Gotuję szybko, jak to w bistro! [Blogerski Przepis Tygodnia]

Ostatnio jeden fanów mojego bloga na Facebooku napisał: Ok, patrzę, podziwiam, ale gdzie to bistro jest? Nie wiedziałam, czy żartuje, czy pyta poważnie. Naprawdę myślał, że Bistro mama to prawdziwa restauracja i chciał ją odwiedzić...

 

Bistro mama mieszka w Opolu i jest - jak mówi - zwyczajną mamą dwójki dzieci - 4,5-letniej Hani i 10-miesięcznego Franka.  Gotuje dla rodziny. Dla siebie, męża, córki, która jest moim pierwszym pomocnikiem. Czasem też dla małego Franka. - Zdecydowałam się na przedłużenie urlopu macierzyńskiego o urlop wychowawczy i to sprawiło, że mam czas, którego brakuje obecnie wszystkim. Rano mam czas dla Hani, której mogę dać buziaka w czółko,  uczesać dwa warkocze i odebrać ją wcześniej z przedszkola. Mam czas dla Franka, który przez większość dnia jest uwieszony na mojej nodze i usypia tylko na moich rękach, a ja wcale nie zamierzam z tym walczyć. Szanuję te ulotne chwile i rozkoszuję się tym, co właśnie trwa. Nie będzie łatwo wrócić za jakiś czas do pracy w urzędzie...

W kuchni Bistro mamy pachnie ciastem drożdżowym. Od słodkiego, przez pieczywo i pizzę, po pierogi. - Drożdże mam zawsze w zapasie - kiedy zabraknie, lądują na pierwszym miejscu zakupowej listy.

Oprócz tego w tej kuchni królują makarony, szpinak, sałatki i słodkości, które Bistro mama uwielbia i których nie potrafi sobie odmówić. - Lubię też wszelkie zapiekanki i dania jednogarnkowe. Do wielu dań dodaję bakalie.  Czasami zdarzają się kulinarne wpadki i połączenie niektórych składników okazuje się niejadalne, ale kto nie szuka, ten nie znajduje, a ja ciągle coś mieszam i od nowa próbuję.

Gotuję i piekę od zawsze. Wychowałam się w domu, którego serce stanowiła kuchnia z wielkim stołem. Przy tym stole odrabiałam domowe zadania, bawiłam się lalkami, przepisywałam z książek mamy pierwsze przepisy do własnego zeszytu. I mam też teraz taki stół. To mój najważniejszy mebel w domu, ale nie umiem przy nim jeść sama. Przy stole zasiadam i robię listę zakupów, listy zadań „do wykonania” i zaznaczam przepisy w książkach, ale do codziennego obiadu lub niedzielnego śniadania zasiadamy pełnym składem. Bardzo cenię sobie te chwile. To czas na celebrowanie posiłku, czas na wysłuchanie siebie nawzajem, na poznanie niesamowitych przedszkolnych historii opowiedzianych przez córkę.

Blogowania nie rozpatruję w kategoriach sukcesu - porażki. Choć niewątpliwie już samym sukcesem była decyzja o jego założeniu, bo wtedy nie miałam żadnej wiedzy na temat prowadzenia bloga. Cieszą mnie wszystkie komentarze i prywatne wiadomości. Wszystkie, bez wyjątku. Ale najbardziej te dodawane do starych przepisów, że ktoś zrobił, że wyszło, że dziękuje, że rodzina zachwycona.

Dzięki uprzejmości jednej z opolskich kawiarni, miałam okazję poprowadzić cykl mini-warsztatów kulinarnych dla dzieci. To było fantastyczne doświadczenie i mam wielką nadzieję, że to nie koniec, a początek czegoś wyjątkowego. Ciągle mam wrażenie, że otwierają się nowe drzwi. Nie mam wielkich marzeń związanych z blogiem, bo one właśnie się spełniają. Może jedno, maleńkie. W najbliższej przyszłości zadbać o brzuszki tych najmłodszych i zapełnić zakładkę „bistro maluszek” wyjątkowymi przepisami i bardzo apetycznymi zdjęciami.

Poznaj przepisy Bistro mamy w Ugotuj.to