - Delia Smith i jej następczyni: Nigella Lawson. Nie ma jednak pewności, czy to aby nie zwykłe gospodynie domowe, do których miała upodabniać się Delia, nie wpadły pierwsze na pomysł tworzenia przysmaków takich, jak kokosowe ciasta "rafaello" lub zainspirowane rodzimymi przysmakami - desery "krówka" albo "snickers". (Zobacz galerię z przepisami autorstwa czytelników Ugotuj.to na kolorowe desery w stylu pop). Tak, czy inaczej rynek to podchwycił, a w sklepach (przede wszystkim tych internetowych) możemy kupić cały szereg kulinarnych przyrządów, które pozwalają popkulturą bawić się w kuchni.

Pokusy kulinarnego mainstream'u

Najlepszym przykładem jest wspomniany producent akcesoriów kuchennych i nie tylko: Fred & Frends. Projektanci ich produktów to istni mistrzowie żonglerki symbolami spod sztandaru "pop". Kto bowiem nie chciałby po prostu pomalować swoją kanapkę keczupem, wyciskanym z pojemnika w kształcie wielkiej czerwonej kredki, a musztardą z żółtej? Albo oprószyć sałatki magiczną solą z solniczki - różdżki małej wróżki? Co ważne jedzeniem można bawić się nie tylko domu, ale i w pracy. Na rynku pojawiła się marka, która oferuje japońskie pojemniki do pakowania żywności i ozdabiania dań. W Bentomani.pl kupimy pojemniki w orientalnej stylistyce w wersji kobiecej, męskiej i dziecięcej tak, aby łatwo było przystroić swój posiłek i spożyć go w aurze popkulturalnej estetyki.

Infantylna Azja i Ameryka, czas na Europę?

A ta niewątpliwie nosi znamiona nowoczesności, ale i zdziecinnienia, które od lat rozwija się w jednym z krajów przodujących w dziedzinie najnowszych technologii, czyli w Kraju Kwitnącej Wiśni. W modzie mamy trampki i baseballówki u czterdziestolatków. W kulinariach: gadżety, pozwalające się bawić jedzeniem i samo łatwe do strawienia jedzenie.Wszechobecna obrazkowość i internet przenoszą te trendy w niemal każde miejsce świata, a Stary Kontynent, w którym to wszystko się zaczęło nie pozostanie wyjątkiem. Niech symbolem takiego wniosku będzie oryginalna stara maszyna, którą właściciel Bubbleology sprowadził do swojego lokalu. Niegdyś element fabrycznego procesu produkcji, dziś pięknie zdobi popkulturowe labolatorium smaku.






Wejdź na fanpage Ugotuj.to i weź udział w dyskusji o jedzeniu w stylu "pop"!